Każdy kto zna książki Stiana Hole o Garmannie z pewnością zachodzi w głowę, jak udało się twórcom przenieść te opowieści - tak bardzo graficzne, bogate w obrazy, treści i emocje, ale oszczędne w słowach, na scenę. Sama długo się nad tym zastanawiałam i dopiero wizyta w teatrze zaspokoiła moją ciekawość.
Tytułowego bohatera, sześcioletniego Garmanna, poznajmy na kilka dni przed szkolnym debiutem. Ostatnie chwile lata chłopiec spędza w towarzystwie trzech starych ciotek, które co jakiś czas odwiedzają jego rodzinę. Garmann bardzo wnikliwie przygląda się kobietom, zafascynowany obserwuje ich niezgrabne ruchy, ciała nadgryzione zębem czasu: „Ciotki chyba kurczą się na słońcu - myśli Garmann. - Jeszcze trochę i tylko głowy będą im wystawać znad trawy". Te przemyślenia, jak i rozmowa prowadzona ze staruszkami, a dotycząca lęku - w przypadku Garmanna - przed pierwszym dniem w szkole, zaś w przypadku ciotek - przed śmiercią, między innymi, czyli w obu przypadkach - przed czymś nieznanym, ukazują swoistą dojrzałość sześciolatka.

Trzy ciotki, fot. Krzysztof Bieliński
Może dojrzałość ta jest pozorna, a może zwyczajnie jeszcze nie do końca rozwinięta (co naturalne i wcale nie dziwi), ale Garmann daje się podpuścić starszemu koledze i, chcąc udowodnić, że nie jest tchórzem, wywołuje pożar w ogrodzie Pana Znaczka - emerytowanego listonosza. Tak naprawdę to wtedy chłopiec ma już 8 lat, a niefortunne zdarzenie kończy się dobrze, a nawet bardzo dobrze - między „podpalaczem" a staruszkiem rodzi się nić porozumienia, oparta na zamiłowaniu do kolekcjonowania. Co zbiera Pan Znaczek, chyba łatwo się domyślić; Garmann natomiast zbiera rośliny do zielnika, a tych w ogrodzie listonosza nie brakuje.

Garmann u Pana Znaczka, fot. Krzysztof Bieliński
Mijają kolejne trzy lata - z perspektywy dorosłego człowieka to niewiele, jednak w życiu Garmanna zachodzą wielkie zmiany. Szkoła nie budzi już lęku, a serce i umysł zaprząta mu teraz uczucie do Johanne. Fascynacje, sekrety, własny kawałek świata - Garmann dorasta.
„Świat Garmanna" to połączenie trzech opowiadań Stiana Hole („Lato Garmanna", „Ulica Garmanna", „Sekret Garmanna"); trzech książek, w których tekst nie jest wcale elementem dominującym. Spektakl składa się z kilku odrębnych scen, a każda opowiada pewną historię. Zważywszy, że autor to w pierwszym rzędzie grafik i ilustrator, nie dziwi wcale kluczowa rola obrazów. Jednak nie tylko one decydują o wyjątkowości opowieści o Garmannie i z pewnością nie tylko one były wyzwanie dla twórców pracujących przy teatralnej adaptacji.
Każda książka obejmuje jeden z etapów życia Garmanna (w pierwszej ma 6 lat, w drugiej - 8, w trzeciej - 11), a każdy z nich wypełniają emocje - strach, lęk, przyjaźń, fascynacja, zauroczenie. Autor pokazuje, przypomina, że nie tylko dorośli mają prawo do uczuć; że uczucia są immanentnym elementem życia każdego człowieka, a w przypadku dzieci przeżywane są wyjątkowo mocno; że to my, dorośli, powinniśmy im w przeżywaniu tych uczuć pomagać. Podejrzewam, że to właśnie emocje, sposób ich przedstawienia i wyrażenia na scenie, stanowiły nie lada wyzwanie dla aktorów. Trzeba powiedzieć, że spisali się na medal. Jak sami przyznają, bardzo dużo dały im warsztaty prowadzone przez Norwegów.

Garmann i bliźniaczki - Hanne i Johanne, fot. Krzysztof Bieliński
Świetnie też poradzili sobie twórcy ze stroną wizualną spektaklu, co do łatwych zadań nie należało. Wydaje się, że znaleźli najlepsze możliwe rozwiązanie, które pozwoliło obrazy z otaczającego Garmanna świata przenieść na scenę. Ekran z projekcją multimedialną, stanowiącą w jednych momentach tło, w innych zaś będącą centrum wydarzeń, naturalnie wpisał się w prostą, oszczędną scenografię; sprawił, że świat stał się wielowymiarowy, intrygujący, bliski.
Warto też wspomnieć o muzyce - od pierwszych sekund aż po finał jest ważnym elementem spektaklu. Z jednej strony doskonale wkomponowuje się w to, co na scenie, z drugiej zaś nie umyka uwadze, pozostaje w pamięci.
„Świat Garmanna" naprawdę robi wrażenie - prócz kilku dłużyzn, dopracowany niemal w każdym calu i przygotowany z myślą o dzieciach (choć i rodzice odnajdą w nim wiele ważnych elementów), jest dowodem na to, że trudne tematy i z pozoru mało teatralne teksty stanowią świetny materiał.
A na koniec refleksja nie do końca ze spektaklem związana, ale napawająca optymizmem. To, że Teatr Baj się zmienia, można było dostrzec już przy okazji poprzedniej premiery („Zaczarowane wycinanki"), jednak „Świat Garmanna" i cały projekt polsko-norweski to zmiana radykalna, krok milowy w kierunku teatru nowoczesnego, otwartego na dialog z widzem, ale też na niekonwencjonalne rozwiązania i eksperymenty. Z całych sił kibicuję dyrekcji i zespołowi, by wykorzystali tę wznoszącą falę i daleko na niej zapłynęli, a sobie i najmłodszym widzom tego życzę.
Ewa Świerżewska
fot. Krzysztof Bieliński
(04.10.2010)
nasza ocena

Świat Garmanna
Ewa Piotrowska na podstawie książek Stiana Hole: „Lato Garmanna", „Ulica Garmanna" i „Garmanns Hemmelighet" („Sekret Garmanna")
reżyseria: Ewa Piotrowska
projekt kostiumów i rekwizytów: Anna Chadaj
scenografia: Sylwester Łuczak
muzyka: Filip Sande
animacje komputerowe: Ewa Łuczak
premiera: 1. października 2010 (dla szerokiej publiczności spektekl będzie dostępny od stycznia 2010)
spektakl dla dzieci od lat 6
Spektakl „Świat Garmanna" powstał w ramach projektu „Dziecko - teatr - świat. Ponad barierami", realizowanego przez Teatr Baj we współpracy z norweskimi partnerami: Grusomhetens Teater oraz Oslo Teatersenter. Projekt otrzymał dofinansowanie z Funduszu Wymiany Kulturalnej Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego.
Teatr Baj
ul. Jagiellońska 28
03-719 Warszawa
teatr@teatrbaj.pl
www.teatrbaj.pl

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
Obserwując dzieci, które właśnie teraz mają czas swojego dzieciństwa, nie mogę się nadziwić, jak wszystko diametralnie się zmieniło. Pomyśleć, że zaledwie 30 lat temu z wypiekami (...)