W połowie kwietnia Tatostrefa obchodziła pierwsze urodziny. Tym razem zaprosiła ojców z dziećmi do... Afryki. My z Adą też tam byliśmy i oto krótka relacja specjalnie dla czytelników Qlturki...
Na wyjazdach organizowanych przez Tatostrefę obowiązuje żelazna zasada: mamom wstęp wzbroniony! Na wyprawy wyruszają więc tatusiowie z dziećmi, a mamy mają wolne. Tak też było i tym razem.

Paszporty uczestników wyprawy
Na afrykańską wyprawę stawiliśmy się w sobotę rano na Ranczu pod Bocianem. Po otrzymaniu paszportów i odprawie lotniskowej dwudziestu trzech lekko zdezorientowanych ojców uformowało samolot, zapakowało dzieci na pokład i, machając skrzydłami, odleciało do Egiptu.

Samolot zabrał nas do Egiptu
W Egipcie czekała nas gra terenowa. Podzieleni na grupy, rozszyfrowywaliśmy hieroglify, budowaliśmy łodzie z bambusa, piramidy z chrupków kukurydzianych; prowadziliśmy prace archeologiczne.

Ada i jej piramida z chrupków
Ada błyskawicznie zakolegowała się z pozostałymi dziećmi, choć była jednym z najmłodszych maluchów (na wyprawę wyruszyły dzieci od czterech do dziesięciu lat), a ja powoli poznawałem innych tatusiów. Szybko przekonałem się, że większość z nich była już kiedyś na weekendach z Tatostrefą.

Ada na wykopaliskach
Buszowanie po Egipcie zakończyliśmy obiadem i znów wskoczyliśmy do samolotu. Tym razem naszym celem była Tanzania. Tam zamieniliśmy się w artystów plastyków. Malowanie tradycyjnych afrykańskich obrazów wcale nie jest takie proste, ale dzieciaki i ojcowie od razu się wciągnęli. My z Adą narysowaliśmy żyrafę, słonia, drzewo i papugę. Odpowiadałem za kontury, a Ada za paletę barw i wypełnienie. Byłem tak dumny z naszego dzieła, że ostrzyłem sobie zęby na jakieś wyróżnienie, np. za kompozycję dzieła. Niestety - na tatostrefowych wyprawach wszyscy są równi i wyróżnienia nie dostaliśmy.

Afrykańskie obrazki (na fioletowym tle dzieło Ady i taty)
Kolejnym przystankiem było Kongo. Tam organizatorzy zamienili nas w murzyńskich kucharzy. Dzieci mieszały mąką, wodę, wiórki kokosowe i cukier, a tatusiowe pracowicie wałkowali podpłomyki (ciekawe, czy Kongijczycy używali wałków). Potem podpłomyki wylądowały w piecu, a Ada, ku mojemu zaskoczeniu, spałaszowała większość naszego wspólnego - trochę twardego, kucharskiego dorobku.

Ada zajada podpłomyki
Szykowanie grzechotek i wycinanie masek pozwoliło nam domyślić się, na czym będzie polegała kolejna zabawa. Jakież było jednak nasze zaskoczenie, kiedy do nieśmiałych afrykańskich pląsów dołączył Ricky Lion - rodowity Kongijczyk. Ricky to prawdziwy żywioł. Udało mu się skłonić do tańca nawet Adę - choć ma ona naturę raczej nieufną i wszelkie przebieranki i nieznane wcześniej zabawy traktuje z dużą rezerwą. Pocieszny był widok kilkunastu tatusiów i gromady dzieciaków wspólnie tańczących i skandujących: Araja, Arija Senegal, SENEGAL ...

Dziki taniec
Sobotni wieczór zastał nas na wyspie. Tak, tak - na Ranczu pod Bocianem jest wyspa, a poza tym kilka górek, kilka jeziorek, minigolf, zaczątki parku linowego, kilka wiat..., a wszystko w lekko rustykalnym klimacie. Wieczór przy ognisku i kiełbaskach tym razem nie przeciągnął się nadmiernie, gdyż większość dzieciaków po całym dniu na powietrzu po prostu zasypiała. Ja też, lekko zamroczony tlenem, zasnąłem, choć kilku najtwardszych tatusiów jeszcze przed snem oddało się nocnym Polaków rozmowom.

Łatwo nie było...
W niedzielę panie z Tatostrefy nie odpuszczały tatusiom. Tym razem byliśmy w Algierii i jeszcze raz w Kongo. Zabawy w sali dały ojcom szansę na potarzanie się z dzieciakami po podłodze, budowanie piramid z ciał czy uformowanie „tatusiotunelu", który dzieciaki pokonywały zarówno dołem, jak i górą. „Sportowy" wątek wyprawy uzupełniły zawody biegowe (z dziećmi na plecach) i zawody tatusiów „zapakowanych" w dziecięce gąsienice. Nie było litości!

Wspólne granie
Końcowym akcentem był powrót do Konga i ponowne spotkanie z Rickim. Tym razem przywiózł ze sobą około trzydziestu bębnów i bębenków, grzechotki i inne hałaśliwe afrykańskie zabawki. Warsztaty były głośne, rytmiczne i egzotyczne. Ada oniemiała.

Gra na bębnach fajna jest...
A prawdziwym zakończeniem wyprawy był wielki tort z okazji pierwszych urodzin Tatostrefy. STO LAT!

Urodzinowy tort Tatostrefy
Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że jedzenie było dobre, panie zaangażowane i sympatyczne, dzieci grzeczne, tatusiowie zdyscyplinowani, pokoje i łazienki czyste, czasu na nudę zero, pogoda wspaniała i nastroje wyśmienite.
Araja, Arija Senegal, SENEGAL...
Ada i Łukasz Świerżewscy
fot. TATOSTREFA
Więcej informacji o Weekendach z tatą na www.tatostrefa.pl
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
Całkowicie się zgadzam z tym, że bicie dzieci jest absolutnie niedopuszczalne. Całkowicie. Powiem więcej: sama nie stosuję nawet klapsów. Niby nic, a jakoś czuję niechęć i obrzydzenie (...)