Któregoś słonecznego poranka, w kraju ze wszystkich stron otoczonym turkusowym morzem, przyszło na świat maleństwo. Gdy kilka godzin później jedna z cioć przyglądała mu się z zachwytem, stwierdziła:
- Ma takie śliczne oczka. Cudowne usteczka. Pięknie się uśmiecha. I jaki rozmarzony... Na pewno zostanie artystą!
Rodzice malca słysząc te słowa, popatrzyli na siebie, uśmiechnęli się i powiedzieli:
- Damy mu na imię Fryderyk!
Dziecko rosło jak na drożdżach, było bardzo ciekawe świata, wesołe, ruchliwe, a jednocześnie trochę inne niż jego rówieśnicy. Fryderykowi zdarzało się na przykład zapatrzyć w gwiazdy lub zatrzymać bez ruchu, gdy usłyszał w radiu piękny koncert skrzypcowy. Jako dwulatek napisał dla babci wiersz, a kilka miesięcy później skomponował utwór na czterdzieści cztery fale i dwie błyskawice.
Choć Fryderyk był bardzo delikatny, odwagi mu nie brakowało. Kiedyś przegonił piratów ze statku z cennymi towarami, innym razem uratował pewną panią, która na środku morza ocknęła się z popołudniowej drzemki. Słońce i szum fal sprawiły, że zasnęła, opalając się na materacu. Była przerażona, gdy po przebudzeniu zobaczyła, gdzie jest. Widok Fryderyka przeraził ją jeszcze bardziej. Niesłusznie, bo miał on złote serce i każdemu służył pomocą.
No tak, moi drodzy. Tego jeszcze nie wiecie. A pora najwyższa, żeby wam to powiedzieć. Otóż Fryderyk jest wielorybem. Ogromnym. No, nie takim jak ten budynek, może takim jak ten samochód ciężarowy, który akurat nas minął.
Wydaje się, że ktoś tak duży ma w życiu nienajgorzej. Boją się go chuligani z podwórka, nikt go nie zaczepia i nie przezywa. No i sporo widzi, bo jest wyższy od graczy z drużyny koszykarskiej i ludzi z Klubu Wysokich.
Tymczasem Fryderyk nie był szczęśliwy z powodu swoich rozmiarów. W morzu, w którym mieszkał z rodzicami i rodzeństwem, uchodził za bardzo ładnego.
- Ach, jaki ten Fryderyk śliczny i czarujący. Gdy dorośnie, niejednej pannie serce złamie - mówiły wszystkie ciotki, kuzynki i sąsiadki.
- A jakie ma niezwykłe spojrzenie! I te iskierki w oczach! Gdy popatrzy na którąś z panien na wydaniu, tej od razu serduszko żywiej zabije - dodawała zawsze ciocia Róża.
Mieszkańcy morza turkusowego bardzo lubili Fryderyka. Jednak jemu czegoś brakowało, bo należał do tych, których ciekawość gna w świat. Pewnego popołudnia powiedział więc swoim rodzicom:
- Jestem już duży i silny. Chciałbym poznać inne okolice, zobaczyć wyspy na naszym morzu, przyjrzeć się ludziom. Widziałem już piratów i wystraszoną panią, która opalała się na materacu, jednak to za mało. Spory ze mnie wieloryb, a niewiele wiem o świecie. Postanowiłem wyruszyć w podróż - wyznał Fryderyk.
Mama popłakała się, tato zamyślił na chwilę. Co mieli robić? Przecież nie zamkną swojego dziecka w więzieniu dlatego, że chce poznawać świat. Rodzice czule pożegnali się z Fryderykiem. Tak, tak. I wieloryby lubią być głaskane, przytulane, rozpieszczane.
Młodziutkiemu wielorybowi też łezka w oku się zakręciła, szybciutko więc opuścił rodzinny zakątek w morzu turkusowym. Nie chciał, by widziano, że i jemu jest smutno.
Fryderyk nie wie, jak długo płynął wtedy bez ustanku. Dziś nie może sobie przypomnieć. Może kilka godzin, a może zaledwie kilkanaście minut? Było to jego drugie spotkanie ze statkiem i jego pasażerami. Kiedyś, jak wiecie, natknął się na piratów. Za drugim razem spotkał turystów na statku, którym wyruszają w rejsy ludzie bogaci.
