Czy można w tym samym momencie poruszać się i stać w miejscu? Wojtek dowie się tego, gdy jabłko spadnie mu na głowę.
Wojtuś podekscytowany biegał po całym pokoju. Za kilka chwil miał wyruszyć z rodzicami w daleką podróż samochodem. Zapakował do plecaka mapę, resorówkę, klocki, zeszyt, kredki oraz lornetkę. Lornetka była specjalnym prezentem od dziadka na wakacje.
- Tatusiu pospiesz się, pospiesz się!
- Mamusiu skończ już to pakowanie! - mówił mocno już zniecierpliwiony.
- Synku nie ponaglaj nas, bo o czymś zapomnimy i będzie musztarda po obiedzie - powiedział zmęczonym głosem tata.
Wojtuś czuł, że nikt go nie rozumie. On był już spakowany od tygodnia, a jego rodzice pakowali się, pakowali i końca tego pakowania nie było widać. Przecież już dawno powinni mknąć autostradą ku Bałtykowi.
W końcu nadeszła upragniona chwila i cała trójka znalazła się w aucie.
- Wojtusiu zapnij pasy - powiedziała mama.
- Mamo, po co mi te pasy, co ja w wyścigach uczestniczę - marudził chłopiec.
- Mam nadzieję, że nie będziesz musiał się na własnej skórze przekonać, po co ci te pasy - powiedział zdenerwowany tata.
Samochód ruszył. Najpierw jechali ulicami miasta, które później zamieniły się w autostradę, a następnie w drogi biegnące przez gęste lasy. Wojtuś był już na tyle zmęczony, że zasnął. Śniło mu się, że podróżuje na Marsa. Nagle w prom, którym leciał uderzył ogromny głaz. Wojtuś ocknął się. Znowu znajdował się w samochodzie, a głazem okazało się jabłko z tylniej półki, które uderzyło go w głowę.
- Ludzie widzieliście! To dzik, prawdziwy dzik przebiegł nam drogę - wołał rozentuzjazmowany tata.
Mama nie podzielała zachwytu taty zbierając porozrzucane jabłka i kanapki. Wojtusia bardziej niż dzik, (dziki widział niedawno w ZOO) zainteresował rozrzucony po aucie prowiant.
- Co się stało? Skąd to jedzenie na podłodze? Chyba mam guza z tyłu głowy - powiedział jednym tchem.
Mama odgarnęła kosmyk włosów uparcie wpadający jej do oka i odpowiedziała tonem nieco oskarżycielskim, patrząc na tatę: - Ponieważ jabłkom i kanapkom nie zapięliśmy pasów bezpieczeństwa, to bezwładność od razu to wykorzystała.
Wojtuś najpierw zrobił zdziwioną minę, a później oczami wyobraźni ujrzał opasłe jabłuszko zapięte pasami bezpieczeństwa. Do jabłuszka zbliżał się potwór zwany Bezwładnością chcący odpiąć pasy, aby schrupać jabłuszko.
- Gotowe - powiedziała mama. - Możemy jechać dalej, a ty chyba nie masz już wątpliwości, co do potrzeby zapinania pasów!
Potem wycierając sobie ręce w wilgotną chusteczkę, dodała jakby odgadując myśli chłopca: - Bezwładność to nie potwór, tylko zwykłe zjawisko fizyczne. Powoduje, że gdy samochód rusza, nasze ciało przywiera do fotela, a gdy samochód hamuje, nasze ciało porusza się jeszcze przez krótką chwilę do przodu. W razie gwałtownego hamowania, bez zapiętych pasów może dojść do groźnego wypadku.
Tata, który od dłuższego czasu słuchał wywodów mamy, postanowił również zabłysnąć i powiedział: - Słuchaj mały, a czy ty wiesz, że w tej chwili równocześnie jesteś w ruchu i w spoczynku?
„Tata chyba chce mnie wpuścić w maliny", pomyślał Wojtuś. Rozumiem, że trzeba zapinać jabłka pasami, żeby ich jakaś bezwładność nie napadła, a o ruchu wiem wszystko. Teraz jestem na sto procent w ruchu, nawet chyba tata trochę za szybko jedzie.
- Tato nie rób sobie ze mnie żartów - powiedział Wojtuś i w tym momencie bezwładność dała znowu o sobie znać. Tym razem jezdnię przebiegła sarenka. Na szczęście prowiant był już ulokowany bezpiecznie na fotelu w zamkniętej torbie, więc strat w jedzeniu nie było.
- Tato wytłumacz mi, jak to jest z tym ruchem - poprosił Wojtek nie zważając na okoliczności.
Tata nieco zdezorientowany westchnął, spojrzał błagalnie na mamę i poprosił ją by zakończyła tłumaczenie, bo tu jest chyba jakiś zlot zwierzyny i on musi się skoncentrować na drodze. Mama, która właśnie zamierzała założyć słuchawki na uszy, by się zrelaksować słuchając muzyki, spojrzała wymownie na tatę.
- Może ja poprowadzę, a ty zajmiesz się tłumaczeniem - powiedziała lekko się uśmiechając.
- Nie kochanie, relaksuj się i tłumacz - powiedział tata ocierając pot z czoła.
- Słuchaj Wojtusiu, gdy jedziemy samochodem, to mijamy drzewa, znaki drogowe, sklepy. Widzimy jak się względem nich przesuwamy, w ten sposób stwierdzamy, że się poruszamy. Jednak w tej samej chwili względem taty, który kieruje nie poruszamy się, podobnie nie poruszamy się względem torby w bagażniku. Czyli jak widzisz w zależności, co sobie wybierzemy za tzw. układ odniesienia, poruszamy się lub spoczywamy, w tej samej chwili.
Mama pogłaskała Wojtusia po głowie, dodała, że na dzisiaj koniec z fizyką, nałożyła słuchawki na uszy i zamknęła oczy. Chłopiec pomyślał, że świat jest pełen tajemnic, które on musi jak najszybciej odkryć. Oparł się o ramię mamy i zasnął, aby znów udać się w podróż na Marsa.
Jolanta Wydra-Horwat - z wykształcenia fizyk, a z zamiłowania popularyzatorka tej nauki. Chce pokazać dzieciom, że fizyka jest interesującą i wszechobecną dziedziną nauki, którą warto polubić, by lepiej zrozumieć otaczający nas świat.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.
Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.
To bardzo irytujące, kiedy ktoś ciągle zmienia zdanie. Pal licho, kiedy jest to ktoś zupełnie nam obojętny, z kim nie mamy wiele wspólnego – gorzej, kiedy brak konsekwencji (...)