Niepostrzeżenie zakradają się na początku grudnia, czasem wcześniej - razem z pierwszym śniegiem. Najpierw cichutko, że niby musimy przez chwilkę posłuchać, bo zapomnieliśmy trzeciej zwrotki. A to znowu sprawdzamy, czy płyta się nie zatarła, a potem już brakuje wymówek. I choć do świąt jeszcze parę tygodni, u nas - kolędowanie pełną parą.
Franc lubi kolędy w wykonaniu dzieci, zwłaszcza śpiewane przez "Arkę Noego", ale też takie na ludową nutę, jak u Pospieszalskich i Steczkowskich: głośne, krzykliwe, żywiołowe i pełne serca. Jest miłośnikiem wszelkich „gwizduszek", a tam mnóstwo brzmiących w tle flecików i piszczałek. Układając klocki, pokrzykuje od czasu do czasu: "Glolia, glolia, glolia!!!".
Nati z kolei woli te kołysankowe, o utulaniu Pana Jezuska do snu, bujaniu, sianku, chustkach - w dodatku najlepiej śpiewane kobiecym głosem. I żeby się dało powtarzać, jak "Lili lili laj" albo "Śpiewajcie i grajcie Mu"... Jako że uwielbia też przebieranki, zaraz wciela się w Matkę Boską (welon z niebieskiej spódnicy, a jakże), łapie bobaska i mamy na sofie jasełka.
Ostatnio oboje odkryli możliwość śpiewania z podziałem na role albo przynajmniej na frazy, do czego świetnie nadaje się choćby kolęda "Anioł pasterzom mówił". Ale i tak próby muzycznego dialogowania ostatecznie kończą się śpiewem chóralnym (nie do końca zgodnym, bo takie ładne, że każdy chce śpiewać jak najgłośniej). Do łez doprowadzają nas przy tym ich cudne językowe przekręty - "plastuszek bosy" (oczywiście wpływ Plastusia, tego z Pamiętnika) czy "pała na wysokości", dziedziczona z pokolenia na pokolenie.
Jeszcze tylko wielki finałowy koncert w Wigilię - na sześć głosów (w tym dwa kocie), pianino, gitarę, bębenek, harmonijki ustne i co kto znajdzie - a potem... zmiana repertuaru.
I choć upodobania z roku na rok inne, z niektórych pastorałek i kolęd po prostu się wyrasta (nieodżałowana "Kaczka pstra"), inne zaczynają się gorzej kojarzyć (jak wałkowana na lekcjach fortepianu "Lulajże, Jezuniu"), jestem pewna, że już za rok, gdzieś w okolicach grudnia, a może z pierwszym śniegiem... Hej, kolęda, kolęda!
Katarzyna Czarnecka
melomanka, językoznawca, mama
właścicielka Klubu Edukacji Muzycznej „DO-RE-MI-FA"
www.doremifa.eu

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)
„Nie miałyście guwernantki! Jak to możliwe? (…) W życiu o czymś takim nie słyszałam” – woła zgorszona lady Catherine de Bourght w rozmowie z Elizabeth Bennet. To (...)