Wydawnictwo Namas uraczyło nas kolejną książką nieznanej w Polsce węgierskiej autorki, odkrywając tym samym przed polskimi czytelnikami nowy, jakże piękny świat ilustracji „bratanka" z pewnego porzekadła. Choć powinnam tu raczej użyć słowa „bratanicy", bo mowa będzie o kobiecie, której godność to Sarolta Szulyovszky.
Choć ilustruje książki dziecięce od dawna, to „Wdzięczny kwiat" jest jej pierwszą w pełni autorską książką. Za pomocą obrazów i słów postanowiła przekazać prawdziwą historię, jaka wydarzyła się jej prababci Kato. Ilustracje i tekst na papierze to jedno, a obrazy, jakie powstają dzięki nim w głowie czytającego - to drugie. Trzecie zaś to emocje związane z przedstawionym tematem, którym jest odchodzenie na „niebieskie połoniny".
Babcia Kato (w książce jest babcią, nie prababcią) mieszkała w domu z ogrodem. Pewnego dnia znalazła kwiat, który oparł się upływającemu czasowi i w niezmienionej postaci dotrwał do zimy. Gasnący wzrok babci nie dostrzegł, że kwiat był sztuczny... A jednak dawał staruszce radość z obserwacji drzemiącej w nim woli życia. Bo był to przecież „najwdzięczniejszy kwiat, jaki kiedykolwiek wyrósł w [...] ogrodzie". W pewien zimowy poranek zniknęli oboje... Ale już na wiosnę w miejscu sztucznego kwiatka pojawił się nowy, tym razem prawdziwy.
Pisanie o śmierci dla dzieci jest rzeczą trudną, w Polsce wciąż budzącą wiele kontrowersji. Pojawiło się już kilka książek subtelnie ujmujących ten temat (np. „Żegnaj, panie Muffinie!", „Czy umiesz gwizdać, Joanno?", „Dziewczynka i drzewo kawek" czy bardziej metaforyczna „Gęś, śmierć i tulipan"), a jednak nadal jest to zagadnienie do przepracowania. I nie jest prawdą, że dzieci ono nie dotyczy. Dotyka w taki sam sposób jak... życie. Wszak śmierć jest przy nas od momentu naszych urodzin, tylko usilnie staramy się o tym nie pamiętać...
Sarolta Szulyovszky pokazała swoją wizję przemijania, odchodzenia i odradzania się - niekończącego się cyklu, na który nie mamy wpływu. Książka toczy się nie dwu-, ale trójtorowo: za pomocą baśniowego tekstu prozatorskiego, równoległych do niego ilustracji oraz wierszowanych podpisów pod nimi autorstwa Luci Morandini. Można więc przeczytać ją trzy razy i za każdym razem będzie to inna lektura, choć na ten sam temat. Malarskie ilustracje może nie należą do najweselszych (przeważają w nich stonowane barwy), za to są bardzo charakterystyczne - wydaje się, że figurą wyjściową do malowania postaci ludzkich oraz kota jest kula (co widać także na okładce) i wszyscy bohaterowie mają zamknięte lub wąziutkie, przypominające szparki, oczy. Tak jakby spali, przyjmowali rzeczywistość z ogromnym uczuciem lub przygotowywali się na to, co nieuchronnie ma nadejść. Pochylam się nad tą książką jak babcia Kato nad wdzięcznym kwiatem i... wciąż nie mam dość.
Agata Hołubowska


Wdzięczny kwiat
tekst i il. Sarolta Szulyovszky
Wiersz i projekt graficzny: Luca Morandini
przeł. Sebastian Stachowski
wyd. Namas, 2011
Sugerowany wiek: 6+
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.
Edyta Sudoł, specjalista PR
Przychodzi maj i znów na ławkach w parkach, na ścianach budynków, w załamaniach murów pojawiają się miłosne napisy. Można się dowiedzieć, kto kogo kocha, kto bez kogo nie (...)