Martine również rozmyślała o oczach słonicy. Podczas miesięcy spędzonych w Sawubonie miała bliski kontakt z kilkoma dorosłymi słoniami i bardzo się zaprzyjaźniła z osieroconym słoniątkiem o imieniu Shaka. Zawsze uderzało ją, jak mądre i dobre były brązowe oczy tych zwierząt. Lecz spojrzenie słonicy, która zaatakowała Lurka, było zupełnie inne. Oczy płonęły nieugaszoną nienawiścią. W jej umyśle istniała tylko jedna myśl: zmiażdżyć i rozedrzeć na strzępy szofera tak, jak zmiażdżyła i rozdarła jego ubranie.
Kiedy dotarli w pobliże domu, Lurk wziął się w garść. Zanim Sampson zaparkował przed bramą i wręczył mu kluczyki do land rovera, zdążył już przybrać swą uprzednią, naburmuszoną minę. Siadając w fotelu kierowcy, posłał Tendaiowi mordercze spojrzenie, lecz nie odezwał się ani słowem. Było jasne, że to strażnika obarczał winą za swoje przeżycia.
Tendai odczekał, aż samochód odjedzie, po czym stwierdził:
- Chyba wszystkim nam przyda się filiżanka herbaty.
Dziesięć minut później siedzieli przy kuchennym stole, popijając parującą herbatę rooibos (czerwony krzew), jedząc tartę z budyniem i czując się o wiele lepiej.
- Nie rozumiem - powiedział Tendai. - Widywałem tę słonicę niemal codziennie, odkąd zjawiła się tu przed trzema laty. To najłagodniejsze i najbardziej nieśmiałe z naszych zwierząt. Słonie to stworzenia stadne. Rodzina jest dla nich niezwykle ważna, ale Angel - tak ją nazwałem, bo zawsze była taka spokojna - zawsze jest sama i szybko odchodzi. Boi się ludzi. A dziś zachowywała się jak rozszalały samiec. Boję się myśleć, do czego by doszło, gdyby Lurk nie rzucił marynarki na ziemię.
- To była A n g e l ? - spytała wstrząśnięta Martine. W całym tym zamieszaniu nawet nie przyszło jej do głowy zastanowić się, który słoń na nich szarżował.
W Sawubonie było trzynaście słoni. Niektóre przybyły z przepełnionego rezerwatu w Zambii, kilka było sierotami pozostawionymi po odstrzale, jeszcze inne zostały dokupione przez jej dziadków, by zapewnić w stadach prawidłową równowagę między samcami a samicami. Martine nie znała ich wszystkich i w gruncie rzeczy nie potrafiła odróżnić jednego słonia od drugiego, z dwoma wyjątkami: Shaki, małego słoniątka, które przez kilka miesięcy karmiła mlekiem z wiadra, oraz Angel. Angel nie była typowym słoniem afrykańskim: należała do pustynnych słoni z Namibii - kraju sąsiadującego z RPA.
Powodem, dla którego Angel była dla Martine tak wyjątkowa, był fakt, iż według miejscowych plemion to właśnie ona ocaliła Jemmy'ego, gdy jego rodzice zostali zabici w kilka godzin po jego narodzinach. Jakimś sposobem pomogła mu uciec i zaprowadziła go do kryjówki w Sekretnej Dolinie. Ponieważ sama kilka dni wcześniej poroniła, nie tylko obdarzyła zrozpaczoną i oszołomioną żyrafkę uczuciem, ale też była w stanie ją wykarmić - Martine zawsze sądziła, że musiał to być niezwykły widok. Stanowili dla siebie wzajemnie dużą pociechę. W pewien sposób Angel była dla Jemmy'ego adopcyjną mamą.

Akcja książki toczy się w rezerwacie, który wkrótce ma trafić w niepowołane ręce. Główna bohaterka - Martine - w raz z bliskimi jest gotowa podjąć każde wyzwanie, aby ratować swoje ukochane miejsce na ziemi, nawet ryzykując życie...
Czy dziewczynce się powiedzie? Czy pozna tajemnice swego losu spisane przez swoich przodków?
W ostatniej części przygód Martine nie tylko spotkamy jej dawnych przyjaciół (lamparta i białą żyrafę), ale poznamy też nowych, zupełnie niespotykanych. Jakich? Przekonajcie się sami!
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.
Edyta Sudoł, specjalista PR
Urzeka mnie naturalność, z jaką dzieci wynajdują drogi na skróty. Ich głęboko zakorzenione przekonanie, że ograniczenia przestrzeni mają charakter względny. (...)