Była piękna, słoneczna niedziela. Popatrzyłam na termometr.
- Minus szesnaście! - jęknęłam - Nie przeżyję spaceru.
- Spacer! - zawołała prawie dwuletnia Jagoda i pobiegła zakładać kalosze na bose stopy.
- Nie ma mowy! Dzieci i ryby głosu nie mają - zacytowałam znane i w mojej opinii idiotyczne powiedzenie, po czym mnie olśniło.
- Wiem, co będziemy dzisiaj robili. Jedziemy do Akwarium.
- Rybki! - wykrzyknęła z zachwytem Jagoda i włożyła na głowę słomkowy kapelusz. - Gotowa - oznajmiła stojąc przy drzwiach.

Do Gdyńskiego Akwarium warto pojechać z wielu względów. Przede wszystkim z powodu sali o nazwie Rafa Koralowa. Pewnie, że lepiej byłoby zanurzyć się z maską i fajką w przybrzeżnych wodach któregoś południowego morza, ale skoro najbliższa okolica niczego takiego nie oferuje, to z pewnością należy zobaczyć największą żywą rafę w Polsce.

Pośród koralowców o fantazyjnych kształtach śmigają ryby we wszystkich barwach tęczy, krewetki dostojnie machają wąsami, a maleńkie węgorzyki ogrodowe wystają z dna niczym trawa i łypią na nas jednym okiem.

- Cześć żółwiu. - Jagoda siedzi w specjalnym wózku przeznaczonym dla maluchów, dzięki czemu widzi wyraźnie wszystkich mieszkańców akwarium. Wydaje się nawet, że żółw posłuchał jej prośby, podpłynął do szyby i wystawił głowę. Pierwszy kontakt nawiązany, ale cały entuzjazm pozostaje zdecydowanie po stronie ludzkiej.

Trudno nam opuścić salę z mieszkańcami rafy, ale przecież czekają inne akwaria. Piranie, mureny, rekin - niektóre wodne stworzenia nie wyglądają zbyt przyjaźnie, ale wszystkie przyciągają wzrok.
Sala dydaktyczna niestety nie spotkała się ze szczególnym zainteresowaniem młodych zwiedzających, a szkoda, bo sama chętnie dowiedziałabym się czegoś o metodach połowów albo dokładnie obejrzała ekspozycję o nazwie„Ryby mórz i oceanów".
W Sali Bałtyckiej spędziliśmy nieco więcej czasu, bo dzieci usiłowały wejść na plastyczną mapę dna Morza Bałtyckiego i powstrzymanie ich przed tym wcale nie było proste. Na szczęście dali się odciągnąć i, patrząc przez wielkie okna, razem podziwialiśmy statki na Zatoce.
Ale najlepsze zostało na sam koniec. Strzałka z napisem „Sala mokra" wiedzie nas ku pomieszczeniu z dużymi, ale bardzo płytkimi akwariami. Na ich dnie są ryby, których można dotknąć. Coś wspaniałego!

Tu uwaga techniczna: młodszym miłośnikom morskiej fauny lepiej wziąć bluzkę na zmianę, bo chodzenie w mokrym ubraniu nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza w mroźny dzień.
Akwarium to nie tylko miejsce, w którym się ogląda. Liczne projekty zebrane pod wspólną nazwą Edukacja Morska uczą dzieci i młodzież zagadnień dotyczących biologii, ekologii i ochrony środowiska morskiego. Moim zdaniem najciekawiej brzmi Eksperymentalna Pracownia Wody, w której przeprowadza się na przykład analizę chemiczną wód, ale na to moje dzieci są jeszcze zdecydowanie za małe. Jednak zajęcia w Sali Przedszkolnej są już dla czterolatków, z pewnością więc będę zaglądała na stronę internetową Akwarium. Szkoda tylko, że te zajęcia są dla zorganizowanych grup. Pozostaje mi więc liczyć na przedszkole mojego syna.
Wychodziłam z uczuciem, że wizyta była zbyt krótka. Najchętniej wróciłabym tam już następnego dnia. Ale to chyba nic dziwnego w przypadku osoby, której niespełnionym marzeniem jest zawód tresera delfinów.
tekst i fot. Anna Lewandowska
www.dwiechochelki.pl
pstryku-pstryk.blogspot.com
Akwarium Gdyńskie MIR
al. Jana Pawła II 1 81-345 Gdynia
tel. (58) 732 66 01
fax (58) 732 66 11
e-mail: akwarium@mir.gdynia.pl
www.akwarium.gdynia.pl
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
Ono obiecało, że nie będzie chodziło po kałużach, a chwilę później stało po kolana w wodzie. Ona obiecywała, że skończy z tym spóźnianiem, że zacznie zdrowe odżywianie. Na (...)