Udostępnij

Wiedźma Gburka - scenariusz sztuki

Dodano: 2008-10-28

Czy da się napisać sztukę teatralną dla dzieci językiem współczesnym najmłodszym? Owszem, Zofii Staniszewskiej się to udało. A czy da się ją zagrać, na przykład w szkole czy domu kultury? Sprawdźcie sami!

 

WYSTĘPUJĄ:

 

LUKA - dziesięcioletnia dziewczynka

WIEDŹMA GBURKA - rubaszna, całkiem spora i całkiem grubaśna postać ubrana we wszystkie chyba odcienie różu, pokropione obficie brokatem.

SZCZERBATEK

KUBA - dziesięcioletni chłopiec

DZIADOLEK - dziarski

SPRZEDAWCZYNI PIERWSZA - znudzona, o nienaturalnie kruczoczarnych, przylizanych włosach

SPRZEDAWCZYNI DRUGA - młoda, sztywno uśmiechnięta

SPRZEDAWCA­ - starszy

DWÓCH CHŁOPCÓW

DZIECI

 

Kilkoro Dzieci otacza Lukę, wyśmiewając się z niej. Najgłośniej krzyczy chłopiec, Kuba, wytykając dziewczynkę palcem:

 

Dzieci (w znanej wyliczance, słowo „baba" zastępują słowem „Luka"):    

Siedzi Luka na cmentarzu, 

trzyma nogi w kałamarzu. 

Przyszedł duch, 

Lukę buch,
Luka fik, a duch znikł.

 

Dzieci rozbiegają się ze śmiechem, krzycząc:

Samotnica - upierdnica! Samotnica - upierdnica!

 

Luka wyrywa się z koła, jest wzburzona. W ręku trzyma niedużą lalkę. Dzieci znikają. Luka znajduje się w swoim pokoju. Dziewczynka próbuje się uspokoić, siada na podłodze i zaczyna się bawić. Lalka mówi: „Mama", śmieje się lub płacze. Luka nalewa sok do plastykowej buteleczki, poi lalkę i podstawia nocnik, ale lalka nie chce siusiać.

 

Luka:            

No dalej, oddawaj, bo potem zrobisz siku na dywan. Już ja cię znam!

 

Luka potrząsa zabawką i uparcie nadstawia nocnik. Nie pomaga. Dziewczynka w złości rzuca nocnik na podłogę.

Luka:            

I znów tandeta!

 

Tymczasem nocnik odbija się od podłogi, turla i uderza w starą szafę. Wtedy odpada kawałek deseczki, przymocowany tuż przy ziemi i odsłania małe wgłębienie - niedużą skrytkę. Zaintrygowana dziewczynka kładzie się na brzuchu i zagląda do środka dziury. Spostrzega, że tam w środku coś się znajduje. Delikatnie wyciąga tajemniczą rzecz, która okazuje się srebrną, niedużą książeczką. Luka zdmuchuje kurz z okładki i drżąc z niecierpliwości czyta tytuł wypisany szkarłatnymi literami: „Przepis". Niewiele jej to mówi, więc czym prędzej otwiera książeczkę o pożółkłych kartkach. Czyta na głos:

 

Luka:            

Przepis na spotkanie osoby szczęśliwej. Składniki: farba do barwienia odzieży na zielono, jedna krówka ciągutka, rycerz - może być nieduży - i przyjaciel -również może być nieduży, ale prawdziwy. (na chwilę odrywa się od czytania i mówi do siebie): Skąd ja wezmę tu przyjaciela? W mojej szkole lubiłam Anię i Karolinę, i Julkę, i nawet Jarka. Ale u dziadka? W tej nowej, okropnej budzie?! (czyta dalej): Sposób przyrządzania: zdobądź składniki w ciągu jednego dnia. Włóż wszystkie składniki, oprócz przyjaciela, do dużego garnka, dodaj szklankę wody, podgrzej. Przyjaciel niech rozmiesza farbę, aż żołnierzyk stanie się zielony i lepiący od krówki. Wtedy spotkasz szczęśliwą osobę.

 

Luka niecierpliwie przewraca pozostałe kartki książki. Ale niczego więcej nie znajduje.

