Sposób smoczycy Kunegundy
Mikołaja bolała prawa ręka i prawy policzek. Co prawda już nie tak mocno jak dwa tygodnie wcześniej, kiedy się poparzył. Poza tym oprócz bólu martwiło chłopca coś jeszcze. Coś dużo gorszego niż swędząca czerwona skóra i białe bąble. Gdy tak rozmyślał nad tym czymś najgorszym, usłyszał tajemniczy świst:
„Szuuu! Pac!"
To zielony miś wylądował z impetem na niskiej szafce. Wstał, otrzepał czerwone spodenki, zafurkotał skrzydłami i zaczął się za czymś rozglądać. Po chwili znalazł - zgubą okazały się okulary, które wsadził sobie na perkaty nosek. I dopiero wtedy przemówił:
- Witaj, chłopcze z białymi opatrunkami!
- Hej! Wiem, kim jesteś. Jesteś smokiem Cezarym.
- Kim? Smokiem? - Niedźwiadek aż osłupiał ze zdumienia. - Czy przypominam ci latającego gada?
- Aha - potwierdził Mikołaj z przekonaniem. - Cezary to mój przyjaciel.
- Na krasnoludka z nadmiernie rozbudowaną wyobraźnią! Przypatrz mi się dobrze! - Miś zaczął się gorączkować. - Czy wyglądam jak smok? Nie - odpowiedział sam sobie. - Czy moje ciało pokrywają łuski? - Tu dotknął swego puszystego brzuszka. - Nie, to z całą pewnością jest plusz. Czy potrafię w takim razie ziać ogniem jak prawdziwy smok? - Pluszak chuchnął na próbę, ale żaden płomień nie wydostał się z jego pyszczka. - A to ci niespodzianka - nici z ognia. Czy w takim razie mam skrzydła? - Spojrzał zezem na swój grzbiet wyposażony w parę zielonych skrzydeł i trochę się stropił. - No, może się zagalopowałem, ale sam widzisz, że jestem zwyczajnym pluszowym niedźwiadkiem.
- Odkąd to pluszowe maskotki latają na skrzydłach? - Mikołaj nie tak łatwo dawał się przekonać. - Mój przyjaciel, Cezary, potrafi zamienić się w każdą rzecz i w każde zwierzę.
- Chłopcze ze smokiem, będziesz musiał uwierzyć mi na słowo. Nie jestem Cezarym. Nazywam się Miś Nazdrówko.
- Tak? To szkoda. - Chłopcu aż się buzia wydłużyła z rozczarowania. - Odkąd leżę w szpitalu, Cezary codziennie mnie odwiedzał. Tylko dzisiaj jeszcze nie przyleciał.
- Twój smok musi być malutki.
- Malutki? Coś ty! Jest olbrzymi, prawie jak tyranozaurus!
- Olbrzymi? Na wszystkie maciupkie krasnale! I lekarze go wpuszczają do chorych dzieci? - Niedźwiadek niespokojnie zafurkotał skrzydłami.
- Spoczko! Po pierwsze: smok jest oswojony. Po drugie: ma tylko trzy łapy. Po trzecie: nikt go nie widzi. Oprócz mnie, oczywiście.
- Tak, to wszystko tłumaczy. - Uspokoił się Miś Nazdrówko. - A więc chłopcze z prawie niewidzialnym smokiem, co to za syropek stoi tam w kubeczku na stole?
- To lekarstwo przeciwbólowe. Mam je wypić, bo niedługo pani pielęgniarka zdejmie mi opatrunek z twarzy i ręki.
- To się doskonale składa. Ja również muszę zażyć swoje witaminki. Nie dla chłopca, nie dla dziewczynki, a specjalnie dla misia. - I niedźwiadek wyciągnął z kieszeni żółtą kuleczkę, położył ją sobie na wyciągniętym języku i momentalnie połknął. - Na zdrówko! - wzniósł toast butelką z sokiem jabłkowym.
- Na zdrówko! - Mikołaj tryknął się z misiem kubkiem i jednym haustem wypił syrop.
- Miodzio! Teraz jesteś gotowy do pozbycia się opatrunków.
- Wcale nie! - zaprotestował gwałtownie chłopiec. - Jak mi zdejmą te plastry, to wszyscy zobaczą, jak wyglądam.
- A jak wyglądasz?
