Magiczny kamień Zmykajstrachus
Zuzia siedziała na kołderce w wesołe, kolorowe wzorki. Ale dziewczynce wcale nie było do śmiechu. Wręcz odwrotnie. Już niedługo pojedzie na salę operacyjną. Pan doktor powiedział, że jej migdałki nadają się tylko do wycięcia. Wszystkie trzy. Bo to one powodują ciągłe choroby gardła i uszu. Przed chwilą była tu pani pielęgniarka i pogłaskała dziewczynkę po głowie, ale teraz Zuzia została sama. Ogarnął ją smutek i z tego smutku zabłysły nawet łzy w jej oczach, ale nie zdążyły skapnąć na nos, gdyż nagle usłyszała podejrzany hałas:
„Wiuuu! Klap!"
To pluszowy zielony miś skulił skrzydła i z rozmachem wylądował na pupie.
- Witaj, dziewczynko z kołderką w żółte kaczuszki. - Niedźwiadek poprawił sobie okulary i rozmasował obite siedzenie.
- Ach, jakie masz cudowne skrzydła! Przesuperowe! - Zuzia złożyła ręce jak do modlitwy. - Jesteś moim aniołem stróżem?
- Aniołem? I na dodatek stróżem? Skąd! Jestem Miś Nazdrówko. Zwyczajny pluszowy niedźwiedź ze skrzydełkami.
- A ja - Zuzia. Niedługo wytną mi migdały - pochwaliła się. - Nie wiesz, jakiego one są koloru?
- Hmm... - zamyślił się pluszowy niedźwiadek. - Może niebieskiego?
- Niebieskiego? To wspaniale. Moja mama mówi, że ja często myślę o niebieskich migdałach. I to zawsze wtedy, gdy mam posprzątać zabawki albo odrobić lekcje. Więc teraz przynajmniej zobaczę, jak one wyglądają, te migdały.
- A co tu stoi w szklaneczce przed tobą? - Miś Nazdrówko pokazał na stolik.
- To? Głupi Jaś.
- Głupi Jaś?! Na wszystkie uczone krasnale! - rozzłościł się pluszak. - Chyba żartujesz sobie ze mnie?
- Tak powiedziała pani pielęgniarka, naprawdę! Że głupi Jaś to lekarstwo, które mam wypić przed operacją. I że gdy je wypiję, poczuję się lepiej.
- No to pijmy! Na zdrówko! - I Miś Nazdrówko wyciągnął z kieszeni czerwonych spodenek okrągłą tabletkę, połknął ją i popił sokiem jabłkowym z butelki.
- Na zdrówko! - Zuzia wzniosła toast i kilkoma łykami opróżniła zawartość szklanki. - Brrr! - skrzywiła się. - Niedobre.
- Brrr! Niedobre - miś skrzywił się dla towarzystwa.
- A ty jakie lekarstwo połknąłeś? - zainteresowała się mała pacjentka.
- Ja zażywam witaminki. Nie dla chłopca, nie dla dziewczynki, a specjalnie dla misia. I co, czujesz się lepiej?
- Trochę. - Zuzia spojrzała na swoją zaciśniętą piąstkę.
- A co tam ściskasz, dziewczynko z rączką?
- Kamyk. Biały kamyk znad morza. Mama mi go dała na szczęście.
- Ekstra! - Miś z radości aż podskoczył na pupie, ale zaraz stęknął - pupa ciągle go bolała po nieudanym lądowaniu. - Z kamieniem nie masz się czego bać!
- Aha - Zuzia przyznała niepewnie i łypnęła niebieskimi oczami spod grzywki. - Aha, na początku się nie bałam, jak zostałam sama w szpitalu, nic a nic. Ale im bliżej operacji, tym kamyk mniej mi pomaga.
- Niemożliwe! - zakrzyknął Miś Nazdrówko - to pewnie dlatego, że nie znasz historii, jaka wiąże się z twoim magicznym kamieniem.
- Magicznym kamieniem?