 

Luka:                        

To jest niesprawiedliwe! (mówi sama do siebie) Znaleźć taką tajemniczą książkę, w takim ukrytym miejscu, może zaczarowaną, kto to wie, a w środku nieciekawy przepis. Jak cudownie by było przeczytać jakąś inną instruk­cję... no chociażby... jak znaleźć skarb albo wyczarować słonia, albo przynajm­niej wielką krostę na nosie Bożeny z IVb. A tak? Zaraz, zaraz, kto może być szczęśliwą osobą? Chyba królowa angielska albo Mikołaj Kopernik, albo ta... Margaryna, nie... Mandaryna. To może jednak... poznam kogoś ciekawego?

 

Dziewczynka jeszcze raz ogląda srebrną książeczkę, tym razem uważniej i na ostatniej stronie znajduje małą notatkę.

 

Luka:            

O,  a jednak tu jeszcze coś jest. Ale trudno przeczytać. U... uwa...ważaj..

 

Próbuje odczytać notatkę, ale pismo jest za małe. W końcu wyciąga z kieszeni szkło powiększające...

 

Luka:                        

To się przyda. Prezent od kochanej babci... (i przykłada lupę do oka).

U-wa-żaj-na-szczer-bat-ka (udaje się jej w końcu przesylabizować). Jakiego Szerbatka? (dziwi się) Nie znam nikogo ta...

 

Gburka:        

Wiuuu! Ojć! Bach! (coś szumi, jęczy, miga, aż w końcu spada z hukiem. Luka wytrzeszcza oczy. Na podłodze siedzi całkiem spora i całkiem grubaśna postać ubrana we wszystkie chyba odcienie różu, pokropione obficie brokatem. Na głowie ma zatkniętą ogromną perukę świecącą na żółto.)

 

Luka:                        

Ty jesteś Szczerbatkiem?

 

Gburka:        

Ja?! (oburza się różowa postać, wstaje z podłogi i otrzepuje szatę) Widzisz jakieś szczerby w moim uzębieniu? (pokazuje zęby)

 

Luka:                        

O, raju! Ale masz wielkie zębiska! A jakie białe!

 

Gburka:        

Białe, równe, tanie i jeszcze na gwarancji... (postać reflektuje się, że za dużo powiedziała i łapie się za buzię, mówiąc dalej) Ale nie jestem złym wilkiem przebranym za babcię.

 

Luka:                        

To kim jesteś? (Luki nie interesuje gwarancja na sztuczną szczękę) I co...

 

Piosenka Gburki:

Co za wiedźma tutaj lata,

róża-burza gburowata?

Ni z lewa i ni z prawa,

ani też z góry,

ni z tego, ni z pietruszki zaczynam

pleść bzdury.

Nie uciekniesz przed zabawą

huczną,

bo ja mam i ty masz szczękę

sztuczną!

 

Gburka:        

Będę się streszczać: z zawodu jestem wiedźmą...

 

Luka:                        

Wiedźmą?! Wstrętną wiedźmą?

 

Gburka:        

Nie jesteś na bieżąco, moja mała (lekceważącym tonem). Nie oglądasz Witch?

 

Luka:                        

Tych czarodziejek?

 

Gburka:        

Jak zwał, tak zwał. Mogą być czarodziejki, mogą być też wiedźmy.

 

Luka:                        

Ale Witch są dziewczynkami i są... no... trochę... szczuplejsze. Ty nie przypominasz ani Will, ani Irmy, ani...

 

Gburka:        

No dobrze, już dobrze. Nie bądź taka do przodu, bo cię sznurówki wyprzedzą - jak mówiło się w dawnych, dobrych czasach. A teraz tylko te rzepy i rzepy. Ale wracając do meritum - jestem twoją osobistą wiedźmą i moim zadaniem jest cię pilnować.

 

Luka:                        

Kiedyś myślałam, jak w to jeszcze wierzyłam, że to należy do wróżki albo do mojej matki chrzestnej.

 

Gburka:        

Powtarzam: jak zwał, tak zwał. Wróżki już nie są trendy. Najnowsze przysłowie czarodziejek mówi: Nie ucz się, a zostaniesz wróżką. Teraz każdego dądla chroni wiedźma z wysokimi kwalifikacjami zawodowymi.

 

Luka:                        

A chłopacy? Też mają swoje...

