Udostępnij

Dziecięcy koncert roku, czyli jeszcze o Piccolo Coro... w Zabrzu

Dodano: 2010-05-28

Jak to nigdy w życiu nie wiadomo, kto nam zrobi dobrze! Mi zrobili dobrze organizatorzy III Metropolitalnego Święta Rodziny, zapraszając na inaugurację obchodów owego święta boloński chór dziecięcy Piccolo Coro „Mariele Ventre" dell' Antoniano. Zresztą, sądząc po reakcjach publiczności wypełniającej szczelnie salę zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca, zrobili dobrze nie tylko mi.


Zabawy nie zepsuły nawet przemówienia lokalnych polityków i dostojników kościelnych, gdyż dostojnicy przemawiali krótko, a politycy starali się zrobić dobre wrażenie przed wyborami. Dlatego jestem winny organizatorom koncertu wielkie podziękowania. Sprowadzenie 40-osobowego chóru dziecięcego na jeden jedyny koncert to nie jest łatwe ani tanie przedsięwzięcie (trzeba pamiętać, że dzieci podróżują z rodzicami, więc wszystkie koszty mnoży się przez dwa). Od dziewięciu lat nie dokonał tego nikt w Polsce i już powoli traciłem nadzieję, że Piccolo Coro... jeszcze kiedyś zawita do naszego kraju, a tu proszę: przyjechali, a właściwie przylecieli! W pewnym sensie to jest nawet logiczne, że przylecieli, bo śpiewają jak anioły, więc może i mają skrzydła, kto ich tam wie.


Zaczęli od dynamicznego „Il Katalicammello", którym natychmiast rozruszali publiczność ciekawie czekającą na występ. Ciekawość była uzasadniona. Kiedy chór dziecięcy przypomina się z koncertem po dziewięciu latach nieobecności, to jest to już zupełnie inny chór, tamte dzieci przecież urosły i odeszły, na ich miejsce przyszły nowe. Ale w przypadku Piccolo Coro... to nie gra większej roli. Wysoka jakość śpiewu i klarowna idea przyświecająca doborowi piosenek sprawiają, że zawsze obcujemy z oryginałem. Dyrygentka Sabrina Simoni kontynuuje dzieło założycielki chóru, Mariele Ventre (1939 - 1995) i robi to coraz lepiej, coraz pewniej, teraz to jest już jej chór i to słychać.


Numerem dwa na koncercie była piosenka pochodząca z ostatniego, 52. festiwalu Zecchino d'oro pod tytułem „Messer Galileo". Gospodarze koncertu dedykowali ten utwór śp. senator Krystynie Bochenek, honorowej patronce Święta Rodziny.


„Heal the world" z repertuaru Michaela Jacksona to żelazny punkt wielu koncertów Piccolo Coro. Tak było i tym razem, zaśpiewali to pięknie, przejmująco, prawdziwie, jestem pewien, że tak właśnie wyobrażał sobie brzmienie tego utworu jego twórca.


Po tym krótkim wyciszeniu mali bolończycy zafundowali nam wiązankę swoich wielkich przebojów z ostatnich kilku lat, i tutaj zrobiło mi się smutno. Ale nie z powodu przebojów, te są wyśmienite, z wykopem, z humorem i z melodią, której nie powstydziłby się McCartney. Zrobiło mi się smutno na myśl, że włoskie dzieci otrzymują co roku w prezencie od Piccolo Coro... płytę z 14 piosenkami, z których co najmniej połowa jest mocno zaraźliwa, podczas gdy polskie dzieci od 20 lat muszą nucić „Ogórka" i „Puszka okruszka", bo nikt nic lepszego od tamtego czasu nie stworzył, a jeśli stworzył, to szeroka publiczność o tym nie wie. Polacy to w ogóle naród mało muzykalny, nie śpiewamy, a piosenka dziecięca jest u nas traktowana szczególnie po macoszemu. Wiem trochę o tym, bo kupuję na bieżąco niszowe płyty wydawane przez różne zespoły wokalne działające przy domach kultury. Poza unikalnym w skali kraju szczecińskim Arfikiem nie ma na czym ucha zawiesić, poziom tekstów tych zespołów jest na poziomie osiedlowego kółka poetyckiego, poziom kompozycji przypomina wczesne dokonania Modern Talking, tak że smutek towarzyszący kontemplacji tych dokonań jest uczuciem całkowicie uzasadnionym. Tym bardziej dziwi mnie, że Piccolo Coro... jest zapraszane do Polski tak rzadko, można się od nich naprawdę nauczyć, na czym polega dobra, nowoczesna piosenka dziecięca.


