Udostępnij

Maluch w Operze - pomysł dobry, ale...

Dodano: 2010-03-03

Ponad miesiąc czekaliśmy na to wydarzenie. Bilety trzeba zamawiać z dużym wyprzedzeniem, ponieważ często ich brakuje. Wreszcie nadszedł upragniony dzień. Spodziewałam się jakiegoś przełomu, nagłego „odkrycia" świata muzyki przez moje dziecko (choć ma z nim do czynienia każdego dnia), pełnego zaangażowania i radości z nowego doświadczenia przede wszystkim. Tymczasem spotkało nas wielkie rozczarowanie. Zresztą, nie tylko nas...


A chodzi o zajęcia dla najmłodszych (od wieku płodowego do 3 lat), jakie odbywają się pod nazwą „Maluch w Operze" w Operze na Zamku w Szczecinie. Relacjonuję to wydarzenie z trojakiej perspektywy: mamy z 1,5-rocznym dzieckiem, kobiety w ciąży i zewnętrznego obserwatora, jakim przez połowę czasu spędzonego w Operze starałam się być.

 

Maluch w Operze na Zamku w Szczecinie


Spotkanie podzielone jest na dwie części: koncert i warsztaty.


KONCERT: to 8 krótkich utworów muzyki klasycznej na flet i fortepian. Wykonane poprawnie, ale w pośpiechu (który akurat w tej sytuacji był wskazany). Całość, trwająca pół godziny, okazała się za długa dla najmłodszych odbiorców. Po trzecim utworze część dzieci była już wyraźnie znudzona.

 

Maluch w Operze na Zamku w Szczecinie


SALA: trudno powiedzieć, by była dostosowana do tego typu zajęć. Przede wszystkim jest za mała. To wyodrębniona część holu, z małym podestem u jego końca. Na chłodnej posadzce położono cienką, szorstką wykładzinę. Plusem są duże poduszki, na których dzieci mogą się położyć lub usiąść. Kanty ścian czy parapetów w żaden sposób nie zostały zabezpieczone. Nie mówiąc już o warunkach dla kobiet w ciąży: mają do wyboru albo niewygodne krzesło (ustawione dość daleko od sceny), albo podłogę. Organizatorzy poinformowali, że kobiety karmiące piersią mogą podczas przerwy schronić się ze swoimi pociechami na... półpiętrze, na którym nie ma choćby jednego krzesła czy ławki!

 

Maluch w Operze na Zamku w Szczecinie


WARSZTATY: prowadzącymi byli pani Zofia i pan Jakub. Kobieta grała główne skrzypce w tym duecie, a pan był właściwie jej pomocnikiem. Jednakże trudno stwierdzić, czy to brak przygotowania z jego, czy zbyt wybujała improwizacja z jej strony powodowała, że stanowili bardzo niezgrany zespół. Prowadząc zajęcia polegające na śpiewie, klaskaniu i wykonywaniu prostych ruchów, nie potrafili przekazać spójnego komunikatu. Tylko kobieta miała mikrofon, więc głos mężczyzny pobrzmiewał w tle jak echo, które zgubiło swoją ścieżkę, bo też i melodie wyśpiewywane teoretycznie w tym samym czasie, bywały rozbieżne. To samo działo się z ich ruchami. Założenie było takie, iż to rodzice pokazują dzieciom, co mają robić. Tymczasem zajęcia prowadzono zbyt szybko, a komunikaty były tak niejasne, że niewielu rodziców było w stanie się zaangażować, toteż po pierwszych nieudanych próbach właściwie zrezygnowali wszyscy. Dzieci w tym chaosie również nie wiedziały, co mają robić. Nie zapominajmy o ich wieku - nie są przyzwyczajone do przedszkolnego trybu. Główny mój zarzut jest taki, że na taką ilość osób (ok. 20 dzieci i 35 dorosłych) dwóch prowadzących to stanowczo za mało. Ale też i sala musiałaby być inna.

 

Maluch w Operze na Zamku w Szczecinie


ORGANIZACJA: w tym przedsięwzięciu zdecydowanie organizatorzy postawili na ilość, a nie na jakość. Jak już wspomniałam, było stanowczo za dużo uczestników w stosunku do wielkości sali i możliwości prowadzących. W tak dużej grupie brakowało skupienia zarówno u dzieci, jak i rodziców, nie mówiąc już o bezskutecznych próbach zaangażowania maluchów do wspólnej zabawy. Brakowało miejsca na swobodne poruszanie się, choć było ono założeniem warsztatów. Niewiele dzieci zdecydowało się na oddalenie od mamy czy taty (w zajęciach warsztatowych mogło wziąć udział tylko jedno z rodziców, reszta musiała zająć miejsca na krzesłach usytuowanych poza przestrzenią gry). Zajęcia rozpoczęły się z 10-cio minutowym opóźnieniem, przy czym byłam świadkiem, jak osoby przychodzące na kolejne zajęcia już przy wejściu strofowano za 2-3 minutowe spóźnienie i wzywano panią kierowniczkę, by zezwoliła im na uczestnictwo. Cała sytuacja wydała mi się mocno absurdalna, ponieważ jak wspomniałam, sami organizatorzy nie byli punktualni, a po drugie, wydarzenie nie miało miejsca w zamkniętej sali, więc dyskretne dołączenie do grupy nie powinno nikomu przeszkadzać. Organizatorzy powinni sobie zdawać sprawę, że z tak małymi dziećmi nie zawsze da się wszystko zaplanować i zdążyć na czas.