 

Gburka:        

Ależ skąd! (przerywa jej niecierpliwie) Chłopakom przysługuje po jednym wiedźminie. To przecież proste jak różdżka. (na potwierdzenie swoich słów wyciąga z zakamarków przepastnej szaty prosty patyk pomalowany niechlujnie złotawym brokatem)

 

Luka:                        

O, złoty brokat! Taki sam jak w moich żelowych długopisach (dotyka różdżki). A gdzie są twoje skrzydła? (dziewczynka dopytuje się podejrzliwie, obchodząc pulchną postać dookoła) Chyba powinnaś mieć skrzydła.

 

Gburka:        

Co racja, to racja! (wiedźma spogląda zezem na swoje ramiona) Nie mam chwilowo. Wymieniam na nowszy model. Te stare nie były już lansowne, chwytasz? Stąd ten nieudany ślizg do ciebie na podłogę. Ale zejdźmy już z moich skrzydeł. Nie wpadłam do ciebie na pogawędkę o wiedźmowych akcesoriach, tylko po to, żeby cię ostrzec przed Szczerbatkiem. Słuchaj teraz uważnie: Szczerbatek będzie miał trzy szanse, żeby ci namieszać i nie dopuścić do wypróbowania przepisu na szczęście, a ja tylko dwa razy mogę przylecieć do ciebie z pomocą. Gdy będę ci potrzebna, zawołaj mnie po prostu. I rzuć jeden włos w powietrze (to mówiąc wyrywa sobie dwa „włosy" z peruki) Ojć! (i przypatruje się im podejrzliwie). Znowu to samo! Znów świecą na żółto, a w żółtym mi nie do twarzy. Tęgoskórek aż zapiał z zachwytu na widok purpurowych włosów. I... nigdy nie uwierzysz... omal mi się nie oświadczył!

 

Luka:

Z powodu zwykłej peruki? Myślałam, że mężczyźnie z innych powodów się oświadczają.

 

Gburka:

Z powodu zwykłej peruki Tęgoskórek by się nie zadurzył, nie myśl sobie (zaperzył się różowy gość) ale na widok tego cudeńka można głowę stracić. Najnowsze przysłowie czarodziejek mówi: „Nie suknia zdobi wiedźmę, a peruka". To są włosy do zadań specjalnych. Trzymaj! (podaje dziewczynce dwie żółte żyłki)

 

Luka:                        

Ale kto to jest Szczerbatek?

 

Gburka:        

Poznasz go po uśmiechu. No, na mnie już najwyższy czas, kopsam się stąd. Nara! Pstryk! (wiedźma strzela palcami, ale dalej stoi tam, gdzie stała). Co jest do podskakującego krasnoluda!? (denerwuje się, unosi różdżkę i woła:) Znik, znik, znikaaam! - pyk. (wiedźma odlatuje w górę. Z oddali tylko dobiega cichnący głos:) Mam ksywkę: Gbuuurka!

 

Luka:                        

A ja mam na imię Luka!

 

Gdy wiedźma odlatuje, wchodzi Dziadolek, popychając przed sobą fotel na biegunach. Siada na nim, wyjmuje druty i włóczkową robótkę, zaczyna dziergać, ale po chwili zasypia.

Luka:                        

Tak, chyba muszę wypróbować ten stary przepis (do siebie). To na pewno będzie bardziej wciągające od zabawy niesiusiającą lalką.

 

Dziewczynka wyciąga z szafy plecaczek i wrzuca do niego srebrną książeczkę i portmonetkę.

 

Luka:                        

Kieszonkowe. Dwie dychy.

 

Po chwili zastanowienia podnosi z ziemi lalkę i ją też wrzuca do plecaka.

 

Luka:

Niech tam, zawsze przynosiła mi szczęście.

 

Podchodzi do fotela, w którym dziadek zdrzemnął się nad robótką.

 

Luka:                        

Ciekawe, czy coś słyszał? Dziadolku, nie śpij!

 

Dziadolek:                

Nie śpię, moje dziecko (Dziadolek odruchowo poprawia się w fotelu i chowa robótkę). Coś się stało?

 

Luka:                        

Nic takiego. Gdzie można dostać farbkę? No, taką do ubrań.

 

Dziadolek:                

W drogerii, u nas na dole pewnie mają. A po co ci farbka?

 

Luka:                        

Lecę, niedługo będę!

