Zacznijmy od cytatu z Singapurskiej gazety „The Straits Times". Bertha Henson pisze o karach wymierzanych rotanem - singapurską rózgą. Wiele jest artykułów przeciw stosowaniu przemocy wobec dzieci, lecz ten przedstawia użycie rózgi jako coś zupełnie normalnego, ba, wychowawczego nawet.
Kilkanaście godzin lotu przenosi nas w inny świat, w miejsce, gdzie porządek ma ogromną wartość, a idea wychowania opiera się na współzawodnictwie w grupie. Na dzieci w każdym wieku czekają egzaminy, już w żłobkach maluchy są oceniane (nauczyciele przyznają „punkty" za np. umiejętność wspinania się czy szybkość wykonywania poleceń).
Jeżeli przyjechaliśmy tu na wakacje, nie doświadczymy na szczęście przemocy stosowanej przez nauczycieli w lokalnych szkołach, lecz z pewnością zauważymy, że „dobrze wychowanych dzieci" nie widać i nie słychać.
Singapurczycy mają nawet sposób na beksę czy dziecko przechodzące kryzys dwulatka - by odzwyczaić dziecko od histerii i płaczu, wsmarowują mu pastę z roztartej cebuli pod oczy - maluch tak się wypłacze, że potem dwa razy się zastanowi, czy warto zaczynać kolejną scenę. Tego wszystkiego oczywiście nie zobaczymy na ulicy, to wszystko dzieje się w singapurskich domach. Na ulicach panuje porządek, dwulatki rzadko robią histerię...
Jeżeli wybraliśmy się z dzieckiem w tak daleką podróż, to z pewnością przyświecała nam idea poznania Azji, odwiedzenia muzeów. Cóż, Singapur nie jest miejscem dla entuzjastów muzeów, lecz daje zupełnie inną możliwość, a mianowicie poznanie Azji w pigułce. Jeżeli nam udało się przyzwyczaić do wilgotności i wysokich temperatur (dzieciom to przychodzi szybciej), mamy szansę zobaczyć mini Indie, Chiny i Tajlandię. By to zrobić, wystarczy odwiedzać poszczególne dzielnice, próbować jedzenia i zaglądać do sklepików. Jeżeli Singapur jest naszym pierwszym azjatyckim przystankiem, będziemy oczarowani kolorami, smakami i zapachami. Jeżeli już znamy Azję, to Singapur będzie się nam kojarzył z tyglem wielu kultur, przefiltrowanym przez porządek panujący w tym mieście-państwie.
Niezależnie od wieku turysty egzotyka miasta zapada w pamięć. Mając świadomość metod wychowawczych stosowanych przez singapurczyków, lepiej zrozumiemy zachowania dorosłych. Zestawienie jakości i poziomu nauki w żłobkach, szkołach (bardzo wysoki) z pomysłami wychowawczymi (obok cebuli i rózgi stosuje się np. dosypywanie chili do jedzenia dzieci - wtedy maluchy przestają się ociągać przy posiłkach, bo wolą „wchłonąć" jedzenie, niż czuć piekący smak chili) daje obraz Singapuru - pięknego miejsca, które turyści poznają powierzchownie. Warto się zastanowić nad tym, czy chcemy chodzić w podkoszulce „I love Singapure", czy też wolimy taką z neutralnym smokiem?
Dota Szymborska*
* Instruktorka wychowania, od ponad 2 lat pracuje z rodzicami, współpracuje z Dziecko.onet.pl, kwartalnikiem KIKIMORA, jest jednym z jurorów w konkursie SUPERPRODUKT 2009 Magazynu dla Rodziców Mam Dziecko, prowadzi portal www.wczesnaedukacja.com. Prywatnie mama przedszkolaka.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona
Od początku listopada pobrzmiewają w supermarketach kolędy, atrakcyjne towary na półkach ustawiane są na wysokości wyciągniętej ręki, wszędzie tandetnie przebrane panienki-Aniołki, (...)