Cztery dni z dziećmi w Berlinie

Dodano: 2012-04-26

Plan ambitny: cztery dni, cztery muzea, dwoje dzieci, dwoje dorosłych. Gdzie? W Berlinie - muzealnym raju. Czas: początek kwietnia. Pogoda: mało zachęcająca - zimno, deszczowo i ponuro. Wszelkie atrakcje pod gołym niebem odpadły w przedbiegach. Pozostały więc te zamknięte w czterech ścianach (często bardzo ładnych zresztą). Plan dnia uzależniony od drzemek dzieci (3,5 roku i 2 lata); możliwy czas realizacji: rano lub późne popołudnie. Ale... dajemy radę!


Dzień pierwszy: do Berlina przyjechaliśmy rano. Po szybkim ogarnięciu bagaży i przestrzeni, dzieci poszły spać. Na popołudnie zaplanowaliśmy MACHmit! Museum für Kinder (www.machmitmuseum.de). Jest to tak nietypowe miejsce, że mówienie o nim „muzeum" nie oddaje jego charakteru. Dwupoziomowa przestrzeń zaaranżowana w byłym kościele ewangelickim jest bardziej miejscem twórczych dokonań i ruchowych szaleństw, niż zwiedzania. Owszem, mieści się w nim kilka niewielkich ekspozycji, ukazujących np. pokój i szkółkę z przełomu XIX i XX wieku. Jest też mini wystawa na temat praw dziecka i na temat wody - czy raczej jej braku - w różnych miejscach na świecie. Jednak moje dzieci najbardziej zainteresowała mała wylęgarnia kurcząt. Można było obserwować każdy etap: od jajka, poprzez towarzyszenie przy wykluwaniu się, aż do żółciutkiego kurczaczka. Drugi poziom muzeum zajmuje osiem długich stołów warsztatowych, częściowo zamkniętych w boksach, mała czytelnia, kawiarnia dla rodziców z antresolą (eleganckie krzesła wykonane są z kartonu!) oraz drewniany system labiryntów, w którym dzieciaki mogą się wyszaleć; młodsze pod opieką dorosłych.

 

MachMit Museum

 

To jest główny cel przychodzących tutaj licznie rodzin. W części kawiarnianej można także zorganizować urodziny, korzystając przy tym z bogatej oferty warsztatowej. A że akurat byliśmy tam przed Wielkanocą, tematem numer jeden były piszczące kurczaki wykonane ze sznurków i plastikowych kubków.


Dzień drugi: poranek w Muzeum Techniki (www.sdtb.de). Sam budynek robi ogromne wrażenie, ale na dzieciach jeszcze większe robi samolot z drugiej wojny światowej zawieszony na jego narożniku. W Muzeum spędziliśmy 3,5 godziny z poczuciem, że nie obejrzeliśmy nawet połowy ekspozycji i że zwiedzaliśmy zbyt szybko. Można podglądać tam technikę we wszystkich jej przejawach: od zabytków kolejnictwa, przez statki i samoloty, aparaty fotograficzne, historię browarnictwa i druku, po lekkie latawce i maszyny wykorzystujące ruch powietrza. Trudno z małymi dziećmi zwiedzić taki ogrom za jednym zamachem. Najwięcej czasu spędziliśmy przy lokomotywach (ze względu na syna, który jest entuzjastą pociągów wszelkiego autoramentu).

 

Muzeum Techniki

 

Na niektóre można było wejść, w innych podejrzeć mechanizm (dzięki wycięciu kawałka obudowy), którąś obejrzeć od spodu. Kilka razy w ciągu dnia odbywa się także pokaz pracy maszyny parowej. Wiele wystaw jest interaktywnych: można dotknąć, sprawdzić, jak coś działa, pobawić się...

 

Muzeum Techniki

 

Czasem trzeba coś uruchomić przy pomocy przycisku, a innym razem trzeba wykonać większą pracę, np. suszarką do włosów szukać dźwięku w rurkach. I już płynie muzyka... Starsze dzieci pewnie bardziej zainteresuje Centrum Naukowe Spectrum, gdzie można do woli eksperymentować.


