Udostępnij

Straszny sen św. Mikołaja

Dodano: 2010-12-03

Na dalekiej północy, w zimnej Laponii, szykowano się właśnie do Świąt Bożego Narodzenia. Przygotowania te były bardzo intensywne. Tony listów od dzieci z całego świata zajmowały wielkie, dokładnie opisane i ponumerowane pudła. Każdy list był uważnie czytany, a zamówione prezenty starannie wybierane.

 

Przy tym zajęciu uwijało się mnóstwo skrzatów. Wszystkie były do siebie bardzo podobne, ale różniły się czapkami. Czytaniem listów zajmowały się te, które miały czapki koloru niebieskiego, a pakowaniem podarków - zielonego. Po ogromnej posiadłości Mikołaja kręciły się też skrzaty w czapkach koloru pomarańczowego. One były odpowiedzialne za układanie paczek i worków do sań zaprzężonych jak zwykle w renifery.


Jak się rzekło na początku, praca była intensywna i znakomicie zorganizowana. Zadowolony ze swoich współpracowników Mikołaj przechadzał się wśród stosów paczek, pudeł z listami i zwojów kolorowych wstążek. Tu poprawił kokardki zbyt luźno zawiązanego worka, tam schował zapomnianą kopertę, albo wyrzucił do wielkiego kosza skrawki błyszczącego papieru. Nie rozstawał się przy tym z dużym notatnikiem, w którym robił zapiski.


- Wszystko idzie zgodnie z planem - mruczał cichutko, gładząc siwą brodę. - To dobrze... - Nie dokończył jednak zdania, gdyż podbiegł do niego jeden ze skrzatów i zatroskanym głosem oznajmił, że pakowane właśnie sanie pękły pod ciężarem prezentów. Okazało się, że zatrudniony niedawno skrzat nie policzył dokładnie paczek i przeładował pojazd. Przy okazji oglądania sań wyszło też na jaw, że jeden z reniferów zgubił podkowę, a drugi jest chory.


Św. Mikołaj nieco się zaniepokoił. Miał jednak zawsze kilka reniferów w zapasie, więc szybko ruszył do ogromnej stajni, gdzie odpoczywały te, które akurat nie były potrzebne. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy spostrzegł, że wszystkie renifery są chore. „To jakaś epidemia? Co ja teraz pocznę?" - pomyślał Mikołaj.


To był jednak dopiero początek kłopotów. Potem ruszyła ich cała lawina. Kolejny skrzat przybiegł z wiadomością, że zabrakło różowych papierków do pakowania lalek.
- Zawijajcie w białe - zarządził lekko już zdenerwowany Mikołaj.
- Ale białe skończyły się pół godziny temu - stwierdził cichutko skrzat. - Nie ma też żółtych
ani tych w kropki - dodał jeszcze ciszej.
- Zawijajcie w cokolwiek! - zawołał Mikołaj i ruszył w stronę domu, skąd dochodziły hałasy.
To jeden ze skrzatów w pomarańczowej czapce pośliznął się i złamał nogę, a drugi pomagał mu wstać, więc obaj robili sporo zamieszania. Wezwano skrzata-doktora i problem został rozwiązany. Mikołaj odetchnął z ulgą. Niestety, wkrótce okazało się, że zabrakło wstążek i zacięła się maszyna do cięcia papieru, a kilka par nożyczek gdzieś się zapodziało.
- Co się dzieje? - martwił się Mikołaj. - Jak tak dalej pójdzie, to na pewno spóźnimy się z prezentami i dzieci będą niepocieszone.


Biedny, nie przypuszczał nawet, co jeszcze go czeka. Do doktora zgłosiły się trzy skrzaty. Miały gorączkę i musiały natychmiast położyć się do łóżek. Nożyczki co prawda się znalazły, ale nie miały czego ciąć, bo pęknięta rura zalała cały papier, a stos świeżo zapakowanych paczek przewrócił się i część z nich wylądowała w wielkim kominku. Zanim ugaszono ogień, sporo prezentów spłonęło, a skrzaty lekko osmaliły sobie brody i czapki. Były przy tym bardzo zdenerwowane i im też doktor zalecił pójście do łóżek. Mikołaj, chcąc ratować niezwykle trudną sytuację, zdjął swój długi, czerwony płaszcz, zakasał rękawy i wziął się do pracy. Kiedy kończył wiązanie tasiemki na pudełku z książkami, przybiegł jeden ze skrzatów i z dziwną miną oświadczył, że...


W tym właśnie momencie Mikołaj przebudził się z koszmarnego snu. Przecierając oczy, rozglądał się z niedowierzaniem dookoła. W ciszy i spokoju, przy wesoło trzaskającym ogniu, pracowało kilkanaście skrzatów. Pakowały lalki w różowy papier, który bez przeszkód cięła na odpowiednie kawałki nieduża maszyna. Papieru i wstążek było mnóstwo, skrzaty wyglądały zdrowo, a wszędzie panował porządek. Dla absolutnej pewności Mikołaj wyszedł jednak przed dom. Sanie stały całe i sprawne, renifery podjadały przed drogą, a skrzaty w pomarańczowych czapkach uwijały się przy załadunku.
- Jaki to miły widok - zamruczał cicho Mikołaj. - Jak dobrze, że to był tylko sen.


Przechodzący obok skrzat, niosący kilka paczek, zapytał troskliwie:
- Coś nie tak, szefie?
- Ależ skąd!- zawołał radosnym głosem święty Mikołaj. - Wszystko jest w najlepszym i najwspanialszym porządku!!! - i z wielce uszczęśliwioną miną podreptał w stronę domu, gdzie zamierzał spokojnie napić się pysznej, gorącej herbaty.

 

Edyta Grabowska-Gwardiak

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz
Wielka wartość krzyku dziecka
Każda matka z pewnością pamięta moment narodzin swojego dziecka - ten pierwszy, długo oczekiwany dźwięk - ...
Konflikty przedszkolaków
Konflikty w przedszkolu, na placu zabaw - to codzienne doświadczenia kilkulatków i ich rodziców. Niestety s...
Rozwód w oczach dziecka
Rozwód widziany oczami dziecka odbiega od tego, jak widzą go dorośli. Rodzice często popełniają wiele błędó...
Nieśmiałość - czy jest się czym martwić?
Nieśmiałość w dzisiejszych czasach bardzo często postrzegana jest jako wada, utrudniająca, a czasem nawet u...

Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!

Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)

Straszniejsze od dinozaurów?

Jako nadgorliwa matka, która co i rusz wymyśla jakieś aktywności kulturalne swojej starszej córce (na młodszą też przyjdzie czas :) ), zabrałam ją ostatnio na film 3D pt. (...)

 Kocie Historie - nowe przygody