- Tak. Czy możesz mi go na chwilkę pożyczyć? - Miś dokładnie obejrzał podany mu kamień. - Tak... nie ma żadnej wątpliwości: rozpoznaję w nim magiczny kamień Zmykajstrachus. Biały z czarną kropką. Wróżka Jaśmina opowiedziała mi kiedyś następującą historię. - I tu niedźwiadek zaczął opowiadać, a dziewczynka słuchała z zapartym tchem: - Dawno, dawno temu, dokładnie dziewięć lat temu, w pewien piątek o godzinie trzynastej minut piętnaście, Czarodziejowi Zaklętusowi urodziła się córeczka Malwinka. Wkrótce Malwinka wyrosła na bardzo odważną dziewczynkę: nie bała się wilków, krokodyli, smoków, nawet myszy zamkowe nie wprawiały jej w przerażenie. Ale była jedna rzecz, której lękała się wręcz panicznie. Malwinka nie cierpiała pająków. I tych dużych z kosmatymi brzuszkami i tych zupełnie malutkich, czerwonych. Na nic się zdały starania Czarodzieja Zaklętusa, który najpierw podarował córce świecący atlas pajęczaków, potem zakupił jej maskotki-stawonogi (i takie mięciutkie pajęcze przytulanki, i gumowe, śmiesznie podskakujące pająki, i nakręcane pająki i nawet pająki z klocków lego). Czarodziej wyczarował też śliczną tarantulę, która potrafiła śpiewać i tańczyć. Wszystko na nic! Jak Malwinka bała się stawonogów, tak się bała. I wówczas zdesperowany ojciec zamknął się w zamkowej wieży na siedem dni. Przez ten czas nic nie jadł i nic nie pił, aż udało mu się wyczarować magiczny kamyk Zmykajstrachus. Wystarczyło, że Malwinka ścisnęła go w dłoni, a przestała się lękać pająków. Nawet, co niewiarygodne, z kilkoma się zaprzyjaźniła.
- I mój biały kamyk to Zmykajstrachus? - Gdy miś skończył opowieść, Zuzia natychmiast zadała pytanie.
- Z całą pewnością.
- A skąd go wzięła moja mama?
- Widzisz, gdy Zaklętusowi udał się czar, z radości stworzył tysiące takich samych kamieni i porozsypywał je po całym świecie. Żeby trafiły również do innych dzieci. Można je znaleźć nad morzem, w górach albo zwyczajnie na drodze. Tylko trzeba dobrze poszukać. I potem wystarczy nosić taki kamyk w kieszonce, żeby wszelki strach czmychnął, gdzie pieprz rośnie.
- To wspaniale! - roześmiała się Zuzia, mocniej ściskając swój kamyczek. - Dziękuję, misiu, teraz nie będę się tak bać. - Dziewczynka podniosła z krzesła pluszowego niedźwiadka i uroczyście pocałowała go w nos.
- Miodzio! - Miś Nazdrówko aż się zaczerwienił z przejęcia.
- Ale... - buzia dziewczynki niespodziewanie się zachmurzyła. - Ale podczas operacji kamyk może się zgubić.
- O! - zmartwił się niedźwiadek.
- Poczekaj, muszę pomyśleć. - Dziewczynka podrapała się po nosie. Zawsze się jej dobrze myślało, gdy to zrobiła. - Mam! Poproszę panią Elę, tę miłą pielęgniarkę, o igłę i nici. I zaszyję Zmykajstrachusa w kieszeni piżamy. Wtedy na pewno mi nie wypadnie!
- Do stu tysięcy fur pomysłowych krasnali, to się nazywa dobry pomysł, dziewczynko z migdałami!
- Ciekawe, czy rzeczywiście migdały są niebieskie.
- Ciekawe - przytaknął Miś Nazdrówko.
CDN
Zofia Staniszewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.
Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców
Spotykam mamy, na które spoglądam z niemym podziwem i zachodzę w głowę, jak one to robią? Nienaganne fryzury i eleganckie ubrania, makijaż i pomalowane paznokcie, a przy tym dzieci (...)