Udostępnij

2,5 sekundy filmu dziennie – rozmowa z Marianem Wantołą, rysownikiem i animatorem

Dodano: 2010-11-01

Pracowaliśmy sześć godzin dziennie, ze względu na bardzo ciężką pracę dla oczu, wywalczyliśmy to sobie. Zaczynaliśmy raniutko, o 8:00 i pracowaliśmy do 12.00. Potem przerwa i znów rysowanie - mówi Marian Wantoła w rozmowie z Agnieszką Koperniak.

 

Agnieszka Koperniak: Panie Marianie, pracował Pan w Studiu Miniatur Filmowych w Bielsku Białej przez 47 lat. Czym była dla Pana ta praca?

 

Marian Wantoła: Była wielką radością, a także - jak się okazało - całym moim życiem. Do Studia trafiłem przez przypadek. Od kolegi dowiedziałem się, że szukają tam rysowników, a ja uwielbiałem rysować. Kolega powiedział mi, że chyba bym się do takiej pracy nadawał. I rzeczywiście... Przepracowałem tam na etacie 47 lat, a w sumie ponad 50, bo na emeryturze też animowałem. A zacząłem, gdy miałem 25 lat!

Zespól Filmowy Śląsk - bo tak się pierwotnie nazywało Studio, zapoczątkowany został przez Zdzisława Lachura. Chciał robić polską „Myszkę Mickey" i „Królewnę Śnieżkę". Pierwszym filmem był „Traktor A-1".

 

AK: Czy może Pan opowiedzieć nieco o pracy animatora w okresie złotych lat polskiej animacji?

 

MW: Rada Artystyczna , doskonali rysownicy, animatorzy, reżyserzy. Niestety prawie wszyscy już nie żyją... Wtedy pracowało nas w studiu ok. 40 osób.

 

AK: Nasza rozmowa dotyczy serii o Reksiu... Od 1. listopada wszystkie epizody tej serii będzie można obejrzeć w Telewizji Kino Polska.

 

MW: Pracowałem jako jeden z animatorów z panem Lechosławem Marszałkiem, to on był twórcą Reksia. Zaczęło się od tego, że Marszałek miał pieska - suczkę o imieniu Trola i uwielbiał naturę, zwierzęta. A Trola była bardzo mądrym psem... I wpadł mu ten pomysł. Doskonały i bardzo prosty pomysł - pies, który wszystko umie. I Marszałek zaczął pisać scenariusze.

Lechosław Marszałek był wyjątkowym reżyserem, z którym wspaniale się pracowało. Zawsze wiedział, czego chce. Kiedy zaczynał pracę, wołał nas wszystkich do siebie, przedstawiał projekty postaci i... pracowaliśmy. Film animowany, który uczy, bawi, wychowuje - to było jego motto.
Napisał również scenariusz do pełnometrażowego filmu z Reksiem, Reksio miał występować w cyrku. Niestety nie wiem, jakie są losy tego scenariusza, wiem tylko tyle, że nie spodobał się w Warszawie. Marszałek zmarł w 1991 roku.
A Reksio? „Reksio Poligolota", czyli pierwszy odcinek Reksia - otrzymał nagrodę nauczycieli na festiwalu w Hiszpanii za wartości dydaktyczne. Można zobaczyć, że w tym odcinku postać Reksia jest nieco inna - z biegiem czasu była korygowana i dopracowywana.

 

AK: Jak wyglądał typowy dzień pańskiej pracy?

 

MW: Pracowaliśmy sześć godzin dziennie, ze względu na bardzo ciężką pracę dla oczu, wywalczyliśmy to sobie. Zaczynaliśmy raniutko, o 8:00 i pracowaliśmy do 12ej. Potem przerwa i znów rysowanie.
Mieliśmy wyznaczoną normę - 2,5 sekundy filmu dziennie.

 

AK: Zawsze się udawało?

 

MW: Te 2,5 sek narysować? Jak dostawałem do narysowanie taką postać, która koziołkowała, to trzeba było zrobić nawet 12-20 rysunków, a jak była postać zatrzymana, np. przez 1 sekundę, to wtedy wystarczał jeden rysunek.
To była bardzo dobra praca. Animator rysował główne fazy ruchu, a międzyfazy były uzupełniane przez fazistę. Potężny zespół ludzi. Nad jednym dziesięciominutowym filmem pracowaliśmy dwa i pół miesiąca. To było ok. pięciu tysięcy precyzyjnych rysunków. Wszystko oczywiście było wykonywane ręcznie, mieliśmy japońskie ołówki i kalki sprowadzane z Włoch. Nigdy niczego nie brakowało. Ranga Studia była wysoka.