 

Dziadolek:                

Poradzisz sobie sama?

 

Luka:                        

Muszę! (Luka wychodzi)

 

Piosenka Dziadolka (przymyka po kolei oczy):

 

Gdy zamykam:

pierwsze oko,

drugie oko,

trzecie oko,

czwarte oko - spoko!

Wszyscy myślą, że już śpię,

a ja w żywe oczy kpię!

I udaję Supermana,

wyszywając Spidermana!

 

Podrzuca w górę swoją robótkę - ogromnego włóczkowego Spidermana, z którym zaczyna tańczyć. Gdy w tańcu schodzi ze sceny, wchodzi Sprzedawczyni popychając przed sobą „drogerię". Podchodzi do niej Luka.

 

Sprzedawczyni:       

Coś chciałaś, moja mała? (sennie)

 

Luka:                        

Zieloną farbkę, do pofarbowania rycerzyka, to znaczy... do odzieży (Luka szybko się poprawia i kładzie na biurku dwudziestozłotowy banknot)

 

Sprzedawczyni bierze do ręki pieniądze, podaje saszetkę z farbką, spogląda taksująco na dziewczynkę i wyrokuje:

 

Sprzedawczyni:       

A może weźmiesz jeszcze krem koloryzujący do włosów? (zachęcająco) Masz taki mysi, nieciekawy kolor. O tu... proszę (podsuwa Luce pod nos pudełko): perłowy blond, super okazja, z promocji.

 

Luka:            

Nie, dziękuję, lubię moje włosy (gładzi się po włosach)

 

Sprzedawczyni:       

No nie wiem, nie wiem... (kwaśno) ja tam korzystam z kremów. Muszę.

 

Luka:                        

To współczuję (szczerze zmartwiona). Właśnie pomyślałam sobie, że kiedyś, jak tu przyjeżdżałam na wakacje do dziadków, pani miała takie ładne brązowe włosy. (Luka płaci i zabiera farbkę, mówiąc do siebie:) Teraz po krówkę. Skrócę sobie drogę przez podwórko starej kamienicy.

 

Sprzedawczyni wyjeżdża ze swoim stołem, Szczerbolek wnosi dwie pary dużych drzwi od bramy kamienicy. Ustawia je w pewnej odległości. Luka otwiera drzwi, przechodzi przez nie i wzdryga się na dźwięk nieprzyjemnego chichotu. Chichot dobiega z różnych stron.

 

Luka:                        

Halo? (ostrożnie)

 

Szczerbatek:

Halo, halo, cha, cha! (przedrzeźniając)

 

Dziewczynka spogląda w górę i wtedy spostrzega Szczerbatka.

 

Luka:                        

O, szczerbaty uśmiech! Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (do siebie), połowa mojej klasy też ma takie uśmiechy, gdyby nie to, że uśmiech do nikogo nie należy i lata sobie samopas pod wysokim sufitem.

 

Piosenka Szczerbatka:

 

Hi hi, cha cha!

Jak śmiesznie się chichotać

przez zęby dwa!

 

Hi hi, cha cha!

Tak komuś nałomotać

raz dwa, raz dwa!

 

Ząb tu, ząb tam,

a wielu nie mam sam!

Hi hi, cha cha!

Bo w zęby dam!

 

Hi hi, cha cha!

Jak śmiesznie się chichotać!

Hi hi, cha cha!

Bo w zęby dam!

 

Nagle Luka słyszy chrobot zamka i zostaje sama. Podbiega do drzwi bramy i popycha ją z całych sił, chcąc jak najszybciej uciec z tego tajemniczego miejsca. Ale brama ani drgnie. Dziewczynka podbiega więc do drugich drzwi, prowadzących na ulicę, ale i te są zatrzaśnięte.

 

Szczerbatek:

He, he, hi, hiii! (chichot przeradza się w pisk)

 

Luka:                        

Ach, więc to robota Szczerbatka. Co wiedźma mówiła? Że mi pomoże? Czemu nie? Spróbuję. Gburko! (nawołuje po cichu)

 

Nic się nie dzieje.

 

Luka:                        

Gburko! (zdobywa się na odwagę, wołała głośniej i podrzuca w górę jeden „włos" wiedźmy)

 

Gburka: (zjawia się w peruce koloru malinowego, trąc zaspane oczy).     

