Udostępnij

Miś Nazdrówko. Przygoda pierwsza

Dodano: 2008-10-28

Jak Strach Adasia zmalał i schudł

 

W wielkim mieście, zupełnie niedaleko stąd, był sobie szpital. Na łóżku w szpitalu leżał Adaś. Dzisiaj pani pielęgniarka miała go zaprowadzić do gabinetu zabiegowego. Chłopiec wiedział, że badania lekarskie są konieczne, żeby wyjaśnić, dlaczego tak często boli go brzuch. Ale gdy Adaś tak sam leżał i leżał i czekał, to coraz bardziej bał się tych badań. Na czym one będą polegać? Czy to będzie bardzo bolało? I Strach wewnątrz Adasia zaczął rosnąć, rosnąć, a gdy już był taki wielki jak... jak nie wiadomo co, mały pacjent usłyszał dziwny hałas:

„Wiuu! Ziut!"

I zielony, skrzydlaty miś w czerwonych spodenkach wylądował na podłodze koło łóżka.

- Do stu tysięcy rozłoszczonych krasnali! Znów obiłem sobie pupę!

Zdziwiony chłopiec podniósł głowę i uważnie obejrzał sufit - nie było tam jednak żadnego otworu. Spojrzał na okna - zamknięte. Więc skąd się wzięła tutaj ta puchata zabawka? A może pani Agnieszka, wolontariuszka, która przyszła wczoraj przebrana za klowna pośmiać się z dziećmi, zapomniała zabrać swojej maskotki?

- Dlaczego mi się tak przyglądasz, chłopcze w piżamie w stalowe roboty? - odezwał się znowu miś, masując sobie potłuczone siedzenie.

- O, jesteś zabawką interaktywną? Taką, która mówi i chodzi? - zaciekawił się Adaś.

- Jaką zabawką?! Jaką interaktywną?! - zaperzył się mały gość i poprawił sobie okulary, zjeżdżające z perkatego noska. - Jestem tradycyjnym, pluszowym misiem. Wiesz, co to plusz?

- To... coś miękkiego? Ale zwykłe pluszowe niedźwiadki nie mają skrzydełek.

- To są skrzydła odrzutowe, które podarowała mi wróżka Jaśmina. Powiedziała, że dzięki skrzydłom, a był to jej zapasowy komplet, zdołam szybciej dotrzeć do każdego dziecka w szpitalu. Aha, nie przedstawiłem się. Mówią na mnie Miś Nazdrówko.

- A ja jestem Chłopiec Adaś. Dlaczego masz takie śmieszne imię: Nazdrówko?

- Zaraz się przekonasz. - I niedźwiadek podszedł do stolika, na którym w szklanym pojemniczku niebieściła się tabletka. - To twoje lekarstwo? Miałeś je połknąć? - upewnił się.

- Tak, już jakiś czas temu - potwierdził mały pacjent, patrząc w podłogę.

- To proszę cię bardzo, chłopcze ze spuszczoną głową: trzymaj swoje lekarstwo i swój soczek jabłkowy. Ja trzymam swoją tabletkę i swój soczek. A teraz: na zdrówko! - Miś delikatnie stuknął kubkiem o kubek, położył na języku jakąś czerwoną pigułkę i połknął ją szybko, szybciutko, aż mu małe oczka śmiesznie się otworzyły. Ubawiony Adaś również krzyknął: „Na zdrówko", wzniósł toast sokiem jabłkowym i połknął swoją tabletkę.

- No, miodzio! - pochwalił Adasia pluszowy niedźwiadek.

- Ja biorę lekarstwa na brzuszek, a ty?

- Ja zażywam witaminki. Nie dla chłopca, nie dla dziewczynki, a specjalnie dla misia. Widzisz, jak szybko połknąłeś lekarstwo? Jesteś zuch!

- Wcale nie jestem zuchem. Ja... - chłopiec umilkł na chwilę i dokończył wyznanie szeptem - ja się bardzo boję.

