Udostępnij

Miś Nazdrówko. Przygoda trzecia

Dodano: 2009-01-15

Sposób smoczycy Kunegundy

 

Mikołaja bolała prawa ręka i prawy policzek. Co prawda już nie tak mocno jak dwa tygodnie wcześniej, kiedy się poparzył. Poza tym oprócz bólu martwiło chłopca coś jeszcze. Coś dużo gorszego niż swędząca czerwona skóra i białe bąble. Gdy tak rozmyślał nad tym czymś najgorszym, usłyszał tajemniczy świst:

„Szuuu! Pac!"

To zielony miś wylądował z impetem na niskiej szafce. Wstał, otrzepał czerwone spodenki, zafurkotał skrzydłami i zaczął się za czymś rozglądać. Po chwili znalazł - zgubą okazały się okulary, które wsadził sobie na perkaty nosek. I dopiero wtedy przemówił:

- Witaj, chłopcze z białymi opatrunkami!

- Hej! Wiem, kim jesteś. Jesteś smokiem Cezarym.

- Kim? Smokiem? - Niedźwiadek aż osłupiał ze zdumienia. - Czy przypominam ci latającego gada?

- Aha - potwierdził Mikołaj z przekonaniem. - Cezary to mój przyjaciel.

- Na krasnoludka z nadmiernie rozbudowaną wyobraźnią! Przypatrz mi się dobrze! - Miś zaczął się gorączkować. - Czy wyglądam jak smok? Nie - odpowiedział sam sobie. - Czy moje ciało pokrywają łuski? - Tu dotknął swego puszystego brzuszka. - Nie, to z całą pewnością jest plusz. Czy potrafię w takim razie ziać ogniem jak prawdziwy smok? - Pluszak chuchnął na próbę, ale żaden płomień nie wydostał się z jego pyszczka. - A to ci niespodzianka - nici z ognia. Czy w takim razie mam skrzydła? - Spojrzał zezem na swój grzbiet wyposażony w parę zielonych skrzydeł i trochę się stropił. - No, może się zagalopowałem, ale sam widzisz, że jestem zwyczajnym pluszowym niedźwiadkiem.

- Odkąd to pluszowe maskotki latają na skrzydłach? - Mikołaj nie tak łatwo dawał się przekonać. - Mój przyjaciel, Cezary, potrafi zamienić się w każdą rzecz i w każde zwierzę.

- Chłopcze ze smokiem, będziesz musiał uwierzyć mi na słowo. Nie jestem Cezarym. Nazywam się Miś Nazdrówko.

- Tak? To szkoda. - Chłopcu aż się buzia wydłużyła z rozczarowania. - Odkąd leżę w szpitalu, Cezary codziennie mnie odwiedzał. Tylko dzisiaj jeszcze nie przyleciał.

- Twój smok musi być malutki.

- Malutki? Coś ty! Jest olbrzymi, prawie jak tyranozaurus!

- Olbrzymi? Na wszystkie maciupkie krasnale! I lekarze go wpuszczają do chorych dzieci? - Niedźwiadek niespokojnie zafurkotał skrzydłami.

- Spoczko! Po pierwsze: smok jest oswojony. Po drugie: ma tylko trzy łapy. Po trzecie: nikt go nie widzi. Oprócz mnie, oczywiście.

- Tak, to wszystko tłumaczy. - Uspokoił się Miś Nazdrówko. - A więc chłopcze z prawie niewidzialnym smokiem, co to za syropek stoi tam w kubeczku na stole?

- To lekarstwo przeciwbólowe. Mam je wypić, bo niedługo pani pielęgniarka zdejmie mi opatrunek z twarzy i ręki.

- To się doskonale składa. Ja również muszę zażyć swoje witaminki. Nie dla chłopca, nie dla dziewczynki, a specjalnie dla misia. - I niedźwiadek wyciągnął z kieszeni żółtą kuleczkę, położył ją sobie na wyciągniętym języku i momentalnie połknął. - Na zdrówko! - wzniósł toast butelką z sokiem jabłkowym.

- Na zdrówko! - Mikołaj tryknął się z misiem kubkiem i jednym haustem wypił syrop.

- Miodzio! Teraz jesteś gotowy do pozbycia się opatrunków.

- Wcale nie! - zaprotestował gwałtownie chłopiec. - Jak mi zdejmą te plastry, to wszyscy zobaczą, jak wyglądam.

- A jak wyglądasz?

- Okropnie! Mówię ci: okrrropnie! Popatrz tylko. - Mały pacjent odchylił nieco opatrunek na twarzy, ukazując czerwoną skórę pokrytą bliznami.