Kto mnie wołał i czego chciał? A... to ty, Luśka.

 

Luka oddycha z ulgą na widok znajomej różowej postaci.

 

Luka:                        

Nie mogę się wydostać. Szczerbatek mnie zamknął, a tu tak nieprzyjemnie pachnie.

 

Gburka:        

Racja (Gburka wciąga głośno powietrze). Psy. To co, kopsniemy się pod twój dom?

 

Luka:                        

Ja z tobą? (zdziwiona, ale i ucieszona)

 

Gburka:        

Spoczko, to nawet krasnoludy potrafią. Najnowsze przysłowie czarodziejek mówi: Teleportacja to bułka z kremem czekoladowym. (Gburka wsadza różdżkę pod pachę i pstryka palcami) Pyk!

 

Dziewczynka aż wstrzymuje oddech, czekając na cudowną teleportację. I nic.

 

Gburka:        

Co jest znowu, do fałszującej syreny?! (Wiedźma chwyta w dłoń złotawy patyk, gubiący brokat i macha nim z wprawą) Znik, znik, znikamy!

 

Luką coś trzęsie, huśta, aż dziewczynka traci równowagę i siada na stojącej z boku sceny parkowej ławce. Wiedźma znika.

Luka:                        

Hej, Gburko, to nie jest mój dom! (Luka rozgląda się dookoła). To nasz park! Jakieś dwa kilometry od domu. Do... do znikającej Gburki! (zdenerwowana wyrzuca w końcu z siebie.)

 

Luka wstaje na nogi i raźno maszeruje do sklepu. Gdy tak idzie, czuje lekkie szarpnięcie za pasek plecaczka, ale gdy odwraca się, nikogo nie widzi. Słychać tylko cichutki chichot.

 

Luka:                        

Czy słyszałam chichot, czy może tylko tak mi się zdawało?

 

Zastanawia się chwilę nad dziwnym odgłosem, ale po chwili podchodzi do sklepu spożywczego naprzeciwko szkoły. Przed sklepem rozgrywa się następująca scena: dwóch chłopców próbuje wepchnąć do kałuży Kubę, śmiejąc się recytują:

 

Dwóch chłopców:

Pchaj go, pchaj! Ale zabawa!

Szły pchły koło wody.

Pchła pchłę pchła do wody.

a ta pchła płakała,

że ją pchła
wepchała.

 

Luka chwilę się zastanawia, po czy wyciąga z plecaka lalkę i rzuca pod nogi jednego z napastników.

 

Luka:

Ej ty, koleś, coś ci wypadło!

 

Chłopcy zaskoczeni zaprzestają „zabawy", patrzą najpierw na Lukę, później pod nogi.

 

Pierwszy chłopiec (przestraszony, bo lalka leży na jego stopie):

To nie moje! Co się tak patrzycie! To nie moje!

 

Luka:

O jejku, jaka fajna lala. Wiecie, że ona siusia? Żółtą wodą. Mam taką, to wiem. I jeszcze do tego taki superowy nocniczek...

 

Drugi chłopiec (przerywa jej ze śmiechem):

Ty, men, bawisz się lalkami?! Ja nie mogę! (zaczyna się śmiać)

 

Pierwszy chłopiec:

Mówiłem ci, że to nie moje! Pewnie tu leżała. I z czego tak się śmiejesz?

 

Chłopcy odchodzą, słychać tylko usprawiedliwianie się pierwszego i śmiech drugiego. Luka podnosi lalkę z ziemi, otrzepuje ją i wkłada do plecaka. Kuba patrzy zaskoczony na dziewczynkę, która wchodzi do sklepu.

 

Luka: (Do widowni):           

Koło mojej nowej szkoły mają pychotne krówki. (Do Sprzedawczyni, młodej, sztywno uśmiechniętej): Chciałam kupić jedną krówkę.

 

Sprzedawczyni:       

Proszę! (Sprzedawczyni rzuca na ladę opakowanie cukierków)

 

Luka:                        

Ale ja chciałam tylko jedną. Pieniądze potrzebne mi są jeszcze na rycerza.

 

Sprzedawczyni:       

W opakowaniu jest dwadzieścia pięć deko, bierz i tak zjesz wszystkie. Widać po tobie, że lubisz słodycze. Nie będę przecież rozdzierać torebki.

