Udostępnij

Każdy jest jak Ferdynand - Wspaniały - recenzja spektaklu "Ferdynand Wspaniały" w Teatrze Bajka

Dodano: 2010-04-29

Wiadomo, że psy potrafią robić różne rzeczy - takie typowo psie oraz bardziej ludzkie. Ot, mogą chociażby jeździć koleją czy smucić się nad rzeczką. Dlaczego nie miałyby marzyć?! Nikogo zatem nie zdziwi fenomen Ferdynanda Wspaniałego, który marzył o tym, by stać się człowiekiem i co najważniejsze - udało mu się to! Że we śnie?! To wcale nie takie pewne, że wyłącznie. W końcu korona na zębie, którą namierzył, ku własnej uciesze, po przebudzeniu naprowadzić może na całkiem inny trop...


Zdaję sobie sprawę, że dzieła Ludwika Jerzego Kerna, bawiącego kolejne pokolenie, zachwalać nie trzeba. Jedynie z pokorą, rozbawieniem i zafascynowaniem jednocześnie, chylę czoła. Kto nie czytał w dzieciństwie książki, ten pewnie rzucał spojrzenie w telewizor, w którym przed laty do snu tuliła dobranocka na motywach tejże opowieści.


Jeśli jednak nie - nadarza się szczególna okazja. W warszawskim teatrze „Bajka" odbyła się już premiera „Ferdynanda Wspaniałego". Myślę, że spektakl ten, dzięki tak świetnie przedstawionym przygodom, wciągnie wszystkich bez wyjątku. Sadzę tak, bo o wrażenia zapytałam przedstawicieli różnych pokoleń: sąsiadkę - babcię, jej wnuczkę - „zerówkowiczkę", przedstawicielki „wieku rozrodczego", czyli mamy z najmniejszymi pociechami - przedszkolakami. Obserwowałam też własną czterolatkę, sama dobrze się bawiłam i słyszałam tubalne głosy tatusiów w rzędach nieopodal, reagujących głośnym śmiechem na to, co działo się na scenie...


A to, co działo się na scenie, można skojarzyć z musicalem czy też bajką muzyczną. Piosenki (w dużej ilości), muzyka, ruch i taniec, połączone z kwestiami mówionymi. Wykorzystany specyficzny, błyskotliwy, inteligentny dowcip Ludwika Jerzego Kerna. Kolorowa scenografia małego miasteczka zapraszała wręcz, by zajrzeć (co robiłam oczami wyobraźni) do domków, kamieniczek opatrzonych neonami: hotel, krawiec, policja, dentysta, restauracja... No, może najmniej chciałam zaglądać do dentysty. Z przedstawicielami wyżej wymienionych profesji i innymi mieszkańcami miasta - chociażby złodziejaszkami, portierem, kierownikiem hotelu i niezadowolonymi z głośnego, niezidentyfikowanego warczenia nocą gośćmi hotelowymi, kelnerką i wcinającym, a raczej zdegustowanym niemożnością wcinania zbyt kościstej porcji mięsa Panem Radio, przyszło się Ferdynandowi w swym ludzkim wcieleniu spotkać. Odziany w garnitur prosto spod igły pana Dogga, prezentował się rzeczywiście uroczo i „galantnie". Stąd wcale nie dziwne, że wszyscy brali go za człeka, a on, nie wyzbywszy się wszystkich psich przyzwyczajeń, uczestniczył w sytuacjach komicznych i spektakularnych... A widownia razem z nim. Ferdynand budził olbrzymią sympatię. Sprawiła to pewnie i pisarska ręka pana Kerna, i wcielający się w rolę aktor, „psio - ludzki" strój, a także charakteryzacja.


Faktycznie profesjonalna aktorska gra, świetnie skonstruowane postacie. Piosenki wpadające w ucho (przyjemnie byłoby kiedyś odtworzyć je z płyty we własnych 4 ścianach), nawet zachęcające do... tańca. Moja czterolatka wraz z kolegami pląsała między rzędami przez większość partii śpiewanych (pewnie wielu sytuacji, dowcipu nie rozumiała tak jak starsi, ale dała się ponieść swojej tanecznej intuicji). A ja pozwoliłam się wciągnąć w delikatne, jak przystało na poważną osobę, podrygiwanie w takt i śpiewanie fragmentów refrenów, w tym „hau, hau".


Ciekawe, co najbardziej moja córka będzie po latach pamiętała z tej opowieści. Osobiście - Ferdynanda od czasów własnego dzieciństwa najbardziej kojarzyłam z windą, która szybowała ku obłokom... I takie przesłanie usłyszeli z ust twórców widzowie: by niemożliwe czynić możliwym, by nie bać się marzeń i ich realizacji, by dostrzegać w sobie wspaniałość. Bo przecież każdy może być (a właściwie jest, jeśli to w sobie odkryje) Tomkiem, Zosią czy Janem Wspaniałym...

 

Anna Wspaniała (Lubowicka)

 

Ferdynand Wspaniały
na podstawie książki Ludwika Jerzego Kerna
Reżyseria i opracowanie sceniczne: Karol Stępkowski
Scenografia: Małgorzata Grabowska-Kozera
Adaptacja scenariusza: Halina Krzyżanowska
Teksty piosenek: Ludwik Jerzy Kern
Muzyka: Roman Czubaty
Choreografia: Monika Andrzejewska

Występują: Monika Andrzejewska, Julia Kołakowska, Jarosław Domin, Robert Kowalski/Mariusz Krzemiński, Krzysztof Cybiński, Witold Bieliński, Andrzej Chudy, Karol Stępkowski

Premiera - 24. kwietnia 2010
Teatr Bajka

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Bohaterowie historii i kultury - Charlie Chaplin

Charles Spencer Chaplin junior urodził się 16 kwietnia 1886 roku w Londynie. Rodzice rozstali się niedługo po jego...


Logika – tak, byle z sercem – recenzja spektaklu „Królowa Śniegu” w Teatrze Baj

Zwykle z rezerwą podchodzę do „Królowej Śniegu”, a to dlatego, że niepokoi mnie wydźwięk tej baśni....


Rozśpiewane barwy tęczy - recenzja spektaklu "Zielony wędrowiec"

Stworia - miejsce z pozoru idealne, zamieszkane przez szare stworzenia nieświadome istnienia innych barw, ale w tej...


Smok jarosz i dużo humoru – recenzja spektaklu „Pożarcie królewny Bluetki”

W szanujących się królestwach są piękne księżniczki, są paziowie, no i oczywiście dzielni rycerze, którzy...


Idzie jeż, idzie jeż… – recenzja spektaklu „Sklep Magika Mechanika”

Na ulicy Jezuckiej, w pięknie odrestaurowanych podziemiach, znajduje się miejsce niezwykłe, w którym wszystko może...


Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona

Narodziny rodziny

Narodziny dziecka to dopiero początek. W dniach, tygodniach, miesiącach następujących po tym wydarzeniu następują kolejne narodziny: mamy, taty, babci, dziadka, cioci. Te narodziny (...)

Zdrowa kuchnia Lamelii Szczęśliwej