Po wielkich, włoskich przebojach takich jak „Il coccodrillo come fa" czy „Le tagliatelle di nonna Pina" (dzieciaki lubią śpiewać o jedzeniu) przyszła kolej na jedną z ciekawszych piosenek z 52 Zecchino d'Oro. Mam na myśli bułgarską kompozycję „La danza di Rosinka", która w Zabrzu przybrała formę rozbudowanego, muzycznego spektaklu, wprawiając publiczność w lekkie osłupienie. A więc tak też może wyglądać piosenka dziecięca? A więc piosenka dziecięca nie musi opowiadać wyłącznie o mamie lub dniu nauczyciela? A więc jest w piosence dziecięcej miejsce na trudne frazy, regionalne zaśpiewy i zmiany tempa, których nie powstydziłby się wczesny Marillion? Wow!


Koncert Piccolo Coro... zakończył ich największy polski przebój, czyli „Nella vecchia fattoria" w nowej, swingującej aranżacji muzycznej - muszę przyznać, że słabszej od tej znanej z płyt wydanych kiedyś przez Wifon. Niestety, stojąca owacja zafundowana bolończykom przez publiczność nie przekonała ich do bisów. Na usprawiedliwienie chóru mogę powiedzieć, że wyłapanie czterdziestki dzieci, które zdążyły zejść ze sceny i rozbiec się po kulisach Domu Muzyki i Tańca, to nie jest łatwa sprawa.

 

Rafał Witek

 

Zobacz fotoreportaż z koncertu

drukuj powrót
poleć artykuł

Warto przeczytać

Miejsca w sercu - Rozmowa z Sabriną Simoni, dyrygentką chóru dziecięcego Piccolo Coro dell’ Antoniano

Wielkimi krokami zbliża się listopad. W Polsce ten miesiąc jest paskudny, dlatego warto rozważyć wypad do Bolonii, gdzie w...


Dziecięca Beatlemania!

Zbiorową histerię fanów, do której dochodziło na koncertach The Beatles w latach sześćdziesiątych, mogę...


Kiedy gramy, to na maksa - recenzja koncertu „Piosenki do grania na nosie"

Zawsze się zastanawiam, czemu koncerty grywa się w przestrzeni z siedzącą widownią. Od kiedy jazz pojawia się w...


Gimnastyczne, ale czy arcymuzyczne? - recenzja płyty "Gimnastyczne figle arcymuzyczne"

Rozbudzenie w dziecku zamiłowania do ruchu przy akompaniamencie muzyki i śpiewu to nie lada sztuka. A jeśli dodać do tego...


Co płynie z muzyki - o roli dźwięków w życiu człowieka

Chyba nikt z nas nie potrafi wyobrazić sobie życia bez muzyki. Gdziekolwiek się nie znajdujemy, zewsząd otaczają nas...


Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.

Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców

Impresje na temat DZIECKO - Istota rozumna

Mój syn miał wtedy zaledwie kilka miesięcy. Zestresowana czekałam przed gabinetem lekarskim na szczepienie. Obok mnie zbierali się do wyjścia rodzice dwunastomiesięcznej dziewczynki. (...)

Dziewczynka z fotografii