Udostępnij

Kiedy człowiek tak po kokardę zanurzony jest w swojej pracy... - rozmowa z Elżbietą Wasiuczyńską

Dodano: 2009-12-14

Staram się zawsze, żeby ilustracje oddawały nastrój tekstu. Jeśli bajka obfituje w dramatyczne wydarzenia, są w niej postacie groźne, złe, niepokojące - pokazuję to w ilustracjach - mówi Elżbieta Wasiuczyńska w rozmowie z Agnieszką Sikorską-Celejewską.

 

ASC: Chyba nie przesadzę, jeśli zaryzykuję stwierdzenie, że Pan Kuleczka z ferajną to najbardziej popularni bohaterowie naszej współczesnej literatury dziecięcej. Katastrofa i Pypeć, którzy zawiśli na ścianie w pokoju moich dzieci, są bez pudła rozpoznawani przez wszystkich gości...


EW: Bardzo nas z Wojciechem Widłakiem to zakuleczkowanie społeczeństwa cieszy. I niezmiennie zadziwia. Popularne są też dwie arcysympatyczne literackie dziewczyny - " Florka " Roksany Jędrzejewskiej Wróbel i Jony Jung i "Basia" Zosi Staneckiej i Marianny Oklejak.

 

Pan Kuleczka. Dom, Wojciech Widłak, il. Elżbieta Wasiuczyńska, wyd. Media Rodzina


ASC: Pisarze dziwią się, gdy ilustrator przedstawia im, jak wyglądają wymyślone przez nich postacie (wiem to od Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel). A jak Ty się czułaś, zobaczywszy po raz pierwszy Pana Kuleczkę w trójwymiarze (mam na myśli postacie robione przez Kasię B.)?


EW: Zareagowałam dosyć typowo, wydając z siebie dźwięk o wysokiej częstotliwości - jakieś ooooojeeeejjjuualeśliiiczne. Teraz, podpisując książki na targach, słyszę tę mantrę w wykonaniu niewiast od lat trzech do siedemdziesięciu paru. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że zrobienie takiej figurki kosztuje Kasię - Wirtuozkę Szydła - kilkanaście godzin pracy.
To nie był jednak pierwszy Kulka w trójwymiarze, jakiego zobaczyłam. Dostajemy z Wojtkiem od czytelników rozczulające, kulfoniaste wytwory plastelinowe i arcyprecyzyjne figurki z modeliny (mucha Bzyk Bzyk o rozstawie skrzydeł 1,5mm, lub oddany z chirurgiczną precyzją splot Pypciowego dywanika). Czytelnicy dają nam wydzieranki, portrety Pana Q. układane z małych kuleczek bibuły, malunki, Katastrofopodobne pluszaki, rysunki i opowiadania spięte w formę książki.
Te objawy sympatii czytelników sprawiają, że robienie książek dla dzieci jest najmilszym zawodem na świecie.

 

Pan Kuleczka - figurki

 

ASC: Z zazdrością patrzę na to, jak swoich bohaterów literackich traktują Szwedzi. Ale Wy też macie szczęście, bo dookoła Pana Kuleczki dużo się dzieje. Mamy kalendarze, obrazki, puzzle... i może jeszcze jakieś niespodzianki w zanadrzu?


EW: Z Beatą, właścicielką firmy "Kropka", która wydała puzzle i plakat z kuleczkowym alfabetem, myślimy o przytulance - Myszy Wiszy. Jest już przygotowany prototyp.


ASC: Kiedy oglądam niektóre z Twoich ilustracji, uderza mnie ich smutek. Ciemne odcienie, rozmazane, mało wyraziste twarze... Na przykład te w bajce o „Złotej rybce" lub „Panu Twardowskim" z kolekcji „Dziecka". Zastanawiam się, czy to zamierzony efekt, bo wydaje mi się, że Twoim ilustratorskim mottem przewodnim jest jednak ciepło i pogoda?