 

AK: Przy jakich jeszcze seriach dla dzieci pan pracował?

 

MW: Było ich wiele - „Lis Leon", „Bartolini", „Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie"... Ale wartość naszych filmów poznałem na EXPO w Hanowerze, gdzie wszyscy pytali, czemu już nie produkujemy „Bolka i Lolka" i „Reksia". Cały świat rozpoznawał tych bohaterów. To były dla mnie bardzo miłe chwile.

 

AK: Czy zna pan najbardziej współczesne animacje dla dzieci? Jak je pan ocenia?

 

MW: To nie są filmy wychowawcze dla dzieci. Za moich czasów w filmie animowanym dla najmłodszych nie mogło być agresji, brutalności...

 

AK: Przez tyle lat pracy na pewno nazbierało się dużo wspomnień - co szczególnie zapadło Panu w pamięć?

 

MW: Opowiem anegdotę. Tylko którą... czterdzieści siedem lat tam pracowałem i wydarzyło mnóstwo rzeczy... Najbardziej pamiętam, jak Marszałek pojechał robić dokumentację dźwiękową do Reksia i wybrał się do Jaworza, miejscowości koło Bielska. Tam było duże gospodarstwo. Z całą ekipą zaczął nagrywać odgłosy podwórza gospodarskiego. I nagrał to wszystko, był bardzo zadowolony. Przyszedł do studia, a kiedy puścił nagranie, tylko jedno wielkie wrrrr było słychać - buczał jakiś silnik. Okazało się, że gospodarz reperował traktor i te odgłosy się zarejestrowały. Marszałek taki był zajęty nagrywaniem kur i kaczek, że wcale tego traktora nie słyszał. Wszystko trzeba było powtórzyć.

 

AK: Dziękuję za rozmowę!

 

Z Marianem Wantołą rozmawiała Agnieszka Koperniak.

 

Marian Wantoła

 

Marian Wantoła - animator, pracował przez 47 lat w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej, rocznik 1926.

 

W listopadzie Telewizja Kino Polska zaprasza na konkurs plastyczny - "Mój Przyjaciel Pies"

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Mocne kino dla małych widzów – recenzja filmu „Mia i Migusie”

Mia i Migusie, pierwsza bajka prezentowana w nowatorskim cyklu filmów dla dzieci Mały Gutek, robi bardzo mocne...


Tajemnice szuflady - recenzja spektaklu „W szufladzie”

Podsumowując ubiegłoroczną ofertę teatralną skierowaną do dzieci, warto wspomnieć o dokonaniach Agaty Butwiłowskiej,...


Pippi zostań z nami! – recenzja spektaklu „Pippi Pończoszanka”

Podczas spektaklu Agnieszki Glińskiej w Teatrze Dramatycznym sala pełna jest rozemocjonowanych, niespokojnych dzieci i ich...


Zacznę okrzykiem MUSISZ WIERZYĆ!!! – recenzja filmu „Marzyciel”

Są filmy, które po obejrzeniu szybko zapominamy lub pamiętamy niektóre sceny, ale są też takie, które...


Japończyk w Czechach – rozmowa z Nori Sawą

W ciągu ostatnich kilkunastu dni Nori Sawa był w Japonii, Polsce (na żywo mogliśmy oglądać go 16. marca tego roku w...


Wrodzone talenty - jak rozwijać, a nie tłumić
Już od najmłodszych lat możemy zaobserwować między dziećmi wyraźne różnice indywidualne. Dotyczą one szybko...
Dzieci nie chcą iść wcześniej do szkoły
Zaczyna wchodzić w życie reforma edukacyjna. 5-latki mierzą się z zerówkami, a dzieci rok starsze zostaną p...
Przedszkolak uczy się języka obcego – co jest ważne, jak go wspomóc?
W dzisiejszych czasach nauka języka obcego zaczyna się przeważnie już w przedszkolu, albo nawet wcześniej. ...
Ratunku, moje dziecko się jąka!
Niepłynność w mowie małego dziecka to problem, który dotyka całą rodzinę. W jego skutecznym przezwyciężaniu...

Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.

Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka

Przyjaciel Wróżki Zębuszki

List do Świętego Mikołaja moje dzieci planują przynajmniej z półrocznym wyprzedzeniem. - I napiszemy, mamo, żeby Mikołaj mi przyniósł lizaka i lalkę, i koronę! - wylicza z (...)

Calineczka w Teatrze Guliwer w Warszawie