W ramach odbywającego się w tym roku 54. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej "Warszawska Jesień", po raz pierwszy przygotowany został także program dla najmłodszych. "Mała Warszawska Jesień" była okazją do spotkania z muzyką współczesną, ale także świetnej zabawy.

Widać, że instalacja Melodeusz jest naprawdę dla dzieci
(fot. Grzegorz Mart)
Inauguracja Małej Warszawskiej Jesieni odbyła się 16. września w Starej Kordegardzie w Łazienkach Królewskich, gdzie na dzieci czekała instalacja dźwiękowa przygotowana przez Patryka Zakrockiego, zatytułowana Melodeusz (instalację można odwiedzać do 25. września w godz. 9.00-18.00).

Jarosław Siwiński

Leszek Lorent
Pierwszy dzień Festiwalu upłynął pod znakiem "Dominobajek", stworzonych przez Jarosława Siwińskiego. Zgromadzona publiczność nie tylko słuchała, ale też aktywnie uczestniczyła w komponowaniu utworów, składając ze sobą, jak kostki domina, poszczególne elementy.

W muzyczną zabawę zaangażowane były nie tylko dzieci
Dzieci wraz z rodzicami tupały, klaskały, gwizdały i wydawały odgłosy skrzypiących drzwi. Na koniec najmłodsi mieli okazję doświadczyć, jak to jest stać na scenie i grać na prawdziwych instrumentach. I szkoda tylko, że nie mieliśmy okazji zobaczyć nieco dłuższego popisu wirtuozerii Leksza Lorenta, grającego na instrumentach perkusyjnych.

Nie codziennie zdarza się okazja, by zagrać na ksylofonie
Naprawdę dużo się działo w Studiu Tęcza, gdzie przygotowano dla dzieci dwa wydarzenia, następujące jedno po drugim. Na początek zgromadzeni wysłuchali opery radiowej "Przygody Sindbada Żeglarza". Nienajlepsza jakość dźwięku sprawiła, że nie tylko najmłodsi mieli problemy ze zrozumieniem tekstu, co za tym idzie - treści. Sytuację uratowała niezwykła, hipnotyzująca wręcz wizualizacja, która pozwoliła na utrzymanie skupienia.

Za to to, co działo się po przerwie, wzbudziło ogromny entuzjazm publiczności, która stała się częścią wydarzenia.

Michał Moc, zespół Ritmodelia oraz dwoje wiolonczelistów porwali dzieci do niezwykłej muzycznej zabawy w krainie S.A.N.D.

Pierwszym zadaniem było przejście litery S (wyklejonej na podłodze), na której od czasu do czasu znajdowały się przeszkody w postaci śpiących strażników - obudzić mogło ich syczenie.

Mali uczestnicy świetnie radzili sobie z pokonaniem trasy
Po pokonaniu S, uczestnicy zabawy docierali do A - w tej części krainy S.A.N.D. zadanie polegało na tym, by obudzić zasypiających muzyków, tym razem dźwiękiem "aaaa".

Zasypiali wszyscy - wiolonczele i instrumenty perkusyjne - tylko dzieci entuzjastycznie walczyły o to, by muzyka grała.

Wśród instrumentów były i takie, których nazw nie znali nawet dorośli zgromadzeni w sali.
Przedostatnia litera - N, wpuszczała dzieci do środka, po warunkiem, że wystukały na bębnach odpowiedni rytm. W nagrodę mogły wysłuchać melodii zagranej na instrumentach perkusyjnych, umieszczonych wysoko pod sufitem.

Zlokalizowana niemal pod sufitem perkusja robiła duże wrażenie
Później wszyscy trafili do litery D, która umożliwiła dzieciom wcielenie się w rolę kompozytorów. Z otrzymanych wcześniej kartek z nutami (jedna duża nuta, kilka mniejszych nutek), ułożyły melodię, odegraną później przez muzyków zespołu Ritmodelia.

Bliskość muzyków była dla dzieci fascynująca...
A na koniec - wspólny finał. Wraz z autorem i animatorem projektu, dzieci zakończyły szalony występ zespołu, wykrzykując wspólnie "S.A.N.D".

Dzięki pomocy prowadzącego okrzyk był wyjątkowo głośny i równy.
Jeszcze jednym elementem Małej Warszawskiej Jesieni będzie koncert z udziałem dzieci, przygotowany na podstawie zbioru utworów spielBar (23. i 24.09.2011, godz. 17.30 w Królikarni).
Na półmetku pierwszej edycji Małej Warszawskiej Jesieni pokuszę się już o pewne podsumowanie, bo to, co widziałam, utwierdziło mnie w przekonaniu, że wydarzenia tego typu są potrzebne. Z jednej strony - zgromadzone dzieci naprawdę dobrze się bawiły, uczestnicząc aktywnie w projektach; miały okazję zetknąć się z muzyką współczesną. Z drugiej zaś, dzieci tych było niewiele, co wynika, moim zdaniem, nie tylko z tego, że nowego Festiwalu nie udało się jeszcze wypromować, ale również z faktu, iż pojęcie "muzyka współczesna" kojarzy się wielu z czymś zarezerwowanym dla koneserów.
Warto pomyśleć o inicjatywie, która ideę "zderzania" dzieci z różnymi gatunkami muzycznymi będzie promować przez cały rok, tak by kolejna odsłona Małej Warszawskiej Jesieni odbywała się przy salach pękających w szwach.
Ewa Świerżewska
fot. Ewa i Łukasz Świerżewscy
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.
Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.
Usłyszałam ostatnio, że kiedy dziecko płacze i prosi o pomoc, nie należy mu ulegać i biec na ratunek, „bo jest sprytne i wymusza różne rzeczy, terroryzując rodziców. Lepiej (...)