EW: Kiedy człowiek tak po kokardę zanurzony jest w swojej pracy, każdy wytwór ręki jest po trosze jego autoportretem. We mnie takie dryfowanie w stronę pogody i harmonii rzeczywiście jest. Staram się jednak ZAWSZE, żeby ilustracje oddawały nastrój tekstu. Jeśli bajka obfituje w dramatyczne wydarzenia, są w niej postacie groźne, złe, niepokojące - pokazuję to w ilustracjach.
Klasyczne bajki są tak naprawdę opowieścią o walce dobra ze złem. Jeśli przesłanie ma być klarowne dla dziecka, to zło trzeba nazwać po imieniu. Smutek osieroconego , opuszczonego , zagubionego bohatera trzeba nazwać smutkiem. Niesprawiedliwość - niesprawiedliwością. Inaczej wypaczy się sens tych historii. Jeśli Babę Jagę z bajki o Jasiu i Małgosi przedstawię li i jedynie jako ekscentryczną, sympatyczną babunię w szałowym domku, dziecko nie zrozumie, dlaczego musiała spłonąć w piecu. Jeśli imć Twardowskiego będzie nakłaniał do spisania cyrografu ciapowaty diabeł - poczciwina, mały czytelnik zostanie wpuszczony przeze mnie w maliny. Mogą to być urocze maliny, malownicze maliny, zabawne maliny, maliny milusie, słodziusie, ale malinami - błędnym wmanewrowaniem - pozostaną.

 

Pan Twardowski, il. Elżbieta Wasiuczyńska, kolekcja Dziecka


ASC: Twoja ostatnio wydana, autorska książka to: „Mój pierwszy alfabet". Czy zasiadając do pracy nad nią, poznałaś wszystkie „alfabetyczne" książki, czy też wolałaś nie zaglądać, aby móc się zdystansować?

 

EW: Nie mogę się oprzeć książkom i oglądam zachłannie wszystko, co mnie zaintryguje. Boję się rzeczywiście zapatrzenia w wizję kogoś lepszego ode mnie. Boję się bezwiednej kradzieży pomysłu. Czasem coś zachwycającego zostaje na dnie pamięci i można to odczytać jako własny pomysł, wprost kawałek siebie. Jednak kiedy dużo się pracuje, to nawet taką „pożyczkę" przetrawia się po swojemu.


ASC: Ciekawa jestem, jak dobierałaś przedmioty do narysowania przy okazji każdej literki. Dlaczego na „b" mamy bałwana, balon i biedronkę, a na „s" słońce, samochód, serce i słonia?


EW: Starałam się dobrać takie wyrazy, które nie mają synonimów, znane są nawet malutkim dzieciom, no i dają się przedstawić w uproszczonej graficznie formie. Chciałam też, żeby uważny maluch, bawiąc się książką, mógł łączyć wyrazy w grupy.
Są pojazdy: hulajnoga, rower, samochód, traktor, autobus; owoce: gruszka, jabłko, truskawka, arbuz; zwierzaki skrzydlate: łabędź, ważka, biedronka, motyl, dzięcioł; te, które żyją w wodzie: wieloryb, ośmiornica, rybki i te, które potrafią żyć i na lądzie i w wodzie: hipopotam, żaba, foka, łabędź. Można znaleźć w książce kilka instrumentów muzycznych: trąbkę, bębenek, flet, cymbałki.
Oczywiście rodzic może wprowadzać własne kryteria wyszukiwania - wymień największe i najmniejsze zwierzę; pokaż paluszkiem wszystko, co kojarzy się z jedzeniem; wymień z pamięci zwierzaki, które mają cztery nogi; znajdź na ilustracji jak najwięcej przedmiotów zaczynających się na tę sama literę itd.
To taki rodzaj książki, która dzięki inwencji rodziców, może rosnąć razem z czytelnikiem. Dzięki niej można trenować pamięć, spostrzegawczość, uczyć dziecko kojarzenia podobieństw, poszerzać wokabularzyk malucha. Co istotne dla najmłodszych - „Mój pierwszy alfabet" ma tekturowe, łatwo zmywalne sztywne kartki o zaokrąglonych rogach.

