Udostępnij

Telewizja, władza i Król popu - recenzja spektaklu "Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa"

Dodano: 2011-04-09

To spektakl, na który nawet trudno znaleźć określenie. Po prostu siedzę i z każdą kolejną sceną coraz bardziej nie dowierzam! Jak to się czasem człowiek nie spodziewa... Tekst Brzechwy jest tylko pretekstem. „Brzechwa 2. Szelmostwa lisa Witalisa" rozsadza pudełkową scenę, w popiół obraca nasze wyobrażenie o teatrze. A nade wszystko o teatrze dla dzieci.


Spektakl w reżyserii Łukasza Gajdzisa z Teatru Polskiego w Bydgoszczy nie ograniczył się bynajmniej do recytowania wierszyka. Sam wierszyk zresztą jest już całkiem ostrą brzytwą. Prowokacja wisi w powietrzu. Twórcy spektaklu nie mogli tego nie wykorzystać. I udało się. Było zaskoczenie. Ogromne.


Sposób narracji i świat przedstawiony nie są typowe dla teatru dla dzieci. Panujący jeszcze w moim dzieciństwie (naprawdę nie tak dawnym przecież!) kult tekstu, został obalony. Można wszystko, hurra! Scena należy do nas. A może nawet i do tego młodszego ode mnie pokolenia teatralnych widzów. Dzieci były zachwycone tym, co zobaczyły i w czym brały udział. Bo nie poprzestano na graniu dla widza, potraktowano go jako wsparcie raczej, jak partnera. Można i trzeba było tańczyć, śpiewać i krzyczeć razem z bohaterami.


Zapomnijmy o wszystkim, z czym nam się Brzechwa kojarzy. Oto bowiem przed nami stają (a właściwie wyłażą ze śmietników) bezdomni. Bezdomne lisy. Lecz strój ich nie jest w żaden sposób lisi. Nie ma zwierzęcych kostiumów, są za to bohaterowie, jakich znamy z wielkomiejskiej rzeczywistości. Jeden z nich przedstawia nam kolejne lisy, każdy potem śpiewa jakiś... hm, szlagier? Słyszymy fragment „Ostatniej niedzieli", potem jeszcze parę innych (po minach siedzących wokół dzieci wnioskuję, że utwory te w większości nie były im znane). Wydarzy się tu jeszcze wiele nieprzewidywanych i nieprawdopodobnych zwrotów akcji, których lepiej nie zdradzać.


Spektakl opowiada historię przebiegłego i podłego lisa (Marcin Zawodziński). Przy okazji - a może przede wszystkim - zaznajamia dzieciaki z popkulturą. Przy czym nie jest to już popkultura ich dzieciństwa, wyczuwa się pewien dysonans. Michael Jackson, Ojciec Chrzestny, towarzysze zza wschodniej granicy... A nie Doda czy High School Musical. Odtwarzane są też rzeczy, które dzieci na pewno z telewizji kojarzą i rozpoznają (o czym przekonaliśmy się na pospektaklowych warsztatach): fragmenty kampanii wyborczej, high life, dyskoteki, tłuści Amerykanie. To rodzaj zwariowanej wycieczki z Witalisem po jego świecie. Świecie ujętym oczywiście w pewien stereotyp, ale też po takim, który tylko delikatnie sugeruje, czym jest. Nikt nie mówi na scenie: „Teraz będziemy niedźwiedziami, czyli Rosjanami". Albo: „Te grubasy to Amerykanie". Jeśli ktoś nie chce, nie musi tych kontekstów dostrzegać. To rodzaj przymrużenia oka do rodzicielsko-recenzenckiej części widowni - wszyscy doskonale wiedzieliśmy o co chodzi. Być może procentowo to nawet dorośli śmiali się częściej niż dzieciaki. Ale najmłodsi nie zostali pozostawieni samym sobie. Mnóstwo było gagów i żartów dla dzieci i do dzieci. Ogromnie dużo także szybkich i całkiem szalonych tańców. Dynamika spektaklu wprost niesamowita. Założę się, że nawet najbardziej znudzonemu i zblazowanemu widzowi nie zabrakłoby silnych wrażeń. Ponadto bydgoski zespół rozruszał publiczność do tego stopnia, że tańcom na scenie i na widowni nie było końca. Aktorzy zbiegali kilkakrotnie ze sceny, zachęcając do wspólnego skandowania hasła wyborczego Witalisa.


Całość stanowi zlepek kulturowych klisz. Żongluje nimi reżyser bardzo zwinnie i w szaleńczym tempie. Przy czym jest to inteligentny dialog z popkulturą. Błyskotliwe skojarzenia i dziesiątki teatralnych efektów. Od dmuchawy ustawionej z boku sceny poprzez maszynę do robienia dymu (gdy scena spowija się mgłą, na widowni słychać przeciągnięte: „wooow"), światła, błyskotki, lustra. Jest prawie wszystko, brakuje tylko otwieranej i zamykanej zapadni. Skoro już nie możemy uciec przed postmodernizmem, to chociaż zabawmy się jego kosztem! Zabawa jest przednia.


