Udostępnij

Co by na to powiedział Fryderyk Ch.? – recenzja książki „Nazywam się… Fryderyk Chopin”

Z okazji dwusetnej rocznicy urodzin najwybitniejszego polskiego kompozytora podjęto wiele działań w celu przybliżenia jego postaci i muzyki. Powstało nowe muzeum, pojawiło się czasopismo, stworzono wiele projektów artystycznych, w tym nowe książki, także dla dzieci i młodzieży. Jedną z nich jest „Nazywam się... Fryderyk Chopin" autorstwa Aleksandry Zgorzelskiej.

 

Książka należy do serii „Nazywam się...", traktującej o znanych postaciach świata kultury, religii i nauki, pisanej w pierwszej osobie (bezpośredni zwrot do czytelnika), mającej na celu przybliżenie biografii wybitnych osobowości, a której głównym odbiorcą z założenia ma być młodzież. Próbując więc wcielić się w jedną z jej przedstawicielek, zabrałam się do lektury „Fryderyka Chopina".


I cóż? Przyznaję, że nieco się zawiodłam. Bo choć sama idea i koncepcja wydawnictwa jest całkiem słuszna, a książka posiada walor edukacyjny i zapewne swą „misję" spełnia, to z jej realizacją jest już gorzej. A to wszystko dlatego, że zabrakło mi pewnej konsekwencji, choćby językowej i czasowej. Widząc słowo „Cześć" na samym początku, spodziewałam się, że oto Wielki Kompozytor „przemówi" do mnie współczesnym, młodzieżowym językiem. Tymczasem autorka raz używa słownictwa rodem z dziewiętnastowiecznej literatury romantycznej, innym razem ustami narratora „wybiega" w przyszłość i mówi o pociągach, samolotach, telefonach komórkowych, CD i DVD. Jeśli już zgodzimy się na uwspółcześnienie, to dlaczego Chopin o kobietach nie mówi inaczej, jak „urocza", „czarująca" i „wyglądała prześlicznie"? Jaki chłopak obecnie wyrażałby się w ten sposób o swoich koleżankach?! Swoją drogą uważam, że tego typu słowa są chętniej używane przez płeć piękną i tutaj autorka się zdradziła, a przecież „przemawia" do czytelnika mężczyzna. Dlaczego jest wyjaśnienie słowa „kawiarnia", a nie ma takich jak: nokturn, opus, cavatina, kontrapunkt etc.? Jeśli nie bezpośrednio w tekście, to chociaż w słowniczku, jaki mógłby zaistnieć na końcu książki. Ale nie istnieje. Może się zatem okazać, że książka będzie w pełni zrozumiała tylko dla uczniów szkół muzycznych, bo nie liczmy na to, że dzieci otrzymają wyjaśnienia tego typu pojęć na lekcjach muzyki w szkole podstawowej czy gimnazjum.


Ciekawa byłam ilustracji Józefa Wilkonia, bo w takiej „odsłonie" nie miałam okazji ich jeszcze oglądać. I znów zawód. Uważam, że artysta zdecydowanie lepiej sprawdza się w portretowaniu zwierząt niż ludzi. Rozmyta akwarelowa plama bardziej rozbudza wyobraźnię wtedy, gdy obrazuje kota czy ptaka niż ludzi XIX wieku. Jeśli już założono (całkiem słusznie), że książka ma zaznajomić nie tylko z samą postacią, ale kontekstem historycznym (czego się oddzielić zresztą nie da), to dlaczego nie wspomóc się ilustracjami, które mogłyby ukazywać stroje, wnętrza czy architekturę epoki? Ale nie ukazują, bo niewiele na nich widać. Zupełnie nieobiektywnie muszę też przyznać, że niektóre z postaci są... brzydkie. Choćby taka George Sand. Inne wyglądają jak zjawy z sennego koszmaru, jak na przykład Adam Mickiewicz. Odnoszę wrażenie, że sam Mistrz miał trudności z ilustrowaniem tej książki.


Mimo wielu jej wad uważam, że książka jest pozycją wartościową, poprzedzoną na pewno wnikliwymi studiami niejednej biografii Chopina. Jej pojawienie się jest dobrym krokiem w kierunku zachęcenia młodzieży do zapoznania się z historią wybitnego artysty, któremu przyszło żyć w bardzo trudnych czasach.

 

Agata Hołubowska*

 

Nazywam się Fryderyk Chopin, Aleksandra Zgorzelska, il. Józef Wilkoń, wyd. Media Rodzina


Nazywam się... Fryderyk Chopin
Aleksandra Zgorzelska
il. Józef Wilkoń
wyd. Media Rodzina, 2010

sugerowany wiek: 7+

 

*Agata Hołubowska (ur.1981) - z wykształcenia teatralog i etnolog, z zamiłowania podróżniczka i fotograf-amator, a z potrzeby mama i zagorzała czytelniczka dziecięcych książek.

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Dla mnie rysowanie to czynność fizjologiczna – rozmowa z Ewą Poklewską-Koziełło

Jeśli coś bardzo się chce robić, lubi robić, to świat wyjdzie naprzeciw temu - mówi Ewa Poklewska-Koziełło w...


Wyobraźnia nie zna granic – recenzja książki „Klara i Hauni”

Hauni jest czarnowłosą dziewczynką, mieszka w Korei i ma duży szklany dzban, w którym przechowuje swoje...


Zaczynamy od TATY, czyli "Dynastia Miziołków" w Korei Południowej

"Zabawnie jest widzieć swoją książkę złożoną za pomocą egzotycznej czcionki" - mówi Joanna Olech,...


Wyprawa do świata wyobraźni - recenzja książki "Zaczarowane historie"

Zawsze przypuszczałam, że są na świecie dobre wróżki, ale że bywają też za dobre, dowiedziałam się całkiem...


Nie każda książka zaczyna się od fontanny! – wywiad z duetem Widłak i Pawlak

Przy „Nieporadnikach" moc talentu Wojtka niosła mnie po prostu sama i musiałem tylko uważać, bym tej...


Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!

Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (3 l.)

Tajemnica człowieka z blizną