 

Mój pierwszy Alfabet, tekst i il. Elżbieta Wasiuczyńska, wyd. LektorKlett


ASC: Twoich małych czytelników powinna ucieszyć zapowiadana książka o autach i innych pojazdach. Czy jest już skończona?


EW: Zorientowałam się, że pośród wydziubdzianych w polarze żaglówek, łodzi podwodnych, rakiet kosmicznych i innych odlotowych helikopterów nie ma np. poczciwego pociągu, ani autobusu. Muszę to nadrobić. Mam nadzieję, że książka wyjdzie w przyszłym roku.

 

Planowana książka o pojazdach, il. Elżbieta Wasiuczyńska


ASC: Twoje ilustracje do „Królowej Śniegu" Andersena (wydanej niedawno przez Media Rodzina) to prawdziwe, zachwycające w każdym szczególe, pełne czaru i poezji dzieło sztuki. Wydaje mi się, że namalowanie czegoś takiego wymagało nawiązania z tekstem szczególnego kontaktu. Opowiesz nam, jak to było?

EW: Miałam dziką tremę przed tą pracą. Po raz pierwszy robiłam ilustracje skierowane do starszych dzieci. Tekst „Królowej Śniegu" niby znany i oczywisty, absolutnie mnie zaczarował. I wzruszył. To opowieść o dojrzewaniu. O trudnej drodze do samego siebie. Andersen dotyka lęku, właściwego chyba nam wszystkim - lęku przed utratą tych, których kochamy.
Gerda - jak na baśniową bohaterkę jest niezwykła - nie czeka w wieży, ni w szklanej trumience na księcia. Dzielnie walczy o swoje. Nie daje się zwieść ani zimnej, racjonalnej ocenie, ani konformizmowi, którym stara się ją obezwładnić Staruszka w ogrodzie, ani strachowi przed nieznanym. Gerda ufa, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. Idzie na sam kraniec świata, żeby odnaleźć część siebie - Kaja i jego zamrożone serce.
Ponieważ opowieść Andersena jest tak subtelna, wielowątkowa i niejednoznaczna, starałam się w ilustracjach dać dużo przestrzeni dla wyobraźni, przeczuć i interpretacji czytelnika. Ten tekst bowiem jest rodzajem zwierciadła - każdy zobaczy w nim siebie.

 

Królowa Śniegu, H. Ch. Andersen, il. Elżbieta Wasiuczyńska, wyd. Media Rodzina

ASC: Czy w tej chwili odbywają się lub są planowane wystawy, na których będzie można nasycić się Twoją twórczością?

EW: Do końca grudnia można oglądać moje prace w bibliotece w Radomiu.
W przyszłym roku razem z Agnieszką Żelewską, Ewą i Pawłem Pawlakami planujemy wystawy w Cieszynie i Zielonej Górze. Na pewno będziemy zapraszać Qlturalnych Gości, choćby przez blog http://polskailustracjadladzieci.blogspot.com.
Mamy nadzieję, że „Bakcyl sztuki" - akcja prowadzona przez Anię Łukasik, ruszy w Polskę.

 

ASC: Mam wrażenie, że jesteś nie tylko ilustratorką, ale też znawczynią i wielbicielką literatury dziecięcej...


EW: Znawczyni to za duże słowo. Jestem tylko MANIACZKĄ. Udręczona rodzina zamyka się przede mną w łazience, a ja próbuję jeszcze przez szybkę dopowiedzieć coś o pięknej książce, którą czytałam niedawno.


ASC: Czy Twoja praca to raczej udawanie się do wydawcy ze swoimi propozycjami, czy czekanie w domu na zlecenia?