- Jak większość zuchów! - wykrzyknął Miś Nazdrówko.

- Jak większość zuchów? - Adaś tak się zdziwił, że aż rozdziawił z tego zdumienia buzię.

- Każdy boi się nieznanego, chłopcze z rozdziawioną buzią. Tylko trzeba coś z tym Strachem zrobić. Pokażesz mi go? Chciałbym mu się dobrze przyjrzeć.

- Pokazać Strach? Ale jak? - Chłopiec podrapał się po głowie i zmarszczył nos - to mu zawsze pomagało w intensywnym myśleniu i rzeczywiście, już po minutce wpadł na pomysł. - Narysuję ci go. - Uradowany wyciągnął z szuflady nocnej szafki kartkę i kredki.

Po chwili dzieło było gotowe. Strach Adasia był wyjątkowo brzydki. Brzydki - to za mało powiedziane! Straszydło miało odcień brudnego brązu, czerwone jak płomienie ogromne brzuszysko i pomarszczony żółty pysk. Po bokach głowy sterczały mu spiczaste uszy, przypominające rogi. I tak już urósł, że zajmował prawie całą kartkę.

- Uuu! - skrzywił się Miś Nazdrówko przypatrując się rysunkowi. - Na wszystkich dzielnych krasnali, zakutych w zbroje: paskudny ten Strach! Jeszcze takiego nie widziałem!

Monstrum Adasia w odpowiedzi ryknęło, wytrzeszczyło kaprawe oczka i wyszczerzyło brązowe zęby. Adaś czym prędzej chwycił misia za łapkę. Na szczęście potwór nie mógł wydostać się na zewnątrz, uwięziony w kartce papieru.

        W tym momencie weszła pani pielęgniarka i poprosiła, żeby Adaś poszedł z nią na badania. Chłopiec szybko schował Misia Nazdrówko do kieszeni piżamki, ale pluszak ani myślał spokojnie siedzieć w ukryciu. Machał skrzydłami i podskakiwał, tak że o mało nie wypadł. Gdy tylko pani pielęgniarka wprowadziła małego pacjenta do gabinetu zabiegowego, niedźwiadek dał susa i wylądował na krześle.

- Proszę, Adasiu, wejdź na wagę. Teraz cię zmierzymy i zważymy - zachęcała pani pielęgniarka miło się uśmiechając. Ale Adaś był tak przerażony, że nie mógł się ruszyć z miejsca. Wówczas Miś Nazdrówko wskoczył na wagę.

- Muszę koniecznie wiedzieć, ile mam kilogramów. Bardzo bym chciał przytyć, bo wszystkie misie w mojej rodzinie mają okrągłe brzuszki. - Tak się wiercił, że pani pielęgniarka nie mogła nieproszonego pacjenta porządnie zważyć.

- Ależ, misiu, ty nie masz nawet jednego kilograma. - Pani pielęgniarce w końcu udało się odpowiednio ustawić ciężarki.

- Na chudego krasnala! No coś podobnego?! No coś podobnego?! Nie mam nawet kilograma! A ile mierzę? Metr czy dwa? Bo słyszałem o moim krewniaku, niedźwiedziu grizzly - jest długi nawet na trzy metry, ale ja wiem, że aż tak wielki to nie jestem.

- Poczekaj, zaraz sprawdzę, ale nie tutaj, tylko na przewijaku dla niemowląt.

- Dla niemowląt? - Misiowi zrzedła mina.

- Jesteś za mały na zwykłą miarę. - Pielęgniarka, uważając na skrzydełka, zmierzyła Misia Nazdrówko rozwijaną miarką. - Dwadzieścia pięć centymetrów. No, no, nie za szybko rośniesz? - roześmiała się. A teraz zważymy Adasia. - Chłopiec posłusznie wszedł na wagę.

