Nie od dziś wiadomo, że całkiem fajne instrumenty można sobie zrobić samemu w domu. Czynele z pokrywek od garnków, perkusję z garnków i łyżek, marakasy z butelek z grochem albo makaronem, grzechotki z puszek i ziaren, bęben z pudła, małe bębenki z pojemników po lodach czy dzwoneczki z filiżanek i łyżeczek - wszystko zależy od fantazji i zdolności rodziców i dzieci.
Dlatego do nowej odsłony akcji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Kup dziecku instrument [na gwiazdkę]" mam stosunek co najmniej sceptyczny.
Dziecko pozostawione samo sobie, nawet z super wypasioną miniaturową perkusją, bajecznie kolorowym fletem czy z migającym kolorowymi diodami keyboardem będzie bardzie grało na nerwach rodzicom niż - przez grę na zabawkowym instrumencie - rozwijało się muzycznie.
Zaproponujcie Państwo coś innego, podpowiem - wspólną, rodzinną, świąteczną orkiestrę. To dopiero będzie akcja! Mama z pudłem, tata z garnkami, a dzieci z puszkami, butelkami, pokrywkami, odnalezionymi w pokoju dziecięcym gwizdkami, szeleszczącą folią (po prezentach) i wszystkim, co wydaje ciekawe dźwięki. Wspólne śpiewanie i granie tradycyjnych kolęd, z improwizacją i żywiołowym hałasowaniem (sąsiedzi wybaczą) to chyba niezła alternatywa dla świąt przed telewizorem. Ambitniejsi mogą się wcielić w dyrygentów. Bardziej wstydliwi - cicho podpowiadać słowa. Niektóre kolędy aż się proszą o taki domowy akompaniament, jak moja ulubiona:
Chrystus się rodzi, nas oswobodzi,
Anieli grają, króle witają,
pasterze śpiewają, bydlęta klękają,
cuda, cuda ogłaszają!
Akcja tania, łatwa do wcielenia w życie i bez ryzyka, że po uprzątnięciu choinki drogie muzyczne gadżety zostaną rzucone w kąt.
Muzyka rozwija - bawcie się nią wspólnie, zwłaszcza w święta.
Katarzyna Czarnecka
melomanka, językoznawca, mama
właścicielka Klubu Edukacji Muzycznej „DO-RE-MI-FA"
www.doremifa.eu

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
Jeżeli czytaliście moje felietony, to wiecie, że jestem dziadkiem. Prawda, że nie wyglądam? Chciałem tak sobie trochę powspominać, trochę pozazdrościć, a może coś doradzić? (...)