- Faktycznie. - Skinął głową Miś Nazdrówko. - Ładnie to nie wygląda. A kiedy poparzenie się zagoi?

- Oj, jeszcze długo! Całe tygodnie. Potem - tak powiedziała pani doktor - zajmą się moją buzią lekarze, zrobią mi operację i będę wyglądał prawie jak przed wypadkiem. Ale do tego czasu? Wyobrażasz sobie? Wszyscy będą się mnie bali? A chłopacy w klasie to nawet już wiem, jak mnie będą przezywać! - Mikołaj szepnął coś misiowi do ucha.

- Brrr - otrząsnął się skrzydlaty niedźwiadek. - To rzeczywiście jest problem, ale... Wiesz, przypomniała mi się pewna opowieść wróżki Jaśminy.

- Nie chcę teraz słuchać o żadnej wróżce. - Tupnął nogą Mikołaj.

- Czekaj, czekaj. To jest historia o smoku, który miał tylko trzy łapy. I tak sobie teraz przypominam, że nazywał się Cezary.

- To zupełnie jak mój przyjaciel!

- Zgadza się. Posłuchaj! Daleko stąd, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, dokładnie na ulicy Olbrzymów pod numerem piątym, mieszkał smok Cezary ze swoją mamą. Gdy Cezary skończył sto lat i poszedł do szkoły (bo trzeba ci wiedzieć, że smoki są długowieczne), pewnego razu zdarzył mu się wypadek. Podczas lotu zahaczył o wierzchołek góry i stracił jedną nogę. Od tej chwili tylko rozpaczał, przestał się śmiać i nie chciał jeść niczego, nawet deserów. Wówczas smoczyca zaprowadziła synka do sąsiadów, gdzie dokazywał wesoły piesek o trzech łapach. Piesek nie przejmował się swym kalectwem, merdał wesoło ogonem, biegał jak szalony i aportował patyki. „Czy chcesz być mniej mądry od psa? - zapytała smoczyca. - On też ma trzy łapy, a nie przeszkadza mu to cieszyć się życiem." „Ale ten pies nie ma kolegów i koleżanek, którzy będą się go bali albo będą się z niego naśmiewać" - odpowiedział rozgoryczony synek. „Zdradzę ci pewną rodzinną tajemnicę - smoczyca nachyliła się do ucha Cezarego - którą usłyszałam od swojej chorej babci Kunegundy. Moja mądra babka wynalazła sposób, żeby inne smoki nie widziały jej choroby, a tylko swą przyjaciółkę, Kundzię. Gdy zbliżał się jakiś znajomy, babka zaciskała mocno kciuki, zamykała na sekundę oczy, a gdy je otwierała - pokazywała w uśmiechu cały komplet wielkich kłów". „I to pomagało?" - upewniał się smok Cezary. „Sam wypróbuj - poradziła mu mama. - Pamiętaj tylko o kolejności: kciuki, zamknięcie oczu i uśmiech. Wypróbuj!" I smok o trzech łapach spróbował sposobu prababci Kunegundy. Najpierw na mamie, potem na kolegach. Z początku uśmiechał się nieśmiało, ale z czasem nabrał wprawy. I zdobył mnóstwo przyjaciół, którzy dzięki tajemniczemu sposobowi patrzyli na jego radosny pyszczek, a nie na łapy. Sam wiesz, że zaprzyjaźnił się nawet z pewnym chłopcem, co nie każdemu smokowi się udaje.

Gdy Miś Nazdrówko skończył opowiadać, Mikołaj długo siedział zamyślony. W końcu odważył się zadać pytanie:

- Myślisz, że mi też mógłby pomóc sposób smoczycy Kunegundy? Kciuki, zamknięcie oczu i uśmiech?

- Spróbuj, chłopcze z nadzieją.

Chłopiec z poparzoną buzią roześmiał się. Pierwszy raz od dwóch tygodni.

 

CDN

 

Zofia Staniszewska

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz
O adaptacji – w żłobku i przedszkolu
W życiu prawie każdej rodziny nadchodzi czas, kiedy rozpoczynamy edukację żłobkową lub przedszkolną. Wbrew ...
Prawidłowe kształtowanie mowy jako fundament wychowania człowieka
Prawidłowy rozwój mowy dziecka stanowi fundament dla prawidłowego kształtowania się i rozwoju jego osobowoś...
Dlaczego dzieci obgryzają paznokcie?
Obgryzanie paznokci pozwala dzieciom (i dorosłym!) uwolnić stres, którego doświadczają. Jest tzw. zachowani...
Zabawka, czyli… wszystko!
Dziecko bawi się, wykorzystując różne przedmioty, my – dorośli, zwykle nazywamy je zabawkami. Ale co, tak n...

Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.

Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców

Otto