To, co mnie wydało się ważne, to zerwanie z dotychczasowym sposobem inscenizowania historii dla dzieci. Tutaj mały widz został potraktowany jak pełnoprawny bywalec teatru: otrzymał profesjonalny i dopracowany spektakl, który w dużej części był widowiskiem tanecznym. Element zaskoczenia także jest istotny. Niewiele jest już rzeczy, myśli sobie czasem każdy, które są jeszcze w stanie mnie zadziwić. A tu proszę! Kompletnie zbiło mnie z tropu. I dobrze. O to właśnie chodzi.


Możemy sobie teraz kręcić nosami, że kicz, że niesmaczne, że nie godzi się takich rzeczy dzieciom pokazywać. Możemy się obrażać i nawet naburmuszyć. Ale czyż w teatrze dla dzieci nie chodzi o to, by dzieciom się podobało? Czy nie można powściągnąć swych nakazów, zakazów i „edukacyjności"? My, dorośli czasem tak coś przed dziećmi próbujemy ukryć, odwrócić ich uwagę, obrzydzić jakieś zjawisko, że paradoksalnie ściągamy na nie wzmożone zainteresowanie dzieci.

 

Klaudia Lewczuk

 

nasza ocena

Ocena portalu Qlturka.pl 5

 

Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa

fot. z archiwum Teatru Polskiego


Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa
Jan Brzechwa
reżyseria Łukasz Gajdzis
scenografia i kostiumy Mirek Kaczmarek
choreografia Aneta Jankowska
opracowanie muzyczne Maciej Szymborski
reżyseria światła Robert Łosicki
asystent scenografa Natalia Horak
inspicjent/sufler Hanna Gruszczyńska
występują: Karolina Adamczyk, Małgorzata Witkowska, Paweł L. Gilewski, Jerzy Pożarowski, Marcin Zawodziński
tańczą: Aneta Jankowska, Łukasz Kosicki, Maciej Kosicki, Michał Szopiński, Mateusz Witkowski

czas trwania: 75 minut bez przerwy

Teatr Polski w Bydgoszczy
sugerowany wiek: 6+

 

Spektakl "Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa" Jana Brzechwy w reżyserii Łukasza Gajdzisa był wystawiany na małych Warszawskich Spotkaniach Teatralnych [30]/31 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 1 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Teatr dla najmłodszych i nieco starszych, czyli małe Warszawskie Spotkania Teatralne

Każda wizyta w teatrze powinna być dla dziecka przede wszystkim przygodą. Powinna dawać powody do śmiechu, radości i...


Łobuziaki znów w formie – recenzja filmów „Wszyscy kumple Mikołajka” i „Dziewczyny kontra chłopaki”

Wszyscy znają lub chociaż raz w życiu słyszeli o Mikołajku. To bohater książek napisanych przez Rene Goscinnego i...


Wzruszenie, nie rzewność – relacja z premiery spektaklu „Rękawiczka”

Premiera spektaklu "Rękawiczka" odbyła się 6. października na gościnnych deskach Teatru Lalka. Wydarzenie...


Dobry, zły i brzydki – recenzja filmu „Megamocny”

Mój syn widział ten film dwukrotnie. I wciąż męczy go jedna wątpliwość – czy główny bohater jest...


Podróż w świat młodości, czyli Dzień Babci i Dziadka w Teatrze Miniatura – recenzja spektaklu „Czerwony Kapturek”

Wspólnie z wnuczkiem i jego babcią odbyłem ostatnio podróż w czasie - w świat swojej młodości. W Teatrze...


Warto mówić do malucha
Czy warto mówić do dziecka tuż po urodzeniu? Zdecydowanie tak! A nawet wcześniej. Słuchanie głosu mamy już ...
Dziecko z ADHD. Czy każdy chce zrozumieć?
Są takie osoby, które mówią, ze ADHD to bzdura. Mamy je w rodzinie, w bliskim i dalszym otoczeniu. Patrzą n...
Kłopotliwe pytania
Dorośli chętnie rozmawiają z dziećmi, bo sposób, w jaki maluchy widzą świat i interpretują różne zdarzenia ...
Koncentracja uwagi – kilka rad dla rodziców
Koncentracja to umiejętność skupienia uwagi na wykonywanym zadaniu. Niedostateczny jej poziom może przejawi...

Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.

Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola

Góra lodowa

Pamiętam taki dzień z dzieciństwa, kiedy przy placu zabaw pojawiła się góra lodowa. Była wielkości ciężarówki, stroma i nieprzyjazna. Przydryfowała w nocy, w nocy z (...)

Opowieść o generale Tomaszku, który nie chciał pójść na wojnę