Tytuł „Tylko bez całowania!" powstał trzydzieści pięć lat temu - ale był wtedy ostrzeżeniem, a nie tytułem. Tymi słowy witałem każdego dnia moją koleżankę w przedszkolu. Bardzo całuśną koleżankę - zdradza Grzegorz Kasdepke w rozmowie z Ewą Świerżewską.
Ewa Świerżewska: „Kacperiada", „Detektyw Pozytywka", „Kuba i Buba" - takie tytuły wymienia jednym tchem moja córka, gdy pytam ją o książki Grzegorza Kasdepke. I już oczy jej się świecą , gdy dowiaduje się, że wkrótce ukażą się Twoje kolejne audiobooki. Jak Ty to robisz, że dzieci chcą czytać Twoje książki i słuchać ich w wersji audio?
Grzegorz Kasdepke: No dobrze, zdradzę tajemnicę - pisząc książki dla dzieci, myślę przede wszystim o... ich rodzicach. Zwłaszcza o zmęczonych tatusiach. Dlaczego? Dlatego, że często to właśnie oni czytają swoim latoroślom. Jeżeli opowiadana przeze mnie historia znudzi rodzica, jego znudzenie przeleje się i na dziecko. Jeżeli rodzic jest rozbawiony, zarazi wesołością i małoletniego słuchacza. Książki dla dzieci powinny być tak napisane, żeby rodzice nie mogli się od nich oderwać - nawet wówczas, gdy dzieci już śpią! A co do audiobuków... mam szczęście do wspaniałych aktorów. Słuchanie ich to sama przyjemność.
EŚ: Skąd pomysł, żeby zająć się uczuciami? Przecież to taki „trudny" temat...
GK: Kiedyś na jednym z moich spotkań autorskich pojawiły się przedszkolaki. Któryś z pięciolatków zapytał, czy nie napisałbym dla niego książki o całowaniu się. Bo to bardzo ciekawy temat, a mama mówi, że nie ma takich książek dla dzieci. Uśmiałem się. Ale zrozumiałem też, że ten chłopczyk ma rację - niewiele jest książek o uczuciach i emocjach napisanych z myślą o tak młodych odbiorcach. Jestem przekonany, że aby uporać się z niektórymi emocjami (bo przecież nie wszystkie witamy z radością), powinniśmy najpierw je nazwać. Rozpoznać i nazwać. Inaczej radzimy sobie ze smutkiem, a inaczej z tęsknotą. "Tylko bez całowania" oraz "Kocha, lubi, szanuje" mają pomóc dzieciom z tym, co najistotniejsze - ze zrozumieniem tego, co czują.
EŚ: Zastanawia mnie jedno - dlaczego do rozpracowania uczuć posłużyłeś się kobietą - panią Miłką. Mężczyzna nie dałby rady?
GK: Pewnie, że dałby - jesteśmy bardzo zdolni! Ale chciałem uniknąć rozumowania typu: „No proszę, przedszkola mogą się zmienić na lepsze tylko za sprawą mężczyzn!". Byłaby to nieprawda, poza tym pociągnęłoby uwagę czytelników w niewłaściwą stroną. Zamiast zastanawiać się nad perypetiami przedszkolaków, śledziliby poczynania pana przedszkolanka. Poradził sobie czy nie? A jeżeli tak, to w jaki sposób? Jeżdżąc na spotkania autorskie, spotykam wiele wspaniałych nauczycielek. Prawie każda z nich mogłoby być panią Miłką.
EŚ: Czy pani Miłka naprawdę istnieje, czy to postać fikcyjna?
GK: Istnieje pierwowzór pani Miłki, który nigdy nie przeżył tego, co książkowa pani Miłka.
EŚ: A teraz do rzeczy. „Kocha, lubi, szanuje..." - brzmi niegroźnie, jak początek wyliczanki. Pozostałe tytuły: „Tylko bez całowania" i „Horror, czyli skąd się biorą dzieci" mogą wprawić w osłupienie co bardziej pruderyjnych rodziców. Przekonaj ich, żeby się nie zrażali.