Ach, co to był za statek. Cztery piętra, baseny, fontanna, tarasy, kino, sala teatralna, restauracje. Przyjęcia, bale, stoły uginające się od wspaniałego jedzenia. Wprawdzie Fryderyk o czymś takim wcześniej słyszał, jednak po raz pierwszy zobaczył na własne oczy. Niestety, ktoś tak wielki jak on, nie może obserwować z ukrycia. Gdy przyglądał się panom odbijającym małą piłeczkę czymś, co od biedy mogło przypominać płetwę (później się dowiedział, że to rakieta, a mężczyźni grali w tenisa), jakaś kobieta w słomkowym kapeluszu krzyknęła:
- Rekin, rekin!
- Gdzie rekin? Proszę nam pokazać, z której strony! - wrzasnął mężczyzna w okularach, akurat przechodzący obok tenisistów.
- Człowieku, ślepy pan jest? Tam, tam! - kobieta pokazała na Fryderyka.
Jakiś wysoki chłopak w czapce z daszkiem, który wziął się na pokładzie nie wiadomo skąd, krzyknął:
- Ależ to wieloryb, nie rekin! Ale będzie materiał i zdjęcia do gazet na całym świecie! - Ucieszył się i zaczął obracać w dłoniach małe pudełeczko, które miał zawieszone na szyi.
Fryderyk dowiedział się później, że ten przyrząd to aparat fotograficzny, a takich ludzi nazywa się „łowcami sensacji". Później cieszył się, że nie natrafił na statek łowców wielorybów, a na statek wycieczkowy.
Fryderyka ciekawili ludzie, więc chciał podpłynąć bliżej, ale straszny hałas zrobił się wśród turystów i zamieszanie. Ktoś krzyczał o harpunie, jakaś dziewczyna mówiła o ekologach (to jedno z wielu słów, które tamtego dnia wieloryb usłyszał po raz pierwszy), a pewien drań rzucił we Fryderyka puszką po sardynkach.
Odpłynął więc wieloryb czym prędzej, myśląc: „Dziwni ci ludzie. Nie spotkali wcześniej wieloryba? Na dodatek sardynki w puszce zamykają. To już wiem dlaczego one zawsze mają takie skwaszone miny. Po prostu boją się, że ktoś je przymknie".
Przygody z ludźmi, które przydarzyły się Fryderykowi podczas tamtej wyprawy, były do siebie podobne. Wszyscy zachowywali się tak samo. Jednak Fryderyk spotkał kogoś, kto na jego widok nie krzyczał, nie piszczał, nie uciekał, nie zasłaniał sobie oczu i nie robił mu zdjęć.
Gdy płynął, usłyszał jakiś cienki głosik dobiegający z brzegu. Ktoś śpiewał: „Moje kalosze są czerwone, czerwone. Morze jest turkusowe, a drzewa na wyspach rosną kokosowe. Tak było, jest i będzie".
Fryderyk podpłynął do tego niedużego człowieka. Myślał, że ten zaraz ucieknie. Ale on zaczął klaskać w dłonie, podskakiwać i krzyczeć: „Wieloryb, wielo, ryb, ryb! Taki jak na obrazku w książce od rodziców!"
Fryderyk zastanowił się, „Ma rodziców tak jak ja! Może się z nim dogadam?"
I wiecie co? Dogadał się wieloryb z chłopcem. Usłyszał od niego o sztuczkach, które robią delfiny w specjalnym basenie. A Fryderyk opowiedział mu, jak żyje się w morzu turkusowej barwy. Obaj dzięki temu spotkaniu stali się mądrzejsi. Może więc nie warto uciekać przed wielorybem...
Agnieszka Urbańska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.
Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola
Moja świętej pamięci Babcia zwykła mawiać, że dzieciom trzeba pozwolić się wyhuśtać, bo jak tego nie zrobią w dzieciństwie, to zrobią to w wieku już dorosłym. Babcinej metafory nie (...)