Udostępnij

Odkrywane na nowo - Co dzieciom na Wschodzie opowiadano

Dodano: 2010-02-13

Kultury narracyjnej naszym wschodnim sąsiadom na pewno można pozazdrościć. Zresztą nie trzeba sięgać po powieści Dostojewskiego lub opowiadania Czechowa, żeby przekonać się o tym, jak Rosjanie potrafią opowiadać. Obecność ukochanego dziadka lub babci, pochodzących z tych rejonów, mogła w nas zaszczepić upodobanie do opowieści z tego kręgu. Tak stało się w moim wypadku. Rodzina przed laty podarowała mi książkę o znaczącym tytule "U nas słonecznie" (red. Zofia Kłosek, opr. graf. Bogusław Orliński, Warszawa 1980) z dzieckiem o azjatyckiej urodzie na okładce. Ta postać pociągała mnie egzotyką. Wydatne kości policzkowe, ciemne oczy i futrzana czapa na głowie - wszystko to kierowało moją uwagę w stronę stepów, jurt, bezkresnych przestrzeni, Syberii i Kamczatki.


Trafnie odczytałam wówczas etniczne sygnały. W książce ukrywają się one pod propagandowym „sosem". Obok utworów literackich znalazły się w niej bowiem wzmianki publicystyczne dotyczące życia dzieci w republikach radzieckich, np. uprawianych przez nie dyscyplin sportowych lub udziału pionierów i uczniów w walce z pożarami lasów pod Moskwą latem 1972 roku.


Najważniejsza jest jednak literatura. A w zbiorze U nas słonecznie smacznych literackich kąsków nie brakuje. Można tu znaleźć m.in. opowiadanie Walerego Aleksiejewa Niezwykłe okulary, Aleksandra Puszkina "Bajkę o rybaku i rybce", baśń "Władca metali i Olena kochająca złoto" lub "O mądrym słowiku, który uciekł ze złotej klatki".


O ile tekst o okularach posiadających pewną szczególną właściwość przeznaczony jest dla dorastającej młodzieży, to utwory baśniowe na pewno zachwycą dzieci młodsze, a przy okazji także ich rodziców. Poza tym można sobie pewne nazwiska i tytuły przypomnieć np. Kornela Czukowskiego i jego wiersz "Telefon".


Niewątpliwie lektura książki "U nas słonecznie" dla rodziców może być wyprawą sentymentalną. Pochody pierwszomajowe, stadionowe festyny, podczas których sprzedawano chorągiewki, piszczałki, baloniki i kwiaty-wiatraczki ze sztucznego tworzywa. Telewizyjne wielogodzinne relacje z uroczystości państwowych w Polsce i Kraju Rad. Fartuszki szkolne ze skrzyżowanymi szelkami dla dziewczynek przypominające te ze szkół radzieckich.


Tak, sentymenty-remanenty, a do tego nazwiska wiele znaczące dla literatury, np. Gorki i Czechow. Choć po pewnej epoce i szczęśliwości społecznej pozostały tylko wspomnienia, to warto swoim dzieciom pokazać, jak wspaniałe mogą być efekty zabawy słowem i snucia opowieści.

 

Agnieszka Urbańska

 

U nas Słonecznie, Zofia Kłosek, opr. graf. Bogusław Orliński

 

U nas słonecznie

red. Zofia Kłosek

opr. graf. Bogusław Orliński

Warszawa 1980

drukuj powrót
poleć artykuł

Warto przeczytać

Anachroniczna i moralizatorska, lecz ładnie wydana – recenzja książki „Gucio zaczarowany”

Gucio pochodzi z bogatego domu, w którym ojciec zajęty jest zarządzaniem wsią, a matka pilnuje gospodarstwa domowego,...


Dobra treść w nieciekawej formie – recenzja książki „Majka, Marcel i sekret kamienicy”

Majka jest zwyczajną dziewczynką. Chodzi do szkoły, ma młodszą siostrę, dwóch fajnych kuzynów, a niebawem...


Przekleństwa, przekręty i... Chopin - wywiad z Michałem Rusinkiem

Nigdy bym o sobie nie powiedział, że jestem pisarzem książek dla dzieci. Nie, ja pisuję przy okazji; zdarza mi się....


Trudne wyzwanie to rodzinne gotowanie – recenzja książki „Basia i gotowanie”

Przyznaję: mea culpa. Nie znałam wcześniej fenomenu Basi. Jakoś mnie te książki omijały szerokim łukiem. Tymczasem...


Odkrywanie wiosny w zajęczej rodzinie - recenzja książki „Filip i bociany”

Kto by pomyślał, że życie zajączków może być tak zajmujące, zabawne i pełne uroczych pomyłek. Książka...


Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.

Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców

Rodzicu, won ze szkoły!

Życie nauczycieli byłoby dużo łatwiejsze, gdyby uczniowie nie posiadali rodziców. Wiadomo, rodzic to kłopot. Przyłazi, dopytuje się, chce uczestniczyć w życiu szkoły, ba - czasami ma (...)

Aksamitny Królik, czyli jak zabawki stają się prawdziwe