- O raju! - przerażony Makary zakrył oczy dłońmi. Nie chciał patrzeć na to, co przed chwilą zmalował. Wylał sok wiśniowy na nowiutki, puszysty dywan w swoim pokoju. Na dodatek na część dywanu należącą do jego siory, Agi.
Gdy tak stał z zamkniętymi oczami, usłyszał cichy świst, jakby coś wleciało przez otwarte okno. Spojrzał w samą porę, by zobaczyć, jak coś niewidzialnego z wielkim impetem rozrzuca pluszaki po całym pokoju. W końcu to coś wyhamowało w kącie z piskiem i przybrało kształt zielonej skrzyni na zabawki. Takiej samej jak ta, która stała pod biurkiem. Makary ostrożnie podszedł, delikatnie uchylił wieko i zajrzał. Nic nie zobaczył. Nawet mniej niż nic, bo i dna nie mógł dojrzeć, tylko jakieś dziwne załamanie światła. Jakby kolorowe fale. Niespodziewanie fale te wylały się ze skrzyni i przeobraziły się. Nie, to było okropne! Przed nim stała postać podobna do Agowej lalki Barbie, tylko jeszcze straszniejsza! Zęby i oczy świeciły się jej na różowo i cała była pokryta złocistymi cekinami. Po chwili obok niej zmaterializował się robot, który wyglądał jak Metalowiec Makarego.
- O mamusiu! - jęknął robot.
- O babciu! - stęknęła lalka grubym głosem i zatrzepotała długimi rzęsami, aż posypały się cekiny. - Znów awaria, i to tak blisko celu.
- Kim jesteście? - ośmielił się zapytać Makary.
- Popatrz! - Barbie skinęła na Metalowca. - Gatunek Homonidus, bardzo rzadki w tej części wszechświata.
- Rzeczywiście. - Robot ukłonił się na powitanie. - Witaj Homo! Należymy do Odplamiaczy Słońc i jesteśmy Bezkształtki z Mgławicy Andromedy.
- Makary z Ziemi - przytomnie przedstawił się chłopiec. - Co oznacza: Bezkształtki... Co to takiego?
- Nie mamy własnych kształtów, przybieramy kształty rzeczy, których dotkniemy. Wylądowaliśmy w jakimś dziwnym miejscu. Czy tak wyglądają u was mieszkańcy? - Robot spróbował odkręcić sobie rękę uzbrojoną w miecz.
- Nie, skąd. To tylko zabawki.
- A... zabawki, rozumiem. Ale my tu gadu, gadu, a lecimy z ważną misją. Musimy usunąć plamy z twojego Słońca. Nie widzicie sami, że taka brudna gwiazda źle się prezentuje na Drodze Mlecznej?
- Jak jakiś flejtuch! - dodała Barbie.
- Możliwe - chłopiec zgodził się ostrożnie - ale my nie możemy się zbliżać do Słońca. Jest za gorące.
- Nie dla nas. Będziesz musiał nam pomóc naprawić nasz statek. Czy masz tu falowarkę albo falowód, albo falownik, albo falochron?
- Nie.
- To może choć kuchenkę mikrofalową?
- Jest jedna w kuchni! - ucieszył się chłopiec. - Zaraz wam przyniosę.
Bezkształtki z pomocą Makarego naprawiły swój kosmiczny pojazd. Na pożegnanie odplamiły dywan specjalnym falowym odkurzaczem, do złudzenia przypominającym blaszaną trąbkę. Nawiasem mówiąc, dywan później dziwnie się zachowywał, przybierając nocą najprzedziwniejsze kształty: raz Agi, raz Kaczora Donalda, raz potwora, raz ufoludkowej Barbie - w zależności od tego, co śniło się Makaremu... Tymczasem Odplamiacze pięknie wypucowali Słońce (teraz świeci jak nowe), a następnie z megagalaktyczną prędkością odlecieli w mroki śródgwiezdne w poszukiwaniu innych zaplamionych ciał niebieskich.
Zofia Staniszewska (tekst był publikowany w magazynie dla dzieci „Świerszczyk")
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka
Moja córka namiętnie ogląda Świnkę Peppę. I jak to zazwyczaj bywa, zamiast zająć się w tym czasie niecierpiącymi zwłoki obowiązkami, siadam obok córki i też patrzę. Zresztą (...)