 

Luka:                        

Ale tu (dziewczynka nie daje za wygraną i pokazuje na szklany słój ze słodyczami) są cukierki na wagę.

 

Sprzedawczyni:       

Mądrala się znalazła! Jak mam ci zważyć jednego cukierka?! A może nie masz pieniędzy? Z tej szkoły to zawsze tu przychodzi mnóstwo dzieciaków bez pieniędzy. (Sprzedawczyni mówi do siebie, nie zwracając większej uwagi na Lukę) Dobrze, że teraz wakacje (wzdycha z ulgą).

 

Luka:                        

Pani by wolała, żeby dzieci nie przychodziły?

 

Sprzedawczyni:       

Pewnie, więcej by było spokoju.

 

Luka:                        

A do czego wtedy by sklep był potrzebny? To może lepiej zamknąć go? Wtedy by się pani tak nie męczyła.

 

 

Sprzedawczyni:       

No wiesz?! Wypluj te słowa, mała. A gdzie ja bym wtedy pracę znalazła? Poczekaj, zważę ci tę krówkę. Trzydzieści groszy.

 

Luka sięga do plecaczka, chcąc wyjąć portmonetkę z pieniędzmi. Nagle robi się jej gorąco - portmonetki nie ma! Za nią staje w kolejce Kuba.

 

Luka (do widowni):             

Nie ma portmonetki! To pewnie wtedy, gdy poczułam szarpnięcie, Szczerbatek ukradł mi pieniądze. I co teraz? Przecież nie będę przy tej pani wołać Gburki. Jeszcze bym dostała zakaz wstępu do sklepu!

 

Sprzedawczyni:

No i chyba miałam rację, nie masz kasy?

 

Kuba:                        

Nie ma sprawy. Ja zapłacę (stanowczo) Poproszę tę krówkę i paczkę gumy.

 

Sprzedawczyni wychodzi ze swoim stołem.

 

Luka:                        

Dlaczego? (hardo) Dlaczego nagle za mnie płacisz?

 

Kuba:                        

Nie szarp się. To nie za darmo. Nudzę się i jeśli się ze mną pobawisz, choć ja zasadniczo nie bawię się z dziewczynami, to będziemy kwita. (Po chwili wyjaśniająco) Moi kumple wyjechali na wakacje. A poza tym... dziękuję. Za tamto.

 

Luka:                        

Ach! Za tamto! I co? Już nie będziesz mnie przezywać? (ironicznie)

 

Kuba:                        

Ja nigdy nikogo nie przezywam (porywczo)... tylko czasami, bo inni to robią i... to zabawne. (dodaje po chwili szczerze)

 

Luka:                        

Jak dla kogo zabawne! Dla mnie nie!

 

Kuba:                        

Ale inni nabijają się z ciebie, że przyjechałaś z wielkiego miasta, że się wymądrzasz i nosa zadzierasz...

Luka:                        

Przyjechałam! I będę mieszkać u dziadka, i nic w tym zabawnego! (traci cierpliwość) Młody, ja nie mam teraz czasu na zabawy z dziećmi, muszę zrobić coś naprawdę ważnego. (wyniośle)

 

Kuba:                        

Tym lepiej. Będę ci pomagał. A tak w ogóle Kuba jestem.

 

Luka (chwilę się zastanawia i decyduje się przedstawić):                         

Ludwika. Luka. Słuchaj, tylko dlatego z tobą gadam, że potrzebuję pieniedzy na rycerza, a ty masz jeszcze z dziesięć złotych - widziałam w sklepie. Słuchaj więc uważnie, bo nie będę powtarzać. (szepcze mu coś do ucha)

 

Kuba:                        

Poważnie? Gburka i Szczerbatek? Nie ściemniasz? (Kuba zaciekawił się, ale nie chce wyjść na naiwnego)

 

Luka:                        

Jasne jak słońce! Spokojnie, sam się przekonasz. Idziemy do zabawkowego! Pożyczysz mi piątkę? Oddam ci w przyszłym tygodniu, jak dostanę kieszonkowe.

 

Kuba:                        

Jasne. Ja lubię rycerzy. W domu mam pełno rycerzy, i na koniach, i z maczugami, i z mieczami, i z kopiami...

