Udostępnij

Rozpoznać i nazwać – rozmowa z Grzegorzem Kasdepke

Dodano: 2012-02-20

Tytuł „Tylko bez całowania!" powstał trzydzieści pięć lat temu - ale był wtedy ostrzeżeniem, a nie tytułem. Tymi słowy witałem każdego dnia moją koleżankę w przedszkolu. Bardzo całuśną koleżankę - zdradza Grzegorz Kasdepke w rozmowie z Ewą Świerżewską.


Ewa Świerżewska: „Kacperiada", „Detektyw Pozytywka", „Kuba i Buba" - takie tytuły wymienia jednym tchem moja córka, gdy pytam ją o książki Grzegorza Kasdepke. I już oczy jej się świecą , gdy dowiaduje się, że wkrótce ukażą się Twoje kolejne audiobooki. Jak Ty to robisz, że dzieci chcą czytać Twoje książki i słuchać ich w wersji audio?

 

Grzegorz Kasdepke: No dobrze, zdradzę tajemnicę - pisząc książki dla dzieci, myślę przede wszystim o... ich rodzicach. Zwłaszcza o zmęczonych tatusiach. Dlaczego? Dlatego, że często to właśnie oni czytają swoim latoroślom. Jeżeli opowiadana przeze mnie historia znudzi rodzica, jego znudzenie przeleje się i na dziecko. Jeżeli rodzic jest rozbawiony, zarazi wesołością i małoletniego słuchacza. Książki dla dzieci powinny być tak napisane, żeby rodzice nie mogli się od nich oderwać - nawet wówczas, gdy dzieci już śpią! A co do audiobuków... mam szczęście do wspaniałych aktorów. Słuchanie ich to sama przyjemność.

 

EŚ: Skąd pomysł, żeby zająć się uczuciami? Przecież to taki „trudny" temat...


GK: Kiedyś na jednym z moich spotkań autorskich pojawiły się przedszkolaki. Któryś z pięciolatków zapytał, czy nie napisałbym dla niego książki o całowaniu się. Bo to bardzo ciekawy temat, a mama mówi, że nie ma takich książek dla dzieci. Uśmiałem się. Ale zrozumiałem też, że ten chłopczyk ma rację - niewiele jest książek o uczuciach i emocjach napisanych z myślą o tak młodych odbiorcach. Jestem przekonany, że aby uporać się z niektórymi emocjami (bo przecież nie wszystkie witamy z radością), powinniśmy najpierw je nazwać. Rozpoznać i nazwać. Inaczej radzimy sobie ze smutkiem, a inaczej z tęsknotą. "Tylko bez całowania" oraz "Kocha, lubi, szanuje" mają pomóc dzieciom z tym, co najistotniejsze - ze zrozumieniem tego, co czują.

 

EŚ: Zastanawia mnie jedno - dlaczego do rozpracowania uczuć posłużyłeś się kobietą - panią Miłką. Mężczyzna nie dałby rady?

 

GK: Pewnie, że dałby - jesteśmy bardzo zdolni! Ale chciałem uniknąć rozumowania typu: „No proszę, przedszkola mogą się zmienić na lepsze tylko za sprawą mężczyzn!". Byłaby to nieprawda, poza tym pociągnęłoby uwagę czytelników w niewłaściwą stroną. Zamiast zastanawiać się nad perypetiami przedszkolaków, śledziliby poczynania pana przedszkolanka. Poradził sobie czy nie? A jeżeli tak, to w jaki sposób? Jeżdżąc na spotkania autorskie, spotykam wiele wspaniałych nauczycielek. Prawie każda z nich mogłoby być panią Miłką.

 

EŚ: Czy pani Miłka naprawdę istnieje, czy to postać fikcyjna?


GK: Istnieje pierwowzór pani Miłki, który nigdy nie przeżył tego, co książkowa pani Miłka.

 

EŚ: A teraz do rzeczy. „Kocha, lubi, szanuje..." - brzmi niegroźnie, jak początek wyliczanki. Pozostałe tytuły: „Tylko bez całowania" i „Horror, czyli skąd się biorą dzieci" mogą wprawić w osłupienie co bardziej pruderyjnych rodziców. Przekonaj ich, żeby się nie zrażali.

 

GK: Moi czytelnicy mają poczucie humoru - w przeciwnym razie wybraliby książki innego autora. Myślę, że się nie zrażają. Pruderyjnych nie znam. Są tacy wśród wielbicieli książek, naprawdę? Tytuł „Tylko bez całowania!" powstał trzydzieści pięć lat temu - ale był wtedy ostrzeżeniem, a nie tytułem. Tymi słowy witałem każdego dnia moją koleżankę w przedszkolu. Bardzo całuśną koleżankę. A z "Horrorem..." było tak: przysłuchiwałem się rozmowie, jaką moi przyjaciele prowadzili z czteroletnim synkiem. Starszy brat podpuścił go i namówił na pytanie: „Skąd się biorą dzieci?". Znajomi opanowali drżenie głosu i bardzo spokojnie, taktownie, ale też bez zbytniego owijania w bawełnę powiedzieli co i jak. „Horror!" - krzyknął chłopczyk. I wybuchnął śmiechem.


