Udostępnij

To jest prawdziwa przygoda – rozmowa ze Sławomirem Ortylem

Dodano: 2012-02-12

Odwołuję się do własnej intuicji i obserwacji reakcji uczestników. Nie kreuję siebie na osobę nieomylną, bo to z pewnością wywoływałoby w dzieciach poczucie braku wiedzy. Jestem bardzo zwyczajny. Sądzę, że do nauczania dzieci bardziej jest potrzebny szacunek do nich i otwarcie na ich świat, niż odpowiedni kierunek studiów mówi Sławomir Ortyl, rektor Universytetu Świata w rozmowie z Agatą Hołubowską.


Agata Hołubowska: Jest Pan rektorem Universytetu Świata. Proszę się przedstawić czytelnikom Qlturki.


Sławomir Ortyl: Jesteśmy wyjątkowym uniwersytetem, bo kadra edukatorów nie ma tytułów, nasi studenci znają nas z imienia. Dla dzieci jestem po prostu panem Sławkiem. Czasami mówiłem dzieciom, że nazywam się Sławomir Ortyl, ale oficjalny ton budził wśród uczestników zdziwienie. Myślę, że dla nich wiedza o tym, że jestem kulturoznawcą i poetą jest zupełnie nieistotna. Bardziej liczą się historie, które im czasami przemycam, np. o moim dzieciństwie na wsi, o tym, jak moja prababcia, wychowana jeszcze pod pruskim zaborem, dbała o czystość, o mojej mamie, która czytała mi na dobranoc historie z Biblii Gdańskiej, o niecodziennych pomysłach mojej babci, której zawdzięczam nietypowe podejście do edukacji.

 

AH: Nietypowe podejście do edukacji stosowane przez babcię? Poproszę o szczegóły.


SO: Z długiej listy jej "edukacyjnych" umiejętności wspomnę o dwóch. Moja babcia Balbina była mistrzynią budowania iluzji. Potrafiła przed nami, wnukami, wcielać się w różne role. Czasami przebierała się za księżniczkę, innym razem występowała w charakterze czarownicy. Oczywiście głównym celem takiego teatrzyku było osiągnięcie naszego posłuszeństwa. Dla mnie, dziecka wychowywanego w domu, do okien którego podchodził las, były to wielkie przeżycia. Babcia, której dzięki przebraniu oczywiście nie rozpoznawaliśmy, sprawiała, że żyliśmy na granicy światów - rzeczywistego i baśniowego. W ten sposób z pewnością kształtowała również naszą wyobraźnię.
Inny jej talent polegał na umiejętności cytowania z pamięci wielu utworów, w tym na przykład Powrotu taty Adama Mickiewicza oraz na opowiadaniu bajek. Miała niezwykły dar budowania nastroju, wywoływania obrazów i emocji. Z pewnością rozwijała w ten sposób naszą wrażliwość, którą sama posiadała i ceniła u innych ludzi. Bardzo często perypetie bajkowych bohaterów w jej wykonaniu doprowadzały mnie do łez.


AH: Kiedy powstał Universytet Świata i z jakiej potrzeby się narodził?


SO: Universytet Świata jest prywatną inicjatywą, działa na terenie Wrocławia od marca 2010 roku. Najważniejszym powodem jego powstania była chęć dzielenia się swoimi pasjami z najmłodszymi mieszkańcami naszego miasta.

 

AH: Jest to uniwersytet wyjątkowy z co najmniej dwóch powodów: kształci najmłodszych studentów świata (już od 3 lat) oraz nie ma swojej stałej siedziby. Co jeszcze świadczy o jego niezwykłości?


SO: Z pewnością niecodzienna jest także specyfika naszych zajęć. Dzieci mają bezpośredni kontakt z zabytkami i dziełami sztuki. Poza tym warto wspomnieć o niesamowitej atmosferze, którą wytwarzają osoby prowadzące i uczestnicy. Nie można również pominąć i tego, że zajęcia są prowadzone w niekonwencjonalny sposób. Dzięki wypracowanym przez nas metodom nawet bardzo trudne tematy stają się pasjonujące, a wiadomości łatwe do zapamiętania. To nie są zwyczajne zajęcia na terenie muzeum bądź zwiedzanie miasta, lecz prawdziwa przygoda.

S. Ortyl1


AH: Universytet działa we Wrocławiu, co wpływa na specyfikę wielu zajęć. Czy Pana celem jest zaszczepienie w dzieciach miłości do tego pięknego miasta?


