Udostępnij

Tragedia 51 - recenzja filmu "Planeta 51"

Dodano: 2010-01-26

Na początku myślałam, że będzie ciekawie. Zapowiadało się nieźle. Przewrotna forma i przyciągające opisy. Oto mamy Planetę, na której żyją Ufoludki w świecie identycznym do tego, jakim była Ameryka lat 50. i 60. XX wieku. W zasadzie poza tym, że inne są pojazdy czy psy, a ufoludki oczywiście są zielone i mają 8 palców i parę czułek, to rzeczywistość niczym nie różni się od tej ziemskiej.


Tak samo jak Amerykanie w tamtych czasach, ufoludki boją sie inwazji - napadu "kosmitów". W pewnym momencie zresztą spełniają się najczarniejsze scenariusze, bo na planetę trafia człowiek i radośnie próbuje wbić amerykańską flagę (scena zresztą przypomina lądowanie na Księżycu). Rozglądając się dookoła, przybysz zauważa, że trafił w sam środek grilla wyżej opisanych zielonych ludków. No i zaczyna się ogólna panika obu stron. Wychodzą uprzedzenia, stereotypy, lęk przed obcym i nieznanym. Wszystko to mogłoby się złożyć na całkiem lotną i sympatyczną animację dla dzieci, ale niestety się nie złożyło.

 

Planeta 51


Oceniając film pod względem zdatności dla dzieci, muszę powiedzieć, że jest tragiczny, okropny, a dodatkowo całkowicie zaprzecza istocie opowieści dla najmłodszych. Przykłady mnożą się już niestety od początku. Cała symbolika fabuły może być zrozumiała tylko dla dorosłych. Które dziecko wie, że Ameryka w latach 50. i 60. tak wyglądała. Skąd może wiedzieć, że Zimna Wojna powodowała takie napięcie, że Amerykanie w tym czasie budowali bunkry, w których mieliby się ukryć przed inwazją ZSRR. W porządku, można ten wątek pominąć z perspektywy dziecka, ale jest to, zresztą już kolejny raz, puszczanie oka do dorosłych. To jednak nic w porównaniu z tym, co czeka widzów dalej. Żenujące, mało zabawne żarty nie na poziomie po prostu wbiły mnie w fotel. „Na ziemię, kosmiczne ścierwo", czy „Na ziemię, szmato", „Puścić pawia", „Jestem udupiony", „Jestem astronautą, mam dużą rakietę" - to język, jakim posługują się bohaterowie; a genialnym, zdaniem twórców filmu, sposobem na zainteresowanie widowni, są żarty z kategorii zatykanie sobie odbytów korkami, w celu obrony przed androidami, których się mieszkańcy planety panicznie boją.


Mimo że można wyczuć, iż w założeniu akcja miała być wartka, to film jest najzwyczajniej na świecie nudny. Przesłanie: "Bądźmy tolerancyjni; przyjaźń jest ważna; uwierz w siebie, to stać cię będzie na więcej" widoczne jak na dłoni, nie wymaga przemyśleń, w związku z czym staje się błahe i mało istotne. No i te nieśmiertelne gagi, które wylewają się strumieniem na widza, okraszone „szmatami" i „ścierwami" -  istny dramat. DO tego animacja, której już od jakiegoś czasu brakuje świeżości i oryginalności. Można o niej oczywiście powiedzieć, że jest dopracowana, ale co z tego, skoro tak naprawdę niczym nie różni się od innych, jest nieciekawa, przekolorowana.


Trochę mi smutno, że nic a nic mnie do tego filmu nie przekonało. Jest powierzchowny, nieciekawy i, co najważniejsze - NIE DLA DZIECI. Jeśli już, choć jak najdalsza jestem od namawiania, w sali kinowej widziałabym ewentualnie widzów powyżej 10 lat, do tego obowiązkowo w towarzystwie rodziców, którzy będą prostować niezręczne żarty i treści.

 

Starając się znaleźć cokolwiek na obronę filmu, zaczęłam zastanawiać się, czy to przypadkiem nie wina nieudanego przekładu, bo wiadomo przecież, że dialogi nie są tłumaczone dosłownie, a dostosowywane do naszych realiów. Może pomysły na tłumaczenie tym razem okazały się nietrafione.

 

Na koniec nie mogę odpuścić sobie postawienia po raz kolejny pytania dość ogólnego, na które wciąż szukam odpowiedzi - dla kogo robione są współcześnie filmy animowane? Dla dzieci czy dla dorosłych? Coraz bardziej skłaniam się ku wersji, że jednak dla dorosłych - przekonał mnie do niej współ widz, siedzący obok pan, który aż trząsł się ze śmiechu - szczególnie w tych najmniej wybrednych momentach... Cały czas nie mogę wymyślić, co zatem pozostaje do zaproponowania dzieciom...

 

Kamila Solecka

 

Planeta 51

 

Planeta 51

reżyseria: Jorge Blanco

W wersji polskiej głosów użyczyli:

* Maciej Stuhr jako Lem
* Piotr Adamczyk jako Chuck
* Magdalena Różczka jako Neera
* Jarosław Boberek jako Skiff
* Adam Ferency jako Generał Grawl
* Muniek Staszczyk jako Glar
* Aleksander Mikołajczyk jako Profesor Kipple
* Maciej Dybowski jako Eckle
* Tomasz Bednarek jako Reporter

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Warto przeczytać

Japończyk w Czechach – rozmowa z Nori Sawą

W ciągu ostatnich kilkunastu dni Nori Sawa był w Japonii, Polsce (na żywo mogliśmy oglądać go 16. marca tego roku w...


Wyprawa poszukiwawcza na rockową nutę – recenzja spektaklu „Białe baloniki”

Teatr Współczesny w Szczecinie nie jest teatrem dziecięcym, jednakże dba o to, by w repertuarze pojawiał się od...


Magiczna moc ulotnych cieni - rzecz o teatrze cieni

Słownik rodziny da się podzielić na dwa odrębne zbiory: na słownik rodziców i słownik dziecka. Podczas, gdy...


Jak świat nabierał barw – recenzja spektaklu „Pokolorowanki”

Na początku była biel - tak biała, że aż w oczy kole. I wtedy pojawił się malarz, który ostrożnie, z rozmysłem...


Pełen przygód lot z Karlssonem – recenzja filmu „Karlsson z Dachu”

Karlsson z Dachu jest postacią znaną, lubianą i przerabianą na wiele sposobów, prawie w równym stopniu co...


Bawmy się w przyrodę
Przyroda dla dzieci z miast staje się rzeczą abstrakcyjną. My, rodzice - jesteśmy odpowiedzialni za „edukac...
Co czytać? - trzecia część poradnika czytania dzieciom
Pozycja książki wśród innych środków przekazu staje się coraz stabilniejsza. I to mimo atrakcyjności telewi...
Fascynujący świat pacynek a bajkoterapia
Czar pacynek, kukiełek, marionetek wydawałoby się istnieje od zawsze. Już starożytni Egipcjanie, Grecy czy ...
Wzmocnienie pozytywne, sposób na naukę obowiązków
Wielu rodziców zastanawia się, jak nauczyć dzieci, by wykonywały proste prace domowe. Próbują różnych metod...

Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!

Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)

Zabrania się sikania

Jeśli jesteś wychowawcą kolonii i zwiedzasz ze swoją grupą duże polskie miasto, módl się o to, aby twoim podopiecznym nie zachciało się sikać. Wychowawcom niewierzącym zamiast (...)

Kiedy byłam mała i Kiedy byłem mały