Dzień trzeci: poniedziałek - muzea zamknięte. Trzeba było znaleźć coś innego. Na ogród zoologiczny było za zimno, za to na Zoo-Aquarium Berlin (www.zoo-berlin.de) - w sam raz. Istnieje ono już od 99 lat! Miejsce to wybraliśmy także ze względu na fascynację syna rybami. Pierwsza atrakcja, ciesząca szczególnie maluchy zaraz po odejściu od kasy to brodzik z kolorowymi karpami japońskimi, które można głaskać. Ryby podpływają do krawędzi i nie uciekają przed wyciągniętymi dłońmi. Następna atrakcja to duże cylindryczne akwarium z samymi meduzami o różnych barwach.

 

Zoo-Aquarium

 

A później to już tylko podziwianie podwodnego świata. Zobaczymy tam gatunki dobrze nam znane, ale i takie, o których nigdy nie słyszeliśmy. Bogactwo i różnorodność trudne do opisania słowami. Jest i rekin, i płaszczka, i dobrze dzieciom znane błazenki (z filmu „Gdzie jest Nemo?"), i koniki morskie, skalary, czy całkiem spore okazy, których nazw nie udało mi się rozszyfrować. Rybom towarzyszą oczywiście koralowce, jamochłony, wodorosty. Największe wrażenie, nie tylko na dzieciach, robi sala otoczona z trzech stron szklanymi szybami.

 

Zoo-Aquarium

 

Tutaj można się poczuć, jakby się było przy dnie oceanu. Są ławki i postumenty przy akwariach, jest więc gdzie usiąść. Wiele rodzin wykorzystuje to miejsce na odpoczynek i drugie śniadanie. My również skorzystaliśmy z okazji piknikowania w tak niezwykłym miejscu.

 

Zoo-Aquarium

 

Zoo-Aquarium to nie tylko ryby i morskie stworzenia. To także płazy, gady i owady. Na wyższych piętrach budynku (winda przystosowana dla wózków) podziwialiśmy wygrzewające się węże, zastygnięte w jednej pozie żółwie, krokodyle, modliszki, motyle czy mrówki przy pracy (z przezroczystej rurki mają zrobiony szlak ciągnący się przez całe pomieszczenie, można je więc podglądać na każdym etapie wędrówki. Jak to w mrowisku - praca wre nieustannie). W Zoo-Aquarium spędziliśmy 3 godziny i to też w dużym pośpiechu.


Dzień czwarty: Muzeum Historii Naturalnej (www.naturkundemuseum-berlin.de). Coś co przeraża zaraz po wejściu to ogromnych rozmiarów kolejka do kasy, ale gdy już się do niej dotrze - miłe zaskoczenie: ulotki muzealne w języku polskim. Najlepiej przyjechać tuż po otwarciu. Tutaj musieliśmy się znaleźć ze względu na szkielety dinozaurów, w tym największy na świecie zrekonstruowany (częściowo autentyczny) szkielet 30-metrowego brachiozaura. Wchodzi się niemalże na niego tuż po odejściu od kasy i trzeba przyznać, że oszałamia swoją wielkością, a nie był to przecież największy z owych wymarłych gadów. Sala poświęcona jest wszelkim innym odkryciom paleontologicznym - od mikroskopijnych rozmiarów stworzeń do wspomnianego olbrzyma i jego mniejszych kolegów.

 

Muzeum Historii Naturalnej

 

Atrakcją jest tutaj świetnie zrobiona animacja komputerowa, którą dzieci mogą oglądać na ekranie przytwierdzonym do podłogi, a dorośli dzięki specjalnym lornetkom. Stojące w muzeum szkielety nagle okrywają się mięśniami i skórą i zaczynają wędrówkę po pradawnym lesie. Widzimy ich otoczenie, a także wrogów i przyjaciół.

 

Muzeum Historii Naturalnej


Nie tylko skamieliny i szkielety (znajdzie się i Australopitek!) stanowią wyposażenie Muzeum. Inny dział stanowią wypchane zwierzęta (jest i mamut!), jeszcze inny „mokra kolekcja", czyli zwierzęta w formalinie. Ta sala, wypełniona od podłogi do sufitu słoikami, robi naprawdę niesamowite wrażenie.