GK: Moi czytelnicy mają poczucie humoru - w przeciwnym razie wybraliby książki innego autora. Myślę, że się nie zrażają. Pruderyjnych nie znam. Są tacy wśród wielbicieli książek, naprawdę? Tytuł „Tylko bez całowania!" powstał trzydzieści pięć lat temu - ale był wtedy ostrzeżeniem, a nie tytułem. Tymi słowy witałem każdego dnia moją koleżankę w przedszkolu. Bardzo całuśną koleżankę. A z "Horrorem..." było tak: przysłuchiwałem się rozmowie, jaką moi przyjaciele prowadzili z czteroletnim synkiem. Starszy brat podpuścił go i namówił na pytanie: „Skąd się biorą dzieci?". Znajomi opanowali drżenie głosu i bardzo spokojnie, taktownie, ale też bez zbytniego owijania w bawełnę powiedzieli co i jak. „Horror!" - krzyknął chłopczyk. I wybuchnął śmiechem.
EŚ: Cieszysz się, że Twoje książki ukazują się już nie tylko w wydaniach papierowych, ale również jako audiobooki? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla pisarza?
GK: Cieszę się, pewnie, że tak. Miło jest usłyszeć napisany przez siebie tekst w interpretacji ulubionych aktorów. Każdego dnia dziękuję Bogu, że mieszkamy w tak zakorkowanych miastach. Im dłużej stoimy w korkach, tym częściej słuchamy książek.
EŚ: Twój syn wyrósł, nie kusi Cię, żeby zacząć pisać dla starszych dzieci, dla młodzieży. Czy jednak pozostaniesz wierny najmłodszym czytelnikom?
GK: Kusi. Zresztą ostatnio rzadko piszę dla maluchów. „Romans palce lizać" oraz „Serce i inne podroby" są książkami kierowanymi do uczniów kończących podstawówkę. W kwietniu w Wydawnictwie Literackim ukaże się mój „Poradnik hodowców aniołów" - o dziewczynce, której mama trochę za często sięga po butelkę i korkociąg. Ale do książek dla najmłodszych czytelników będę co jakiś czas wracał - bo dobrze się przy nich bawię.
EŚ: Na Twoim profilu na Facebooku wstawiasz czasem wpisy z cyklu „Pytania od czytelników". Jestem przekonana, że książki o uczuciach wywołują wiele pytań. Czy mógłbyś na zakończenie przytoczyć jakieś?
GK: „Wyciera się pan po całowaniu, czy chodzi pan taki obśliniony i obrzydliwy?"
EŚ: Dziękuję za rozmowę.
Z Grzegorzem Kasdepke rozmawiała Ewa Świerżewska.

fot. Krystyna Adamczyk
Grzegorz Kasdepke - jest autorem kilkudziesięciu książek dla dzieci, dziesiątków bajek, baśni i opowiadań publikowanych nie tylko w „Świerszczyku", któremu szefował przez pięć lat, ale i w „Ciuchci", w „Komiksowie", w „Wesołych literkach", w wielu antologiach twórczości dziecięcej, także w podręcznikach. Współpracuje m.in. z wydawnictwami: Literatura czy Nasza Księgarnia. Laureat wielu nagród, w tym Nagrody Literackiej im. Kornala Makuszyńskiego za książkę Kaceperiada w roku 2002 i dwukrotnie Nagrody Edukacja XXI za: Co to znaczy (2003 r.) i Bon czy ton (2005 r.). Obecnie w wydawnictwie Nasza Księgarnia ukazuja się audiobooki w interpretacji Zbigniewa Zamachowskiego: "Tylko bez całowania! Czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami", "Kocha, lubi szanuje, czyli jeszcze o uczuciach", "Horror!, czyli skąd się biorą dzieci".


| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)
Zaczęło się od telefonu. - Dzisiaj będę musiał dużo odpoczywać - oświadczył bardzo z siebie zadowolony mąż. - Oddałem krew - dodał. Natychmiast zzieleniałam z zazdrości. Rzuciłam się (...)