Czytałam i własnym oczom nie wierzyłam. Kilka razy zaglądałam na okładkę, by przekonać się, że mi się nie pomyliło. Chochlik to jakiś drukarski, czy co? Okazało się jednak, że nic z tych rzeczy. Imię i nazwisko autorki nie zostały podmienione! No cóż, najwyraźniej można mnie zaskoczyć - rzadko, bo rzadko, ale jednak. Tym razem udało się to Dorocie Gellner, której twórczość zna dobrze większość dzieci i rodziców, nawet nie zdając sobie z tego sprawy - i ja oczywiście też znam. Autorka niezliczonych wierszy i piosenek dla najmłodszych - między innymi „Ogórek wąsaty" czy „Zuzia, lalka nieduża" - pokazała całkiem nowe oblicze. I choć zawsze w jej utworach dużo było humoru, to jednak to, z czym wyskoczył do czytelników „Zając", jeszcze się nie zdarzyło, a w każdym razie nie na stronicach książki (bo Zając gościł kiedyś na łamach „Pentliczka" - pisma dla dzieci).
Mamy oto zająca - poczciwego szaraka z mięciutkim futerkiem... O nie, nie tym razem - ten jest nieokrzesanym, skoncentrowanym na sobie głodomorem, któremu kapusta i marchewki przesłaniają świat (także dosłownie). Zając ma narzeczoną, która do żaby podobna nie jest, za to wyrosła ze swojego futra. Ma też zając znajome dziecko, z którym czasem chadza do kina. Wszystko jasne? No, może nie zupełnie. Na pewno rozjaśni się podczas lektury piętnastu krótkich rozdziałów. Poważnie zastanawiałam się, jak nazwać to, co w rozdziałach - opowiadania to nie są; zawartość przypomina raczej partyjkę squasha, z błyskawiczną wymianą piłek - zdań. A każde ze zdań cięte, przesycone do cna absurdalnym humorem, szybkie jak strzała. Czytanie ich wprawia w świetny nastrój - zarówno dorosłych, jak i dzieci. Nie zdziwmy się jednak, jeśli te najmłodsze będą się bawić równie dobrze jak my. By zrozumieć specyficzny dowcip, konieczna jest umiejętność myślenie abstrakcyjnego, a to kształtuje się dopiero około 6. roku życia. Jest jednak w tej książce coś, co wywołuje uśmiech na każdej twarzy, niezależnie od wieku - to niezwykle udane, doskonale współgrające z tekstem, a nawet momentami uzupełniające go, ilustracje Piotra Rychela. Nietuzinkowy charakterek tytułowego bohatera i komiczne, ocierające się o absurd sytuacje zostały sportretowane z wielką starannością i dużym poczuciem humoru.
Ewa Świerżewska (tekst w nieco okrojonej wersji ukazał się w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet "Bluszcz" nr 18)

Zając
Dorota Gellner
il. Piotr Rychel
wyd. Bajka, 2010
sugerowany wiek: 6+

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
W pałacu w Chlewiskach spotkałem szczęśliwe dzieci. Pracowały w stajni. Zajmowały się oporządzaniem koni, siodłaniem ich i przygotowaniem do jazdy. Udzielały też lekcji początkującym (...)