- Dwadzieścia sześć kilogramów i sto trzydzieści jeden centymetrów - zanotowała pani pielęgniarka w karcie zdrowia. - A teraz, Adasiu, dmuchniesz do tej torebki. Jak w balonik.

- A to nie będzie bolało? I do czego to służy? - Chłopiec nieufnie spojrzał na biały prostokącik z ustnikiem.

- Nie, to nic nie boli. W laboratorium sprawdzą, czy w wydmuchanym przez ciebie powietrzu są szkodliwe bakterie. Jeśli znajdą w torebce dużo złych bakterii, pani doktor przepisze ci specjalne lekarstwo.

- Ja, ja chcę pierwszy dmuchać! - napraszał się miś i rzeczywiście, on pierwszy dmuchnął, a zaraz po nim chłopiec.

- A teraz muszę jeszcze pobrać ci krew. - Pani pielęgniarka założyła cieniutkie rękawiczki.

- Ja, ja chcę pierwszy! - Wpychał się znów Miś Nazdrówko i już nadstawiał łapkę.

- Nie, teraz ja będę pierwszy. - Adaś nie chciał być ciągle ostatni.

- No, dobrze - ustąpił z wahaniem niedźwiadek, a chłopiec niewiele myśląc podwinął rękaw piżamki i ani się spostrzegł, jak już było po wszystkim.

Pani pielęgniarka nachyliła się następnie ze strzykawką nad misiem, ale on nieoczekiwanie zaprotestował:

- Chwileczkę, a może to nie jest konieczne? - Machnął skrzydłami i już unosił się w powietrzu.

- Nie przesadzaj, Misiu Nazdrówko! Ukłucie igłą boli, ale da się wytrzymać - zachęcił go Adaś i niedźwiadek posłusznie wylądował na krześle.

- Na razie to wszystko - powiedziała pani pielęgniarka, odkładając strzykawkę. - Za godzinę znów będziecie dmuchać do torebki.

- Ja mogę dmuchać nawet w sto torebek! - zapewnił chłopiec.

- Jesteście zuch chłopaki!

I Adaś wrócił do swojego pokoju.

- Zobacz tylko! - Miś Nazdrówko wyfrunął zaraz z kieszeni. - Zobacz, co stało się z twoim Strachem!

Chłopiec spojrzał na papier leżący na nocnym stoliku, przetarł ze zdziwienia oczy i jeszcze raz spojrzał. Rysunek na kartce przedstawiał potwora, którego sam namalował. Ale jakże innego! Strach Adasia schudł, zmalał i nie szczerzył już zębów. Nawet uszy mu oklapły. A na dodatek brązowy kolor tak wyblakł, że potwór zrobił się prawie przezroczysty.

- Miodzio! - ucieszył się Miś Nazdrówko. - Jeszcze trochę, a Strach zupełnie zniknie, chłopcze z uśmiechem.

 

CDN

 

Zofia Staniszewska

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz
Czy warto być konsekwentnym?
Przez ostatnie lata w wychowaniu położono bardzo silny nacisk na konsekwencję. Teraz pojawia się jednak nur...
Dajmy dzieciom poznać świat
Dla dzieci w wieku przedszkolnym i tych jeszcze młodszych, najlepszym narzędziem poznawania świata jest doś...
Wzmocnienie pozytywne, sposób na naukę obowiązków
Wielu rodziców zastanawia się, jak nauczyć dzieci, by wykonywały proste prace domowe. Próbują różnych metod...
Przedszkolak na etacie
Godz. 8:15 Ojej! Mam mało czasu, o 9:00 muszę już być na miejscu. Czy wszystko spakowałem? Tak… ok. No dobr...

Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.

Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola

OFF TOPIC - Jest sobie miasto

Jest sobie miasto. W tym mieście codziennie 37 tysięcy dzieci, których już nie ma, budzi się, przeciąga, ziewa i wstaje z łóżek, drepcze na bosaka do łazienki i do kuchni, a na (...)

Tymoteusz i Mikołajki