 

Luka:                        

Daj sobie, Kuba, spokój z tą bronią (Luka ostentacyjnie ziewa)

 

Kuba:                        

Dlaczego? Broń jest superowa! Mam zamek, namioty rycerskie i kapatultę...

 

Luka:                        

Chyba: katapultę.

 

Kuba:                        

Przecież mówię: kapatultę. Chodźmy przez boisko, będzie szybciej - po drugiej stronie ulicy jest papierniczy (dzieci otwierają furtkę). Mają tam fajnych rycerzy, całych zakutych w srebrne zbroje, a niektórzy to nawet są pokapani na czerwono - rozumiesz? - niby, że ranni...

 

Luka:                        

O, kurczaczek! (Luka niespodziewanie zatrzymuje się, tak że Kuba wpada na nią) Co jest? (patrzy zdziwiona przed siebie, trąc jednocześnie czoło) Nabiłam sobie guza, a przecież tu niczego nie ma (wyciąga rękę, a ta zatrzymuje się na niewidzialnej przeszkodzie).

 

Kuba:                        

O, ja cię kręcę! (cieszy się chłopiec, obmacując przezroczyste ściany) Jesteśmy w prawdziwej pułapce.

 

Szczerbatek: 

Hi, hi! Cha, cha! (zadowolony chichot)

 

Dzieci zadzierają głowy i w górze dostrzegają rozdziawioną, szczerbatą gębę.

 

Kuba:                        

O, ja cię kręcę! (powtarza się Kuba) Też nie ma, jak ja, prawej jedynki!

 

Luka:                        

Ty, Szczerbatek, spotykamy się trzeci i ostatni raz! (Luka grozi ręką latającemu uśmiechowi)

 

Kuba:                        

Poczekaj, Luka, zaraz coś wymyślę (Kuba siada na ziemi). Ciekawe, ile tu jest poziomów i ile mamy żyć?

 

Luka:                        

To nie gra! Mamy jedno życie, ale na szczęście mamy też pomoc.

 

Kuba:                        

Zupełnie jak w grze. (rezolutnie)

 

Luka:                        

Gburko! Gburka! (podrzuca „włos" wiedźmy)

 

Gburka z hukiem zlatuje i rozsiada się na ziemi obok chłopca. Na głowie ma świecącą na pomarańczowo perukę.

 

Gburka:        

Hejka, maleńka! Się masz, Kuba! Wiedźma Gburka jestem (wyciąga rękę do trochę zdezorientowanego chłopca). Widzę, że szczerbol nieźle was urządził (wiedźma obmacuje dłońmi przezroczystą kopułę). Szklankowa pułapka. Takie są najgorsze do wydostania się, ale dla mnie to pestka. Nie na darmo ukończyłam dodatkowe kursy: Jak niwelować skutki działań szczerbatków, pierduśnic, wypłaczek, upierdliwców, utopców, obiboków i innych takich.

 

Piosenka Gburki:

 

Pierduśniców i utopców,

wykałaczek i wyjowców,

upierdliwców i szczerbatków,

obiboków i kołatków

 

znam zwyczaje i obrzędy,

jak zawyję - pójdzie w pięty!

 

Ośmioraczków i wypłaczków,

wilkołaków i pokraków,

obrzydlików i chochlików,

paskudników i brudników

 

znam zwyczaje i obrzędy,

jak zawyję - pójdzie w pięty!

 

Gburka:

Przygotujcie się, bo znikamy (podniosi dłoń, by pstryknąć palcami).

 

Luka:                        

Hm, hm... (kaszle znacząco Luka) może lepiej od razu różdżką i z zaklęciem?

 

Gburka:        

Jak sobie życzysz, moja droga (Gburka czuje się dotknięta, ale podnosi różdżkę). Znik, znik, znikamy!

 

Bach - wszyscy podskakują i spadają.

 

Szczerbatek: 

Hi, hiii!

 

Gburka:        

Aż się zapluł szczerbol z uciechy! (rozcierając sobie bolące miejsce) Muszę sobie ulżyć i zakląć szpetnie, więc zatkajcie uszy: na przaśnego gnoma! Odbiło nas od sufitu jak muchy. Wdepnęliśmy w niezłe małe co nieco.

 

Kuba:                        

Co jest? Moc straciłaś? (przyglądając się swoim rozdartym spodniom)

 

Luka:                        

A co z twoimi kursami?