EŚ: Cieszysz się, że Twoje książki ukazują się już nie tylko w wydaniach papierowych, ale również jako audiobooki? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla pisarza?


GK: Cieszę się, pewnie, że tak. Miło jest usłyszeć napisany przez siebie tekst w interpretacji ulubionych aktorów. Każdego dnia dziękuję Bogu, że mieszkamy w tak zakorkowanych miastach. Im dłużej stoimy w korkach, tym częściej słuchamy książek.

 

EŚ: Twój syn wyrósł, nie kusi Cię, żeby zacząć pisać dla starszych dzieci, dla młodzieży. Czy jednak pozostaniesz wierny najmłodszym czytelnikom?

 

GK: Kusi. Zresztą ostatnio rzadko piszę dla maluchów. „Romans palce lizać" oraz „Serce i inne podroby" są książkami kierowanymi do uczniów kończących podstawówkę. W kwietniu w Wydawnictwie Literackim ukaże się mój „Poradnik hodowców aniołów" - o dziewczynce, której mama trochę za często sięga po butelkę i korkociąg. Ale do książek dla najmłodszych czytelników będę co jakiś czas wracał - bo dobrze się przy nich bawię.

 

EŚ: Na Twoim profilu na Facebooku wstawiasz czasem wpisy z cyklu „Pytania od czytelników". Jestem przekonana, że książki o uczuciach wywołują wiele pytań. Czy mógłbyś na zakończenie przytoczyć jakieś?

 

GK: „Wyciera się pan po całowaniu, czy chodzi pan taki obśliniony i obrzydliwy?"

 

EŚ: Dziękuję za rozmowę.

 

Z Grzegorzem Kasdepke rozmawiała Ewa Świerżewska.

 

Grzegorz Kasdepke

fot. Krystyna Adamczyk

 

Grzegorz Kasdepke - jest autorem kilkudziesięciu książek dla dzieci, dziesiątków bajek, baśni i opowiadań publikowanych nie tylko w „Świerszczyku", któremu szefował przez pięć lat, ale i w „Ciuchci", w „Komiksowie", w „Wesołych literkach", w wielu antologiach twórczości dziecięcej, także w podręcznikach. Współpracuje m.in. z wydawnictwami: Literatura czy Nasza Księgarnia. Laureat wielu nagród, w tym Nagrody Literackiej im. Kornala Makuszyńskiego za książkę Kaceperiada w roku 2002 i dwukrotnie Nagrody Edukacja XXI za: Co to znaczy (2003 r.) i Bon czy ton (2005 r.). Obecnie w wydawnictwie Nasza Księgarnia ukazuja się audiobooki w interpretacji Zbigniewa Zamachowskiego: "Tylko bez całowania! Czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami", "Kocha, lubi szanuje, czyli jeszcze o uczuciach", "Horror!, czyli skąd się biorą dzieci".

 

Tylko bez całowania   Kocha, lubi, szanuje

 

Horror

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Pani doktor, poproszę o inną diagnozę! - Polemika

Przeczytałem wywiad z doktor Małgorzatą Cackowską i westchnąłem. Westchnąłem nawet dwa razy. Pierwszy raz...


Na tropie okruchów

„Przepis na okruch wg Danuty Wawiłow jest prosty: to tekst liczący od jednej do pięciu linijek, nierymowany, napisany...


Fantazja jest w każdym z nas – recenzja książki „Podróże z Fantazją. Bajka muzyczna”

Ta niewielka książeczka składa się zaledwie z czterech rozdziałów, a każdy z nich to inna wycieczka z Fantazją -...


Chopin nie jest nudny - recenzja książki "Mazurek"

Biografie można pisać na różne sposoby. Można je pisać chronologicznie, można tematycznie, można podzielić na...


Bliskie, a jednak odkrywcze - rozmowa z Barbarą Dubus, autorką książki "Thekla i jej chłopakowy świat"

Często nie patrzymy na rzeczy bliskie, które są tak normalne, że aż wbudowane w pejzaż. Pracowałam nad tą...


Zabawa – trening umiejętności
Jak na co dzień możemy rozwijać umiejętności naszej pociechy? Oczywiście poprzez zabawę! Prezentujemy zabaw...
Pożegnanie ze smoczkiem
Przychodzi czas, gdy „dyduś” musi odejść. Jak postępować, by pożegnanie ze smoczkiem przebiegło bezboleśnie...
Bycie rodzicem jest najlepszą rekomendacją do nauczania dzieci – rozmowa z Natalią Minge, współautorką książki "Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?”
Przede wszystkim nie należy dążyć do tego, żeby dziecko jak najszybciej nauczyło się czytania czy matematyk...
Wrodzone talenty - jak rozwijać, a nie tłumić
Już od najmłodszych lat możemy zaobserwować między dziećmi wyraźne różnice indywidualne. Dotyczą one szybko...

Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!

Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)

460 mililitrów

Zaczęło się od telefonu. - Dzisiaj będę musiał dużo odpoczywać - oświadczył bardzo z siebie zadowolony mąż. - Oddałem krew - dodał. Natychmiast zzieleniałam z zazdrości. Rzuciłam się (...)

III Piknik Literacki dla dzieci Przystanek Skandynawia