Lubicie ciekawe książki, w których wiele jest zagadek i niewyjaśnionych tajemnic? Jeśli tak, to mamy napisaną specjalnie dla Was, zupełnie nową, wciągającą powieść w odcinkach. Rozwiążcie wraz z bohaterami Tajemnicę namokniętej gąbki.
Majka usadowiła się wygodniej pod zlewem i polała głowę wodą z gąbki.
- Dobra - westchnęła. - Jeśli naprawdę chcecie, opowiem wam, jak to się stało, że tu trafiłam.
Bratek z Klarą zgodnie skinęli głowami.
- Urodziłam się - ciągnęła Majka - w zwykłej rodzinie trytonów rzecznych. Mój tata nie jest ani królem, ani nawet ministrem. Prowadzi mały bar z sałatkami i rybią ikrą. Mama pomaga mu w obsługiwaniu klientów i sprawdza, czy zgadzają się rachunki. Często narzeka, że z taty jest taki artysta, że najchętniej komponowałby nowe smaki, a zupełnie nie interesuje się tym, czy interes jest dochodowy. Normalka. Mam jeszcze koszmarną starszą siostrę, która interesuje się wyłącznie własną urodą, dorastającymi trytonami i swoim, niby to wielkim, talentem muzycznym. Przez całe dnie nic tylko wyje beznadziejnie nudne piosenki o miłości, nie zwracając uwagi na to, że inni muszą tego słuchać, czesze włosy i poleruje łuski w ogonie.
Bratek zachichotał. Szkoda, że Ziutek tego nie słyszy - pomyślał. Starsza siostra Majki w zadziwiający sposób przypominała Gośkę.
- Mówię wam - Majka potrząsnęła mokrymi włosami - moje życie było naprawdę beznadziejne. Jedyne chwile, w których czułam, że wszystko ma jakiś sens, spędzałam na brzegu rzeki koło boiska, gdzie obserwowałam grające w piłkę ludzkie dzieciaki. Na Neptuna! Żebyście wiedzieli, jak okropnie chciałam z nimi zagrać! Wydawało mi się, że nie ma fantastyczniejszego zajęcia. To właśnie wtedy, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam mecz, zaczęłam marzyć o nogach. Miałam nie więcej niż pięć lat...
Majka spojrzała smętnie na swoje płaskie stopy i poruszyła błoniastymi palcami.
- Wydawało mi się - ciągnęła po chwili - że nie ma cudowniejszej rzeczy od pary nóg. Kiedy ma się nogi, myślałam, można biegać, kopać piłkę, skakać i bawić się z chłopakami, którzy interesują się czymś więcej niż tylko rybim żarciem lub kształtem łusek w twoim ogonie. Początkowo wydawało mi się, że to, o czym marzę, jest całkowicie niemożliwe do spełnienia. Potem jednak mama opowiedziała mi ludzką bajkę o Syrence...
- To wy też ją znacie? - zdumiał się Bratek.
- Pewnie - wzruszyła ramionami Majka. - Ta bajka jest podstawą wychowania każdej dorastającej syrenki. Na jej podstawie matki uczą nas, jak głupio jest marzyć o zostaniu kimś innym niż się jest, a już zwłaszcza człowiekiem. W tej bajce ludzie są źli, niesprawiedliwi i samolubni, a Syrenkę czeka smutny koniec za jej głupie zachcianki. Tak przynajmniej mówią nam rodzice. Ja jednak, kiedy pierwszy raz ją usłyszałam, zwróciłam uwagę na coś zupełnie innego.
- Na co? - nie wytrzymała Klara.
- Na to, że zamiana ogona na nogi nie jest taka całkiem niemożliwa - odpowiedziała Majka. - Oczywiście, wiedziałam, że to tylko bajka, ale zawsze uważałam, że w bajkach jest więcej prawdy niż się wielu osobom wydaje. Poza tym, ja nie zamierzałam zmieniać się w człowieka po to, żeby stać się kimś lepszym. Dość się napatrzyłam w czasie meczy, żeby wiedzieć, że ludzie wcale nie są tacy fantastyczni. Ja po prostu chciałam grać w piłkę, biegać i zajmować się czymś innym niż mieszaniem sałatek w barze ojca. I właśnie dlatego postanowiłam odnaleźć rzeczną wiedźmę i poprosić ją o nogi.
cdn
Tekst: Zofia Stanecka
Ilustracje: Anna Sędziwy
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona
My, dorośli nie wyobrażamy sobie życia bez zegarków, bez mierzenia czasu. By nie stracić ani minuty, mamy wyliczone wszystko - co do minuty. Zupełnie inaczej czas pojmują dzieci. (...)