„Bądź grzeczny" to ulubione „przesłanie" (łagodnie rzecz biorąc) wielu rodziców, kierowane do swych pociech. Jednocześnie zmora niejednego energicznego, kreatywnego odbiorcy owego przesłania - dziecka. Bo co to w ogóle oznacza i czy jest realne?!
Okazuje się, że słyszał to również nieustannie (i oczywiście ni w ząb nie rozumiał) pewien rezolutny pies - bohater „Pamiętnika grzecznego psa". Nawet jeśli zdarzało się, że do jego uszu dolatywało: „dobry piesek" (co brzmiało przecież jak pochwała), również kompletnie nie wiedział, co to znaczy. Czuł za to jedno: że chyba nie chodzi o niego... Inne słowa też brzmiały mu zupełnie obco, np. wyraz „polecenie".
Bo naprawdę trudną rzeczą jest odnalezienie się w tym dziwnym ludzkim świecie - wśród ludzi mających niezrozumiałe oczekiwania. Zwłaszcza, jeśli jest się psem rasy Alaskan Malamut i zostaje się nagle oderwanym od mamy (czempionki, której przodkowie pochodzą z Klondike na Alasce) i rodzeństwa (z którym można się kotłować w śniegu) i trafia prosto w ręce... człowieka zwanego Henrykiem (któremu nogi rozjechały się w szpagat i zdejmował co chwila okulary, by je nerwowo przetrzeć) oraz jego żony - „kobiety w kozaczkach", czyli Hanki.
I chociaż pewnym ratunkiem wydają się być ich latorośle, zwłaszcza Aleksander, który nazywa swego czworonoga Winterem i snuje ciekawe opowieści, to „pieskie życie" w nowych warunkach czasem bywa naprawdę pieskie... Mimo że wszyscy członkowie nowej rodziny w końcu stają się bratnimi duszami - ów ludzki świat, daleki od psiego, stale zadziwia. Nawet głowa domu - Henryk, który często się zżyma na zachowania psa, tak naprawdę gotów jest stanąć za nim murem i bronić go przed ludzką niechęcią i niezrozumieniem.
Bo ludzie są naprawdę dziwni. Co im szkodziło, że Winter, próbując zdobyć kość, którą mężczyźni w kolorowych koszulkach kopali do siatek, wtargnął w czasie meczu na środek boiska? Dlaczego każą kąpać się nie w kałuży, a w wannie, która „na dodatek podśmiarduje mydłem"? Czy to normalne, że w czasie spacerów zawsze chcą iść w innym kierunku niż psy, czyli niż w rzeczywistości iść trzeba? W końcu - kto właściwie wymyślił kaganiec? I po co?
Winter przeżywa szereg przygód, trafia nie tylko na mecz, ale również do pracy Hanki, na casting i na spływ kajakowy. Poznaje nie tylko dziwnych ludzi, ale też zwierzęta różnych przyzwyczajeń i charakterów. Nie daje się przechytrzyć treserowi, stale przekręcającemu jego imię i obiecującemu ciasteczka, z którego nauk wynosi tylko, żeby „jeść ciasteczka, nie ufać ludziom i nie wykonywać żadnych poleceń".
Dowcipnie napisana książka - opowieść z perspektywy psa o tym, że psiej natury się nie oszuka, a ludzi do końca nie zrozumie. W sposób zabawny, a jednocześnie bardzo prawdziwy, uświadamia różnicę perspektyw - psiej i ludzkiej. Do przeczytania jednym tchem, zanim wyruszy się na spacer z własnym czworonogiem lub zdenerwuje się na szczekającego za ścianą psa sąsiadów. Do pośmiania, ale i do próby zrozumienia psich zachowań.
Książka, jak na pozycję adresowaną do dzieci czytających już samodzielnie, jest bogato i ciekawie zilustrowana. Oprócz dwustronicowych, barwnych ilustracji pojawiają się między tekstem mniejsze, zarówno czarno-białe, jak i kolorowe.
Choć należę do ludzkiego rodu, uważam, że trudno nie przyznać racji Winterowi i nie popatrzeć z dystansem na ludzkie przywary i jednostronność w myśleniu. I bardzo dobrze bawiąc się przy czytaniu tej książki, nie pomyśleć: „a może jednak dla psa kiełbasa?".
Anna Kossowska-Lubowicka
nasza ocena


Pamiętnik grzecznego psa
Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz
il. Joanna Rusinek
wyd. Literatura, 2011
sugerowany wiek: 7+

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.
Edyta Sudoł, specjalista PR
„Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz?" Refren tej piosenki towarzyszy mi stale. Co dzień nad ranem, raz wcześniej, raz później, słyszę tupanie małych (...)