SO: Tak, jednym z celów, jaki sobie stawia Universytet, jest upowszechnianie wrocławskich zabytków i zbiorów muzealnych. Pamiętam, że gdy w wieku 7 lat zamieszkałem we Wrocławiu, to czułem się tu bardzo obco. Długo tęskniłem za swoim miasteczkiem nad Wisłą, lasem i polami. Myślę, że wynikało to z tego, że w przeciwieństwie do Wrocławia, znałem tamten świat. Zajęcia Universytetu dają dzieciom szansę na poznanie Wrocławia, a przez to na pokochanie tego miasta i wrośnięcie w region.


AH: Wymieniam na wyrywki: wrocławskie krasnale, starożytny Egipt, eksperymenty optyczne w sztuce, wiosna, wrocławskie legendy, historia architektury, sztuka ludowa, Biblia, życie w dawnym Wrocławiu, święta, symbolika... - to tylko niektóre podejmowane na zajęciach tematy. Ich tematyka jest bardzo różnorodna. Skąd czerpie Pan pomysły na kolejne?


SO: Zarówno ja, jak i inne osoby prowadzące zajęcia, po prostu dzielimy się swoją wiedzą wynikającą z zainteresowań, wykształcenia i pracy zawodowej. Nie jesteśmy kadrą, której średnia wieku wynosi 20 lat. Nasza średnia jest znacznie wyższa. W przypadku Universytetu ma to duże plusy. Człowiek w ciągu życia zdobywa doświadczenie, wiedzę, rozwija się. Osoby prowadzące zajęcia dzielą się tym, co w sobie nagromadziły.

 

AH: Zajęcia odbywają się w kilku wrocławskich muzeach. Co decyduje o tym, że zajęcia odbywają się w danym miejscu?


SO: Każde miejsce ma inną atmosferę, budują ją: światło, zapach, architektura, zbiory. Ta odmienność jest inspiracją, daje szansę na przeprowadzenie różnych tematów zajęć.

S. Ortyl2


AH: Na czym polegają zajęcia?


SO: Przede wszystkim na przekazywaniu wiedzy poprzez zabytki miasta i zbiory muzealne. Zajęcia łączą elementy parateatralne, pantomimiczne, plastyczne i muzyczne. Prowadzone są z wykorzystaniem map, rebusów, puzzli, zagadek i przeróżnych zadań do wykonania

 

AH: Czego mogą się nauczyć na nich dzieci? Jak reagują?

 

SO: Nasze zajęcia stwarzają dzieciom szansę na rozwój własnej kreatywności, uczenia się nowych rzeczy i nawiązywania kontaktów z ludźmi. Stanowią dla dzieci dużą szansę na poznanie historii, kultury, uczą patrzenia na dzieło sztuki, poszerzają wiedzę. Dzieci uczęszczające na nasze zajęcia mają szansę na wczesny kontakt z dziełami sztuki, co z pewnością korzystnie wpływa na ich rozwój, przyczynia się do sukcesów szkolnych, a potem życiowych.
Reakcje dzieci są uzależnione od tematu zajęć, czasami są zdziwione, innym razem zachwycone, niekiedy komentują to, co się dzieje. Wyrażają też swoje opinie. Ostatnio na przykład chłopiec o imieniu Tymon, który na zajęcia przychodzi z dziadkiem, powiedział do swoich rodziców, że to jest lepsze od wyjazdu do lasu.

S.Ortyl3


AH: Czy ma Pan stałych studentów, którzy są obecni w każdą sobotę już np. od kilku lat?


SO: Tak, jest wielu takich studentów. Od wielu dostaję życzenia, prace plastyczne, a nawet pyszne własnoręcznie przez nich upieczone ciasteczka.


AH: Nie prowadzi Pan zajęć sam - czasem prowadzą je np. pedagodzy lub historycy sztuki. Jak znajduje Pan osoby do współpracy? Proszę je krótko przedstawić.