 

Gburka:        

Ups... aż mnie przytkało z angielska na taki nietakt, ale... spoczko, spoczko, bębny! Tym razem się uda (podniosi różdżkę).

 

Luka:                        

Tylko nie przenieś nas do Afryki albo... do Poznania.

 

Gburka:        

Tak daleko nie potrafię (Gburka wygląda na naprawdę rozgniewaną, ale nagle uśmiecha się promiennie, ukazując w całym blasku szczękę z promocji). Najnowsze przysłowie czarodziejek mówi: Jak nie kijem go, to różdżką. I to jest pomysł! Nigdzie się nie przeniesiemy, po prostu zlikwiduję tę pułapkę. (Macha różdżką, mrucząc przy tym): Znikajdus, pułapkos! No, w porząsiu!

 

Kuba:                        

Przecież nic się nie stało (z rozczarowaniem).

 

Gburka:        

Sprawdź! (śmieje się z zadowoleniem Gburka i „pyk", już jej nie ma)

 

Kuba:                        

Ja cię kręcę! Jesteśmy wolni! (chłopiec robi kilka kroków do przodu)

 

Luka:                        

Szybko!

 

Wchodzi Sprzedawca ze stołem załadowanym zabawkami i artykułami papierniczymi. Dzieci zaczynają oglądać zabawki.

 

Kuba:                        

O, jest! (Kuba ściąga z haczyka rycerza, uwięzionego w torebce foliowej). O nim myślałem. Jaki fajowy! Ma chorągiew, na pewno jest dowódcą. Kupujemy!

 

Luka:                        

Pokaż! (Luka przygląda się cenie) Nie... za drogi. Całe dziesięć złotych.

 

Kuba:                        

Co tam, kupujemy!

 

Luka:                        

Poproszę tego rycerza (zwraca się do Sprzedawcy).

 

Sprzedawca: 

To dla twojego braciszka? (uśmiecha się dobrodusznie)

 

Luka:                        

Kuba nie jest moim braciszkiem, to dla mnie.

 

Sprzedawca: 

Na prezent?

 

Luka:                        

Nie, dla mnie.

 

Sprzedawca: 

Dziewczynki nie bawią się rycerzami (poucza Lukę zgorszony).

 

Luka:                        

Ja się nim nie chcę bawić, ja go potrzebuję.

 

Sprzedawca: 

A... rozumiem (kiwa głową Sprzedawca i dodaje tonem, który świadczy, że niczego nie rozumie): dziesięć złotych.

 

Sprzedawca odjeżdża ze swoim stołem.

 

Luka:                        

Nie było mnie w domu już chyba dwie godziny, Dziadolek będzie się niepokoić. Biegniemy.

 

 Dzieci zasapane wbiegają do mieszkania. Dziadolek siedzi przed komputerem i zawzięcie gra w jakąś grę dla małolatów.

 

Luka:

Już jestem, Dziadolku!

 

Dziadolek:

Co? Aa... dobrze, to dobrze (nie przerywa gry).

 

Luka:

Przyprowadziłam kolegę, Kubę.

 

Ciąg dalszy sztuki

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz
Czas na nocnik!
Wiosna i lato to czas, kiedy spora część rodziców małych dzieci zachęca je do nauki korzystania z nocnika.&...
Gadające paluszki - Bobomigi
Rozmowa z niemówiącym jeszcze maluszkiem może być fascynującą przygodą i podróżą z własnym dzieckiem. Wysta...
Co i kiedy? – O zajęciach dodatkowych dla najmłodszych
- Gdy Staś miał dwa miesiące, zaczęliśmy chodzić na basen - mówi Kaśka.- Już półroczna Zuza migała w najlep...
O adaptacji – w żłobku i przedszkolu
W życiu prawie każdej rodziny nadchodzi czas, kiedy rozpoczynamy edukację żłobkową lub przedszkolną. Wbrew ...

Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.

Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola

Impresje na temat DZIECKO - Żyrafa po drugiej stronie lustra

Jeśli chce się wejść do dziecięcego świata, trzeba umieć się po nim poruszać - taką lekcję dał mi ostatnio mój synek. A było to tak... (...)

365 niegłupich zabaw po szkole. Jak nie spędzać czasu przed ekranem