 

Muzeum Historii Naturalnej

 

Jest kilka ekranów, na których można obejrzeć filmy dokumentalne, jest i multimedialny globus, na którym można podglądać różnego rodzaju procesy geologiczne. Dla wielbicieli anatomii także się coś znajdzie...


Odwiedzając berlińskie muzea w większym gronie warto pamiętać o biletach rodzinnych. Jednak nie wszędzie są one opłacalne, gdyż zależą od wieku dzieci: w niektórych miejscach do 6., w innych do 4. roku życia dzieci wchodzą za darmo i wtedy np. wystarczy kupić dwa normalne bilety, które są tańsze od rodzinnego. Bez względu na dzień tygodnia wszędzie spotykaliśmy tłumy zwiedzających, więc wybór terminu na wycieczkę do stolicy Niemiec chyba nie ma większego znaczenia.


Mamy już plan na następny wyjazd: Bundestag z jego wieżą widokową, Legoland Discovery Centre, Centrum Naukowe Spectrum, dzielnica Prenzlauer Berg z jej klubokawiarniami dla rodziców z dziećmi i placami zabaw, AquaDom (z ogromnym cylindrycznym akwarium, do którego wnętrza wjeżdża się windą), ZOO, a to wciąż jeszcze nie wszystko... Miejsca wybieramy nie tylko ze względu na dzieci, ale też na własne zainteresowania. Wraz z wiekiem dzieci można poszerzać ofertę o kolejne muzea, galerie i zabytki.


Tekst: Agata Hołubowska
Zdjęcia: Agata i Tomasz Hołubowscy
kwiecień 2012

 

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 1 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Edukacja przez zabawę, część 7. – Gra geologiczna dla dzieci

Jak zrobić w domu skamienielinę? Jak wyhodować kryształ? Co to są inkluzje? Tego wszystkiego można się dowiedzieć z...


Eksperymenty w Experymecie - Wizyta obowiązkowa

- W przyszłą sobotę znowu chciałbym pojechać do Experymentu - rozmarzył się Szymon. - Ja też - oświadczyła szybko...


Willa Opolanka, Muzeum Kornela Makuszyńskiego, Zakopane. W odwiedzinach u Koziołka Matołka

Ula uwielbia przygody Koziołka Matołka i Małpki Fiki Miki. Lubi słuchać opowieści o małej Basi, która jechała...


Tylko klocki – z wizytą w LEGOLAND® Discovery Centre Berlin

Podczas pobytu w Poczdamie wybraliśmy się na jeden dzień do Berlina. Nasza córka - fanka klocków LEGO - nie...


Nowe stare Sukiennice - Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Krakowie

Zapraszam w niezwykłą podróż do Krakowa. Tym razem jednak głównym punktem programu nie będzie Wawel czy...


Mały geniusz w dziecku
Każdy rodzic chce być dumny z osiągnięć swojej pociechy! Nasza rola nie polega jednak na „programowaniu gen...
Dziecko z ADHD. Rodzice i nauczyciele mają wspólny cel
Rodzice i nauczyciele to dwie strony tego samego medalu. Medalem jest nasze wyjątkowe dziecko. Jak sprawić,...
Onomatopeje, czyli pierwsze "słowa" w życiu dziecka
Wiosenna pogoda sprzyja rodzinnym spacerom i obcowaniu z budzącą się do życia przyrodą. W tym roku, wspólni...
Słodkich snów, maluszku
Jednym z najtrudniejszych zadań stających każdego dnia przed wieloma rodzicami jest położenie dziecka do łó...

Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.

Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka

Żarłoczna Ewa

Gdzie nie spojrzę, widzę jabłka - owoce jesieni, których smak zna chyba każdy z nas. Jedząc kolejne kęsy nie zastanawiamy się nad ich symboliką; jabłko w kulturze europejskiej to (...)

Warszaty z Lamy w Pępku Sztuki