SO: Dobór osób do prowadzenia zajęć nie jest przypadkowy. Są to osoby, które po prostu poznałem w swoim życiu. Znam ich zainteresowania, mogę na nich polegać i wiem, że lubią pracę z dziećmi. Proszę zauważyć, że przekazujemy specjalistyczną wiedzę małym dzieciom. Osoby prowadzące zajęcia muszą więc być kompetentne merytorycznie, a przy tym posiadać otwartość na niekonwencjonalne metody pracy, oparte przede wszystkim na przekazywaniu wiedzy w lekkiej formie zabawy. Wszyscy muszą mieć w sobie radość z tego, co robią, bo dzieci są krytycznymi odbiorcami i szybko wyczuwają przymus. Wszyscy prowadzący muszą poniekąd być czarodziejami, którzy otwierają drzwi do krainy mitów, Biblii, legend, hagiografii, przybliżają wybrane aspekty kultury, ciekawostki naszego miasta i regionu. Bez pasji tych osób byłoby to niemożliwe.

 

AH: Z wykształcenia jest Pan kulturoznawcą - takie studia nie przygotowują do nauczania dzieci.


SO: Zajęcia Universytetu Świata cieszą się tak dużym zainteresowaniem chyba właśnie dlatego, że nie idę ścieżkami wytyczonymi przez pedagogów. Odwołuję się do własnej intuicji i obserwacji reakcji uczestników. Nie kreuję siebie na osobę nieomylną, bo to z pewnością wywoływałoby w dzieciach poczucie braku wiedzy. Jestem bardzo zwyczajny. Sądzę, że do nauczania dzieci bardziej jest potrzebny szacunek do nich i otwarcie na ich świat, niż odpowiedni kierunek studiów.


AH: Czy ma Pan swój ulubiony typ małego studenta?

 

SO: Tak, są to dzieci, które zadziwia świat.


AH: Jakie ma Pan plany na przyszłość związane z Universytetm?

 

SO: Chciałbym, aby jak najwięcej dzieci poznawało z nami świat poprzez wrocławskie zabytki i zbiory muzealne. Stąd zajęcia Universytetu Świata nadal muszą być na wysokim poziomie. I tak jak do tej pory muszą wywoływać uśmiech na twarzach dzieci.


AH: Dziękuję za rozmowę.


Ze Sławomirem Ortylem rozmawiała Agata Hołubowska

 

Sławomir Ortyl

 

Sławomir Ortyl - ukończył Kulturoznawstwo na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. W 2007 roku wydał tomik „Ludzie z moich stron". Od 2010 roku jest pełnomocnikiem Universytetu Świata.

 

Foto: z archiwum S. Ortyla

 

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Warto przeczytać

Nowe stare Sukiennice - Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Krakowie

Zapraszam w niezwykłą podróż do Krakowa. Tym razem jednak głównym punktem programu nie będzie Wawel czy...


Cztery dni z dziećmi w Berlinie

Plan ambitny: cztery dni, cztery muzea, dwoje dzieci, dwoje dorosłych. Gdzie? W Berlinie - muzealnym raju. Czas: początek...


Żółty autobus na ulicach Warszawy

Wielki żółty autobus czekał na nas na warszawskiej Woli. W jedną z ostatnich sobót tej jesieni odwiedziliśmy...


Przygoda w muzeum, czyli dokąd wybrać się z dzieckiem - część 4

Po muzeach gromadzących obiekty nieco abstrakcyjne i nie zawsze namacalne, przyszła pora na muzea, które pozwolą nam...


Edukacja przez zabawę, część 8. – „Poszukiwacze zaginionej Warszawy”

Wreszcie wakacje! Najlepiej oczywiście iść do lasu, nad rzekę albo nad jezioro, zwiedzać, pływać, biegać, skakać, i to...


Dziecko w sieci – jak uchronić je przed niebezpieczeństwami – kilka praktycznych rad
Internet to okno na świat. Cały świat. Każdy korzystający z sieci ma dostęp do jej nieograniczonych zasobów...
Każdy ma muzykę w genach – wykład profesor dr hab. Barbary Kamińskiej
Istnieje analogia między uczeniem się muzyki, a uczeniem się mowy. Jeśli chodzi o uczenie się języka ojczys...
Róże i błękity – o różnicach płci
Przyszli rodzice chcą przede wszystkim wiedzieć, że ich dziecko jest zdrowe. Następna wyczekiwana wiadomość...
Zabawka, czyli… wszystko!
Dziecko bawi się, wykorzystując różne przedmioty, my – dorośli, zwykle nazywamy je zabawkami. Ale co, tak n...

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Żarłoczna Ewa

Gdzie nie spojrzę, widzę jabłka - owoce jesieni, których smak zna chyba każdy z nas. Jedząc kolejne kęsy nie zastanawiamy się nad ich symboliką; jabłko w kulturze europejskiej to (...)

 Lenka, Fryderyk i podróże