Od Marjolijn Hof można się uczyć pisania. Jej książkę czyta się na wdechu, z pełnymi mgły oczami i ściśniętym sercem. A autorka ani razu nawet nie ociera się o kicz i banał, wybierając stylistyczny minimalizm i szlachetną prostotę.
Marjolijn Hof opowiedziała historię Kiki - dziewczynki, która żegna wyjeżdżającego na wojnę tatę, a potem targana niepokojem o jego życie, odwołuje się do magicznego myślenia i działania, aby zmniejszyć swoją szansę na zostanie sierotą.
W powieści stworzono wiarygodne portrety trzech pokoleń kobiet - Kiki, jej mamy i babci - każda z nich inaczej myśli i inaczej mówi, co zostało oddane po mistrzowsku.
Ujmowały mnie również naturalne dialogi, na przykład takie jak ten:
- Uszy do góry!
Nie miałam pojęcia, co to znaczy, ale brzmiało pocieszająco.
- Pan też! - odkrzyknęłam.
Ta książka nie jest manifestem pacyfistycznym, nie głosi pięknych lecz naiwnych tez o świecie bez cierpienia i wojny. Ta książka stawia czytelnika przed ważnymi pytaniami, na które być może nie ma odpowiedzi. Ojciec dziewczynki nie jest żołnierzem, jest lekarzem. Wierząc, że gdzieś tam w świecie jest bardziej potrzebny niż w swoim cywilizowanym mieście, decyduje się opuścić rodzinę, narażając ją tym samym na niepewność, niewyobrażalny stres i możliwe osierocenie.
Czy mamy prawo spokojnie żyć, kiedy gdzieś na ziemi giną i cierpią ludzie? Jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić za chęć niesienia pomocy innym? I kiedy tak naprawdę jest się egoistą, a kiedy bohaterem? To tylko nieliczne z pytań, które postawi przed czytelnikiemta powieść.
Książka zasługuje na to, by stać się bestsellerem.
Agnieszka Sikorska-Celejewska

Mała sznsa
Marjolijn Hof
przeł. Joanna Borycka-Zakrzewska
Format: 140 x 210 mm
Liczba stron: 96
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-60402-26-9
wyd. Hokus-Pokus, 2010
sugerowany wiek: 10+
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)
Święto Zmarłych ma w sobie coś kojącego. Gdy wieczorem idę alejkami rozświetlonego cmentarza, cieszę się, że pamiętamy o tych, którzy odeszli. Może i niektórzy robią to (...)