EW: Realizowanie własnych pomysłów jest bardzo przyjemne, do takiej pracy trzeba mieć jednak spory komfort. Trzeba liczyć się z tym,że przez 2 - 3 miesiące nie będzie zarabiać się pieniędzy , że pomysł albo realizacja nie wypalą, albo nikt nie będzie chciał tego wydać. Ryzyko jest równie duże, jak frajda z robienia tego, co akurat tupie człowiekowi po głowie.


ASC: A może masz jakieś życzenie do dobrej Wróżki Ilustratorskiej?


EW: O Dobra Wróżko! Natchnij zacnego, hojnego wydawcę, żeby zlecił mi zilustrowanie wierszy Brzechwy. Natchnij i mnie, żebym zrobiła to dobrze.

 

Z Elżbietą Wasiuczyńską specjalnie dla czytelników portlu Qlturka.pl rozmawiała Agnieszka Sikorska-Celejewska

 

Elżbieta Wasiuczyńska, fot. Marek Łątkowski

fot. Marek Łątkowski

 

Elżbieta Wasiuczyńska studiowała na wydziałach malartwa i grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Utalentowana ilustratorka, laureatka licznych prestiżowych nagród i wyróżnień. Szczególną popularnością cieszą się ilustrowane przez nią opowiadania o Panu Kuleczce napisane przez Wojciecha Widłaka, a także książki z kolekcji "Dziecka". Ostatnio wydana, w pełni autorska książka to: „Mój pierwszy alfabet". Wkrótce możemy spodziewać się kolejnej - tym razem cieszyć oko będą materiałowe łodzie podwodne, rakiety kosmiczne i „odlotowe helikoptery".

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Ceramiczny baranek wielkanocny z Ceramic Fun

Zbliża się Wielkanoc i zapewne wiele dzieci będzie przygotowywać własnoręcznie wielkanocne ozdoby. Oto jedna z naszych...


Papierkowe robótki – Tuba na laurkę na Dzień Matki

Każdy artysta - mały i duży - powinien mieć tubę, w której przechowuje swoje dzieła. Oto krótki kursik, jak...


Z Urwiskowa - Króliczek z rolki

Króliczek, którego każdy może mieć w domu - wystarczy rolka po papierze toaletowym i dwie małe, sprawne rączki.


Konkurs Astry rozstrzygnięty. Poradnik "Rozwijaj talent dziecka" do czytania.

18 stycznia 2012 r. odbyło się wręczenie nagród laureatom Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego, realizowanego...


Kurs fotografii dziecięcej (cz. IV): O „łapaniu” dziecka w kadr

Dziecko jest trudnym modelem. Porusza się „lotem błyskawicy”, nie słucha twoich poleceń, szybko się nudzi, a...


Mały geniusz w dziecku
Każdy rodzic chce być dumny z osiągnięć swojej pociechy! Nasza rola nie polega jednak na „programowaniu gen...
Dzieci pod presją, czyli konformizm czterolatków – najnowsze badania
Kilkadziesiąt lat temu (dokładnie w 1953 roku) znany psycholog Salomon Ash przeprowadził jeden z najbardzie...
Pierwsze chwile w żłobku - jak ułatwić dziecku adaptację
I stało się – podjęliście decyzję, że wasze dziecko idzie do żłobka. Niezależnie od tego, czy jest to żłobe...
Napięcia emocjonalne u dzieci
Bardzo wielu dorosłych przeżywa napięcia emocjonalne i radzi sobie z nimi poprzez uprawianie sportu, jedzen...

Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.

Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola

Jak ustalić płeć dziecka?

Ustalenie płci obcego dziecka tylko z pozoru wydaje się rzeczą łatwą. Ileż razy każdemu z nas zdarzyło się wziąć synka sąsiadów za dziewczynkę, a na widok córki znajomego (...)

Rusz głową, czyli gimnastyka umysłowa dla przyszłych geniuszy