TEORIA A PRAKTYKA: w ulotce dołączonej do zajęć można przeczytać, że „dedykowane są one kobietom w ciąży oraz mamom [!!! A gdzie ojcowie?!] z niemowlętami i dziećmi do lat 3. Inspiracją do warsztatów była teoria uczenia się muzyki prof. Erwina E. Gordona, według której dzieci słuchające muzyki w łonie mamy lub w początkowym okresie życia mają lepiej rozwinięte zdolności. Nie mam nic przeciwko teorii pana Gordona, bo im wcześniej zapozna się dziecko ze światem muzyki, tym lepiej, jednak mam uwagi do jej interpretacji przeprowadzonej przez organizatorów przedsięwzięcia. Proszę wybaczyć, ale jako kobieta w ciąży potrafię sobie stworzyć lepsze warunki do słuchania muzyki czy to w domu, czy po prostu na koncercie z prawdziwego zdarzenia. Jeśli zaś chodzi o niemowlęta, to koncertu, owszem, mogły wysłuchać, ale już w zajęciach ruchowych nie mogły same uczestniczyć. Starsze dzieci, nienawykłe do takiej formy, również niewiele skorzystały. Oprócz tego w ulotce widnieje 7 zasad, których należy przestrzegać podczas zajęć. Niektóre są słuszne, jak na przykład „nie korzystamy z telefonów", co jest oczywiste, ale kilka wydaje mi się niedorzecznych, jak „nie poimy dzieci podczas koncertu". Każdy, kto ma dziecko wie, że potrzeba fizjologiczna małego człowieka powinna być natychmiast spełniona, a dodać trzeba, że w sali było ciepło i duszno, więc spragnionych nie brakowało. Punkt numer 1: „Przychodzimy 10 minut przed rozpoczęciem zajęć..." traci swój sens w momencie otrzymania tej broszurki. O takich rzeczach powinno się informować przy rezerwacji biletów. Akurat to spotkanie, o którym piszę, zatytułowane było „Ptaki", tyle że z ptakami (poza jednym ćwiczeniem z piórkami) miało niewiele wspólnego. I tak dalej, i tak dalej...

 

Nie chcę zanudzać czytelników wytykaniem kolejnych wad lutowego spotkania w Operze. Każdy, kto się jeszcze nie zraził, powinien sam sprawdzić, czy mam rację. Okazja nadarzy się już 21 marca, a następna 18 kwietnia. Dla zainteresowanych tematem Opera oferuje jeszcze książkę pod tym samym, co nazwa cyklu, tytułem, która „stanowi uzupełnienie wiedzy".

 

Podobnego typu zajęcia odbywają się w innych miastach Polski. Może ktoś zechce podzielić się swoimi spostrzeżeniami?


tekst i fot. Agata Hołubowska*

Relacja z koncertu i warsztatu - Opera na Zamku w Szczecinie, 28.02.2010

 

*Agata Hołubowska (ur.1981) - z wykształcenia teatralog i etnolog, z zamiłowania podróżniczka i fotograf-amator, a z potrzeby mama i zagorzała czytelniczka dziecięcych książek.

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Rozbudzanie wyobraźni przez muzykę - Kate Bush

Przesłuchując dyskografię Kate Bush, natknęłam się na delikatne, zwiewne piosenki o miłości, melodie podszyte mrocznym...


Muzyka - magiczna, organizacja – fatalna - recenzja koncertu "Magiczna Muzyka Disneya"

Artystyczny poziom imprezy nie budzi zastrzeżeń - dzieciaki słuchały symfonicznego wykonania ulubionych przebojów z...


Pierwszy teledysk zespołu PLOOM

Najważniejsze w życiu to rozwijać swoje pasje, realizować marzenia i nigdy nie stać w miejscu, chyba że na krótkie...


Ambitnie i różnorodnie – recenzja płyty „Dzieci lubią jazz”

Czy dzieci lubią jazz? Ha! Z tą płytą można się o tym przekonać. Gosia Szmuda z zespołem Jazz dla Dzieci stworzyła...


Pośpiewaj mi babciu, pośpiewaj mi dziadku - recenzja płyty "Tulibabcia tulidziadek"

Przede mną płyta "Tulibabcia Tulidziadek" z kołysankami z różnych regionów Polski, sięgających do...


Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.

Edyta Sudoł, specjalista PR

OFF TOPIC - Polański w piekle

W trakcie dyskusji nad aresztowaniem Romana Polańskiego ujawniły się dwa wyraziste obozy. Pierwszy to ci, którzy z dziką satysfakcją komentują jego uwięzienie jako tryumf (...)

A ja nie chcę spać!