Miałem wtedy pięć lat. Akurat grymasiłem nad zupą ogórkową, gdy zauważyłem go koło kubka z kompotem. „Paproch? Okruszek?" - pomyślałem. Szybciutko schowałem to coś do kieszeni, bo nie chciałem, żeby trafiło do brzucha żarłocznego odkurzacza.
Wieczorem przebierałem się w piżamkę, a on przemówił:
- Cześć, chłopcze, którego imienia jeszcze nie znam! Dziękuję za ocalenie mi życia. Dorośli myślą, że trzeba mnie wrzucić do kosza na śmieci, za to niektóre dzieci potrafią zrozumieć moją niezwykłość.
- Cześć! - krzyknąłem zachwycony. - Znasz ludzki język!
- Rozumiem także mowę zwierząt i roślin. Z przedmiotami czasem dowcipkuję - odpowiedział Farfocel i zarumienił się. - Jestem podróżnikiem i urządzam wycieczki, na przykład do Podłogowego Kraju - pochwalił się.
Moja pierwsza wyprawa z Farfoclem-Troclem odbyła się już tamtego pamiętnego wieczoru. Stałem się malutki jak główka od szpilki i powędrowaliśmy do kuchni. Zanim wdrapaliśmy się na nogę stołową, zwiedziliśmy korytarz rodziny Przyprawińskich. Była to szparka oddzielająca podłogowe klepki. Mieszkało w niej małżeństwo: Pani Sól i Pan Pieprz oraz gromadka ich pociech. Poczęstowano nas tam ciastem o nazwie Biel i Czerń, pogawędziliśmy trochę i ruszyliśmy dalej.
W masywnej nodze kuchennego stołu wynajmował mieszkanie Kornik de Ryjko. Okazało się, że pisze książki. O ile dobrze pamiętam, jedna z nich nosiła tytuł: „O życiu, które ryciem jest".
Później dostaliśmy się na blat. Na drewnianej powierzchni leżały lniane serwety, płytki koszyczek na pieczywo i kubek ze sklejonym uszkiem. W najlepsze trwała tam dyskusja. Spierano się, kto jest najbardziej potrzebny rodzinie, zasiadającej przy stole: serwetka, koszyk na chleb czy fajansowy kubeczek?
Serweta naprężyła się jak struna:
- Dzięki mnie ładniej jest na blacie, no i nie rysują go talerze, widelce, noże, nie szczypią gorące naczynia!
Koszyk zdenerwował się:
- Poniewierało by się pieczywko, gdyby mnie nie było. Gospodarze musieliby ciągle sięgać do szafki po bochenek oraz bułki. Leżę sobie spokojnie i pomagam ludziom. Wygodnie mają!
Kubek bojowo potrząsnął uszkiem:
- Najważniejszy jestem ja! Mnie należą się szczególne wyrazy uznania. Przecież z czegoś trzeba pić! A szklanka i filiżanka się do mnie nie umywają. Ta pierwsza łamliwa jest i krucha, a ta druga rozpieszczona i delikatna. Kakao ją parzy, kawa się w niej zmieścić nie może, herbata ma zapach nie taki i łaskocze papierową torebką.
Serweta pociągnęła kubeczek za ucho. Koszyk złapał ją za koronkową stopkę. Oj, co się działo! Mój towarzysz podróży krzyknął: Uciekajmy!
Dzięki Farfoclowi zobaczyłem już tyle niezwykłych rzeczy! Wczoraj powiedział mi, że jeszcze zwiedzimy przynajmniej kilkadziesiąt miejsc. Kto by pomyślał, że taki okruszek tyle widział i tyle wie. Gdybym go wtedy nie schował do kieszeni...
Agnieszka Urbańska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka
Znam wiele dzieci, które są samotne. Otwierają oczy i płaczą, że nie chcą iść do przedszkola albo do szkoły. Rodzice, w biegu, pomiędzy porannym łykiem kawy a samochodem, poganiają (...)