- Okropnie! Mówię ci: okrrropnie! Popatrz tylko. - Mały pacjent odchylił nieco opatrunek na twarzy, ukazując czerwoną skórę pokrytą bliznami.
- Faktycznie. - Skinął głową Miś Nazdrówko. - Ładnie to nie wygląda. A kiedy poparzenie się zagoi?
- Oj, jeszcze długo! Całe tygodnie. Potem - tak powiedziała pani doktor - zajmą się moją buzią lekarze, zrobią mi operację i będę wyglądał prawie jak przed wypadkiem. Ale do tego czasu? Wyobrażasz sobie? Wszyscy będą się mnie bali? A chłopacy w klasie to nawet już wiem, jak mnie będą przezywać! - Mikołaj szepnął coś misiowi do ucha.
- Brrr - otrząsnął się skrzydlaty niedźwiadek. - To rzeczywiście jest problem, ale... Wiesz, przypomniała mi się pewna opowieść wróżki Jaśminy.
- Nie chcę teraz słuchać o żadnej wróżce. - Tupnął nogą Mikołaj.
- Czekaj, czekaj. To jest historia o smoku, który miał tylko trzy łapy. I tak sobie teraz przypominam, że nazywał się Cezary.
- To zupełnie jak mój przyjaciel!
- Zgadza się. Posłuchaj! Daleko stąd, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, dokładnie na ulicy Olbrzymów pod numerem piątym, mieszkał smok Cezary ze swoją mamą. Gdy Cezary skończył sto lat i poszedł do szkoły (bo trzeba ci wiedzieć, że smoki są długowieczne), pewnego razu zdarzył mu się wypadek. Podczas lotu zahaczył o wierzchołek góry i stracił jedną nogę. Od tej chwili tylko rozpaczał, przestał się śmiać i nie chciał jeść niczego, nawet deserów. Wówczas smoczyca zaprowadziła synka do sąsiadów, gdzie dokazywał wesoły piesek o trzech łapach. Piesek nie przejmował się swym kalectwem, merdał wesoło ogonem, biegał jak szalony i aportował patyki. „Czy chcesz być mniej mądry od psa? - zapytała smoczyca. - On też ma trzy łapy, a nie przeszkadza mu to cieszyć się życiem." „Ale ten pies nie ma kolegów i koleżanek, którzy będą się go bali albo będą się z niego naśmiewać" - odpowiedział rozgoryczony synek. „Zdradzę ci pewną rodzinną tajemnicę - smoczyca nachyliła się do ucha Cezarego - którą usłyszałam od swojej chorej babci Kunegundy. Moja mądra babka wynalazła sposób, żeby inne smoki nie widziały jej choroby, a tylko swą przyjaciółkę, Kundzię. Gdy zbliżał się jakiś znajomy, babka zaciskała mocno kciuki, zamykała na sekundę oczy, a gdy je otwierała - pokazywała w uśmiechu cały komplet wielkich kłów". „I to pomagało?" - upewniał się smok Cezary. „Sam wypróbuj - poradziła mu mama. - Pamiętaj tylko o kolejności: kciuki, zamknięcie oczu i uśmiech. Wypróbuj!" I smok o trzech łapach spróbował sposobu prababci Kunegundy. Najpierw na mamie, potem na kolegach. Z początku uśmiechał się nieśmiało, ale z czasem nabrał wprawy. I zdobył mnóstwo przyjaciół, którzy dzięki tajemniczemu sposobowi patrzyli na jego radosny pyszczek, a nie na łapy. Sam wiesz, że zaprzyjaźnił się nawet z pewnym chłopcem, co nie każdemu smokowi się udaje.
Gdy Miś Nazdrówko skończył opowiadać, Mikołaj długo siedział zamyślony. W końcu odważył się zadać pytanie:
- Myślisz, że mi też mógłby pomóc sposób smoczycy Kunegundy? Kciuki, zamknięcie oczu i uśmiech?
- Spróbuj, chłopcze z nadzieją.
Chłopiec z poparzoną buzią roześmiał się. Pierwszy raz od dwóch tygodni.
CDN
Zofia Staniszewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.
Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców
Zazwyczaj dobre rady dają ci, którzy nie dają dobrego przykładu. Dlatego w kwestii wypadów rodzinnych nasze trio mogłoby już wydać dość spory poradnik. (...)